sobota, 16 listopada 2013

038. POLLYANNA





Tytuł: Pollyanna
Autor: Eleanor Hodgeman Porter
Ilość stron: 270
Kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa


"Ta szara masa kamieni była mi mieszkaniem, nigdy domem, bo nie ma domu tam, gdzie nie ma kobiecej ręki i kobiecego serca lub gdzie brak dziecka. A ja nic z tego nie miałem.”




Pollyanna, jeszcze jako mała dziewczynka, straciła rodziców. Z tego powodu musi zamieszkać ze swoją oschłą ciocią Polly. Kobieta zapewnia dziewczynce dach nad głową, jedzenie i najlepszą naukę. Niestety, nie okazuje swoje siostrzenicy żadnych uczuć. Dziewczynka, na szczęście, nie przejmuje się tym za bardzo, wręcz przeciwnie - mimo tego, że po stracie rodziców zawalił jej się świat i obojętności ciotki, Pollyanna tryska radością i wydaje się być najszczęśliwszą osobą pod słońcem. A to wszystko zawdzięcza pewnej grze, która polega na znajdowaniu powodów do radości we wszystkim, nawet w najokropniejszych rzeczach. Zdobywa serce wszystkich dookoła i zaraża ich swoim optymizmem. Czy uda jej się zdobyć te najważniejsze serce, dzięki któremu poczuje się kochana?

Ach, Pollyanna. To zdecydowanie jedna z ulubionych książek mojego dzieciństwa. Przeczytałam ją Pollyannę kilkadziesiąt razy, czasami nawet trzy razy pod rząd. Pollyanna, podobnie jak Ania Shirley, jest lekarstwem na prawie wszystkie smutki tego świata. Idealna książka na każdy dzień - i na ten dobry i na ten zły. Ja dzisiaj mam, niestety, ten drugi i mimo że nie mam czasu ani czytać, ani prowadzić bloga(za co przepraszam, poprawi się to w przyszłym tygodniu), to chcę przeczytać

Bohaterowie książki są różnorodni. Jedni zgorzkniali, żyjący w żałobie czy będący odmieńcami w społeczeństwie. Drudzy weseli i dobroduszni. Tych drugich, z Pollyanną na czele, jest zdecydowanie więcej. Do tych pierwszych niewątpliwie można zaliczyć panią Snow, ciocię Polly i pana Pendletona. Na szczęście, w głębi duszy mają oni odrobinkę(a nawet dużo, dużo więcej) dobra, tylko zakładają maski, które pokazują ich gorszą stronę. Za prawą tej uroczej i kochanej dziewczynki smutna część miasteczka dołączą do radosnego grona. Pollyanna to prawdziwy skarb dla mieszkańców Beldingsville, taka perełka byłaby potrzebna w każdym miejscu. Niestety, Pollyanny ani Ani Shirley z książki nie wyciągniemy. Może czas na nas, żeby zarazić optymizmem innych?

Każdy z nas inaczej definiuje szczęście. Dla każdego z nas znaczy ono coś innego, postrzegamy je w innej postaci. Jedni, tak jak Pollyanna, potrafią cieszyć się z każdej rzeczy. Niestety, ci ludzie stanowią mniejszość. Tak wiele ludzi marudzi i narzeka. Czasami mam wrażenie, obserwując ludzi, że Polacy, oprócz skarpetek do sandałów i Biedronki, powinni być kojarzeni z narzekaniem. Każdy z nas kiedyś marudził, marudzą i będzie marudzić. A na co? Na wszystko. Za zimno, za ciepło, za drogo, za daleko, za tłoczno... Niektórym nie dogodzisz. Wszystko wokół nas stanowi 'dobry' powód do marudzenia. Moim zdaniem marudzenie to okropna rzecz, której strasznie nienawidzę. Jako Polka mam tą straszną cechę w genach. Walczę z nią, czasami uda mi się ją pokonać, ale nie rzadziej o ona wygrywa. Idealną terapią na marudzenie jest gra w radość. Wiele razy w nią grałam. Najpierw przez kilka lat w podstawówce, potem w pierwszej i drugiej gimnazjum przeżywałam kryzys, ale teraz znowu do niej wracam. Cieszenie się z każdego głupstwa, z różnych małych rzeczy przynosi mi nawet więcej radości niż te "duże" rzeczy. Niestety, Pollyanną nie jestem i z nie zawsze potrafię odnaleźć powód do uśmiechu w tych okropnych sytuacjach, ale może małymi kroczkami mi się uda.

Pollyanna to prawdziwy skarb. Straciła najbliższe jej sercu osoby, zamieszkała ze zgorzkniałą ciotką, która nie okazuje jej ani krzty pozytywnych uczuć. Co zrobilibyśmy w takim momencie? Depresja, załamka, dołek, godziny spędzone w pokoju na płakaniu w poduszkę, stajemy się zamknięci i cisi, zamykamy się w sobie, tracimy wiarę i uważamy się za największych nieszczęśników na świecie. Ale nie Pollyanna - co to to nie. Dalej gra w swoją grę w zadowolenie, zarażając radością i szczęściem wszystkich dookoła.

Z mojego całego i małego serduszka polecam Wam Pollyannę. Zaczyna się okres depresji i dołków, a Pollyanna jest wspaniałym lekiem. Z drugiej strony może Was też czymś zarazić. Ale ten wirus jest całkiem nieszkodliwy, wręcz przeciwnie! Mam nadzieję, że ta cudowna dziewczynka zarazi Was radością do życia i miłością do wszystkiego wokół. Powieść może wydawać się troszkę naiwna, ale mi to nie przeszkadza. Książka została napisana pięknym, a zarazem prostym językiem. Pollyannę polecam przede wszystkim smutasom, bo każdy w życiu potrzebuje radości. Dzięki Pollyannie możemy dostrzec, jak wspaniałe i piękne jest cieszenie się z życia i niesienie ludziom pomocy dobrym słowem i ciepłym gestem. Książka ma naprawdę niesamowitą moc. 

„Widzisz, chciałam mieć lalkę i tatuś o nią poprosił, ale kiedy nadesłano zebrane dary, nie było w nich ani jednej lalki, tylko małe, drewniane inwalidzkie kule. I wtedy to się zaczęło.[...] Należy we wszystkim zawsze dojrzeć jakąś dobrą stronę i cieszyć się z niej, obojętnie jaką. I graliśmy w to od tego czasu. A im trudniej, tym większa radość, gdy się z tego wybrnie; tylko... tylko, że czasem to jednak za trudne...”
MOJA OCENA: 9/10



6 komentarzy:

  1. Och, książka mojego dzieciństwa <3 Niesamowita :D Mam równie pozytywne odczucia! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę tylko raz, ale na zawsze pozostała w mojej pamięci. Może kiedyś kiedy nie będę miała już żadnego powodu do radości to do niej wrócę i znowu zacznę grać w radość :)

    PS. Wiesz może dlaczego nie mogę wejść na "Małą indywidualistkę"? Proszę, tylko nie pisz, że usunęłaś tego bloga, bo do ciebie przyjadę i uduszę gołymi rękami ;) Pozdrawiam ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy przegrałam dzieciństwo, życie, czy cokolwiek, ale jak byłam małym szkrabem to jedyne książki jakie czytałam to HP. Po prostu reszta mnie nudziła i tak na prawdę nie miałam już ochoty na nie. A szkoda, bo tej nie czytałam, a teraz gdy sięgnę zapewne nie będzie już taka magiczna ;_;
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Award! Zapraszam tutaj: www.wcieniuksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedna z najlepszych książek mojego dzieciństwa, na równi z "Anią z Zielonego Wzgórza" i "Harry'm Potterem" :)

    OdpowiedzUsuń

Kochany Czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad. Ten blog jest miejscem, gdzie dzielę się z innymi moimi myślami, dlatego chętnie przeczytam Twoje spostrzeżenia. Bardzo cenię sobie każdy komentarz, ponieważ motywują mnie do dalszej pracy.
Pozdrawiam cieplutko!