Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2014

104. CICHA 5






Autorzy: Katarzyna Bonda, Katarzyna Michalak, Natasza Socha, Małgorzata Kalicińska, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz, Krystyna Mirek
Tytuł: Cicha 5
Rok wydania: 
2014
Liczba stron: 
384
Wydawnictwo:
 Filia









Jedna kamienica - siedem różnych mieszkań, siedem różnych historii. Babcia nosząca różowe sukienki, rzeźbiarz, starsza pani, która na święta staje się Świętym Mikołajem, kobieta, która straciła męża w wypadku samochodowym, fotograf, senator... Tak różne osoby, które oprócz jednego adresu w tej książce połączy coś jeszcze - najpiękniejsza noc w roku. 

Siedem opowiadań. Owszem wśród nich prawdziwe perełki, ale także słabe teksty. Na przykład pierwsze dwa. Niestety, po przeczytaniu opowiadań pani Bondy i pani Kalicińskiej miałam łzy w oczach. Smutno mi się zrobiło, że taki piękny pomysł na tę książkę był, a opowiadaniom do piękna daleka droga. I przykre było to, że to opowiadaniu o tej nocy, która jest najpiękniejsza w całym roku, a świąt podczas czytania w ogóle nie było. Później przyszła pora na trzecie opowiadania i w sumie to średnio się z panią Michalak lubimy, więc obawiałam się, że gdy je skończę będę miała ochotę wyrzucić książkę przez okno. Na szczęście tak nie było. Bo Powrót na Cichą może mistrzostwem świata się nie okazał, ale na pewno był lepszy od dwóch poprzednich opowiadań. Może historia pani Michalak nie była zbyt oryginalna i może taka trochę za prosta, ale całkiem miła. No i Autorka nie zapomniała o świętach! Później przyszła pora na panią Mirek, której opowiadanie zmieniło moje patrzenie na całą książkę. Tekst był naprawdę ładny, a po skończeniu czułam niedosyt i chętnie poznałabym dalszą historię bohaterów. A następnie przyszła kolej na panią Sochę i... znów rozczarowanie. Na szczęście dwa ostatnie opowiadania - Małgorzaty Wardy i Magdaleny Witkiewicz - tak mnie wzruszyły i tak bardzo mi się spodobały, że postanowiłam, że muszę bliżej poznać twórczość tych Autorek(i pani Mirek też!). 

Koncepcja bardzo dobra. Opisanie historii mieszkańców jednej kamienicy naprawdę mi się podoba. Ale brakowało mi jakiejś większej spójności, miałam nadzieję, że losy bohaterów poszczególnym opowiadań bardziej będą się z sobą łączyć... I troszkę mi przykro, że tak nie było. 

Summa summarum jestem zadowolona. Krystyna Mirek, Małgorzata Warda i Magdalena Witkiewicz naprawdę ładnymi opowiadaniami bardzo podniosły poziom książki. I chociaż dla tych trzech opowiadań warto do książki zajrzeć.

piątek, 29 listopada 2013

042. KRONIKI PRYDAINU. KSIĘGA TRZECH.




 Tytuł: Kroniki Prydainu #1. Księga Trzech
Autor: Lloyd Alexander
Ilość stron: 275
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa


 "[...] masz dobre serce, a dobre serce jest o wiele ważniejsze niż rozum".



Mieszkańcy Prydainu wiedli spokojne i beztroskie życie. Wszystko zmieniło się, gdy w Krainie pojawił się wyjątkowo niebezpieczny i okrutny Rogaty Król, który niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Na pomoc Prydainowi wyrusza młodszy świniopas Taran, razem ze swoją ferajną - księżniczką Eilonwy, nieustraszonym rycerzem Gwydinion oraz Gurgim. Czy uda im się uratować Krainę? Czy pokonają Rogatego Króla?

Nie wiem, czy wiecie, ale jest to ukochana baśń Cassandry Clare, autorki Darów Anioła. Kroniki Prydainu są nawet starsze od mojego taty, pierwszy tom, czyli Księga Trzech została napisana w 1964r. W Polsce ukazała się dopiero w tego roku.
Na okładce widnieje hasło, które porównuje Kroniki Prydainu do Opowieści z Narnii i Władcy Pierścieni. Czy faktycznie Księga Trzech ma w sobie tę samą magię? Czy Lloyd Alexander stworzył równie piękną krainę, co mój ukochany C.S. Lewis?


"Czasami więcej nas uczy szukanie odpowiedzi niż sama odpowiedź."

Księga trzech została napisała całkiem dobrym językiem. Niektóre fragmenty wywoływały u mnie uśmiech, można też się doszukać kilku mądrości. Kraina Prydainu to jednak nie to samo, co Narnia. Możliwe, że gdybym przeczytała ją w dzieciństwie, byłoby inaczej. Książka jest bowiem przeznaczona bardziej dla dzieci, niż dla młodzieży. Nie uważam, że czytanie tej książki było czasem straconym - wręcz przeciwnie. Miło było na kilka chwil poczuć się znowu dzieckiem, którego największy problemem jest oczko, które odleciało ukochanemu misiowi czy to, żeby mama nie dowiedziała się, że razem z przyjaciółką zużyłam jej całą szminkę.

Jako, że uwielbiam mitologię, książka otrzymała ode mnie sto punktów już na starcie. Dla autora inspiracją były starowalijskie podania. Bardzo mnie to zaciekawiło i postanowiłam, że muszę uzupełnić moje braki związane z mitologią celtycką - przecież świat nie kończy się na wierzeniach Greków i Egipcjan, które uwielbiam zresztą.

Księga Trzech nie jest historią skomplikowaną jak płatek śniegu. Wręcz przeciwnie - to prosta i zarazem mądra opowieść. Podczas czytania miałam dwie albo trzy takie sytuacje, że historia bardzo mnie nudziła. W tych miejscach treść prześlizgiwała się przez mój mózg, nie pozostawiając w nim żadnego śladu. Na szczęście takich momentów nie było zbyt wiele. Historia nie dorównała Lewisowi, ale mimo wszystko książka jest bardzo dobra.

"Nie należy nikomu odmawiać pomocy, ale nie wolno również jej odrzucać, gdy ktoś wyciąga do nas rękę."

Największym atutem Księgi Trzech zdecydowanie są postacie. Polubiłam szczególnie dwie, które wywołały u mnie najwięcej uśmiechów. Przesympatyczny Gurgi(i jego chrupanko-mlaskanko) jest po prostu p r z e k o c h a n y.  Jeszcze większą sympatią obdarzyłam Eilonwy - ta dziewczyna jest po prostu genialna! Uwieeeelbiam jej spojrzenie na świat, oryginalny styl życia i pogodne nastawienie. Jak nie kochać osoby, która jest autorką słów takich jak: "To niemądre złościć się, że nie możemy zrobić czego, czego po prostu nie możemy zrobić. To jest gorsze niż stawać na głowie, licząc na to, że od tego się urośnie." czy "Uwielbiam patrzeć jak dwoje przyjaciół wita się po długim rozstaniu. To tak, jakby się człowiek budził, a za oknem świeciło słońce." No ja, powiedzcie mi jak? Nasz główny bohater - Taran, też jest postacią godną uwagi. Mimo wad, jest naprawdę uroczy i tak słodziutko głupiutki.

Księga Trzech może być idealnym prezentem na święta dla Waszego młodszego rodzeństwa lub kuzynostwa. Książka jest przeznaczona przede wszystkim dla dzieciaków, ale myślę, że starsi również spędzą miło czas podczas czytania, a przy okazji powrócą, chociaż na chwilkę, do beztroskich lat dzieciństwa. Momentami nudna, momentami przewidywalna, lecz mimo wszystko bardzo dobra. Jest to opowieść o poszukiwaniu własnej osobowości i walce dobra ze złem. Serdecznie polecam!


MOJA OCENA: 7-/10

Za możliwość znalezienia się w Krainie Prydainu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia!

 


niedziela, 21 kwietnia 2013

009. DZIEWIĘĆ ŻYĆ CHLOE KING. TOM 1. UPADŁA.


Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King. Tom 1. Upadła
Autor:  Liz Braswell

Ilość stron: 284
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 7,5/10



„W dniu swoich szesnastych urodzin Chloe
orientuje się, że ma bardzo szczególne zdolności.
Zrobi wszystko, by poznać prawdę.
Musi się spieszyć, ponieważ jej prześladowca
cały czas czai się w cieniu, żeby znów ją zabić.
Bo Chloe ma dziewięć żyć, ale czy to wystarczy…?
Ten opis nie szczególnie mnie zachęcił. Pomyślałam sobie, że “Dziewięć żyć Chloe King” to kolejna schematyczna kiczowata powieść o nastolatce, która odkrywa paranormalną moc i jej życie diametralnie się zmienia. Na szczęście się myliłam! Autorka jest absolwentką egipcjologii, co ułatwiło napisanie tak świetnej pozycji! Połączenie współczesnego świata z mitologią Starożytnego Egiptu wyszło pani Braswell fantastycznie.

Główna bohaterka – Chloe. W jej szesnaste urodziny wszystko się zmienia. Razem z przyjaciółmi – Amy i Paulem udaje się na wieżę Coit Tower. Wypada z okna ostatniego piętra. Tego wypadku nie powinna przeżyć. A jednak cudem jej się udaje. Dlaczego? To zachowam dla siebie, jeśli chcecie się dowiedzieć, sięgnijcie po książkę!

Chloe to nastolatka z typowymi problemami. Jest marudna i kapryśna, z charakterkiem, trochę mnie irytuje. Można powiedzieć, że to typowa kocica. Jest doskonale wykreowana. Nawet w jej sposobie mówienia możemy dostrzec kocią naturę. Czytając, obserwujemy szalone wybryki Chloe i jej życie uczuciowe. Obok bohaterki kręci się dwójka przystojnych i totalnie różnych chłopaków. I tutaj pojawia się minus – Chloe spotyka się z najprzystojniejszym, najseksowniejszym i najpopularniejszym chłopakiem z roku (niemożliwe, prawda?). Bardzo mnie to denerwuje.

Książka była dla mnie wielki zaskoczeniem. To pierwsza powieść, w której spotkałam się z takimi stworzeniami. Zaczynając, nawet do głowy mi nie przyszło, że Chloe jest kotem. Megaplus dla autorki. Do tego pisana dobrym, prostym językiem, który bardzo wciąga. Czegoś mi brakowało, mam nadzieję, że w kolejnych częściach nieścisłości się wyjaśnią. Kocham książki z mitologicznymi motywami, a Starożytny Egipt to wisieńka na torcie. Jednak tych wątków było, jak dla mnie, trochę za mało.

“Dziewięć żyć Chloe King” to bardzo dobrze napisana młodzieżówka. Nie skłamię, jeśli powiem, że to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Bez bicia polecam ją wszystkim nastolatkom, jak i starszym, w szczególności kocicom. Jest lekką lekturą, którą bardzo szybko i dobrze się czyta. Czekam z niecierpliwością na kolejną część i mam nadzieję, że będzie lepsza.

Loony.