Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarz recenzyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarz recenzyjny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2015

114. SIOSTRA MOJEJ SIOSTRY







Autorka: Izabella Frączyk
Tytuł: Siostra mojej siostry
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Prószyński
i S-ka










Hanka mieszka w małej miejscowości w Bieszczadach. Żyje skromnie, ledwo wiążąc koniec z końcem. Jej spokojne życie kończy się, kiedy dowiaduje się, że w Warszawie ma przyrodnią siostrę - gwiazdę telewizji. Te dwie panie łączą więzy krwi, chociaż żyją w skrajnie różnych światach, mają całkiem odmienne podejście do życia oraz charaktery. W zwariowanym wirze zdarzeń i przypadków Hania przeprowadza się do stolicy.

Nie będę ukrywała faktu, że Siostra mojej siostry nie należy do literatury wysokich lotów. Sam styl pisania Izabelli Frączyk nie jest zły, choć momentami trochę mnie irytował i męczył. Wypatrzyłam kilka drobnych potknięć i niedopowiedzeń, na szczęście nie były one zbyt rażące. Całokształt jest przeciętny, choć  z łatwością możemy się doszukać dobrych stron, mimo że mankamenty są bardziej widoczne.

Książkę czyta się w błyskawicznym tempie, jednak cały czas czuje się lekki niedosyt. Bo przecież to wszystko było do przewidzenia. Od początku wiedziałam co się wydarzy, jednak autorka zawarła tutaj kilka zwrotów akcji, których rzeczywiście można było się nie spodziewać.
Romea i Julii w tej książce nie znajdziecie. Muszę was zawieźć - wątek miłosny wypada tutaj średnio. Bardziej mnie irytował, niż wzruszał. Nie jestem również do końca zadowolona z tego, jak zostały tutaj wykreowane główne bohaterki. Brakowało tutaj szarości - wszystko jest albo białe, albo czarne. Bo jedna siostra jest śnieżnobiała, a przydałoby się jej troszkę plamek. Wtedy byłoby żywiej, bardziej realnie. Ta druga w pewnym momencie przestała być tylko "czarna", jednak wydarzenie, które ją zmieniło średnio do mnie przemawia. 

Nie przekreślam tej książki, ale pewnie już do niej nie wrócę i niedługo nie będę pamiętać, co się w niej dokładnie działo, jednak czas poświęcony na czytanie nie był stracony. Na koniec powiem tylko, jeśli nie szukacie wielkiej filozofii, tylko zwyczajną rozrywkę, to Siostra mojej siostry jest całkiem niezłym pomysłem. 


Za "Siostrę mojej siostry" dziękuję serdecznie wydawnictwu Prószyński i S-ka!

wtorek, 7 kwietnia 2015

113. PRZEDPREMIEROWO: GDZIE JESTEŚ, CUKIERKU?








Autor: 
Waldemar Cichoń
Tytuł: Gdzie jesteś, cukierku?
Data wydania: 15 kwietnia 2015
Liczba stron: 78
Wydawnictwo: Dreams









To było naprawdę miłe popołudnie. Usiadłam wygodnie na łóżku, zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że mam dziesięć lat mniej. Że nie chodzę jeszcze do szkoły, w środę nie mam sprawdzianu z fizyki, że nie czeka mnie kolejny pobyt w szpitalu, a w najbliższym czasie nie muszę podjąć żadnych ważnych decyzji. Największym problemem jest to, że mojemu ukochanemu misiowi odpadło oko, a brat schował mi ulubioną lalkę. I że podczas zabawy w modelki, razem z przyjaciółką wykorzystałam najlepszą szminkę mamy. A wcześniej podarłam sukienkę, bo ubrałam jej szpilki. Ale już planuję kolejną zabawę, tym razem w księżniczki. Wcześniej jednak odpocznę i sobie poczytam. Biorę więc do rąk Gdzie jesteś, Cukierku?. I teraz już wcale nie czuję się jak szesnastolatka. 

Tytułowy Cukierek to bardzo niesforny kotek. Lubi przysparzać kłopotów swoim opiekunom. To już piąta część jego przygód, a Cukierek ani myśli przestać wyrabiać. W tej książeczce jego rodzinę odwiedza gość z Japonii, po okolicy grasuje straszydło, mama przynosi do domu koszatniczkę, a pod nieobecność rodziców kotami, Maćkiem i Marcelem opiekuje się surowa opiekunka. Co z tego wyniknie? Jaką hecę wywinie Cukierek tym razem? 

Książce nie mogę prawie nic zarzucić. Przyczepię się jednak obrazków. Są jakieś nienaturalne i sztuczne. Niektóre ilustracje trochę zraziły mnie do książki. Na szczęście nie aż tak bardzo, że przestałam ją lubić. Mimo że książka nie wygląda za ładnie, to bardzo mi się podoba, jak pachnie. A przygody rozbrykanego kotka są bardzo zabawne i często wybuchałam śmiechem, bo Cukierek jest naprawdę niesforny i ciągle przysparza kłopoty. Dodam jeszcze, że książka została napisana prostym językiem, w pełni zrozumiałym dla młodszego czytelnika.

Gdzie jesteś, Cukierku? dostarcza mnóstwo radości i zabawy. Ja bawiłam się świetnie, dlatego już podsuwam pod nos książeczkę najmłodszej siostrze. Myślę, że książka zainteresuje ją i masę innych dzieciaków. 

Zamykam książkę. I znów jestem szesnastolatką. Ale to nie zmienia nic - czas spędzony z Gdzie jesteś, Cukierku? był udany! 

Za "Gdzie jesteś, Cukierku?" dziękuję serdecznie wydawnictwu Dreams!







czwartek, 12 marca 2015

111. FREAK CITY






Autorka: 
Kathrin Schrocke
Tytuł: Freak City
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Dreams















Mika, piętnastoletni chłopak, bardzo przeżywa fakt, że jego ukochana go zostawiła. Nie może pogodzić się z odejściem Sandry. Zmienia się to, gdy poznaję Leę - piękną, ciepłą i... głuchą dziewczynę. Mimo że Mika wciąż tęskni za Sandrą zaczyna rodzić się w nim uczucie do niesłyszącej dziewczyny. 

Freak City jest młodzieżówką inną niż wszystkie. Wcześniej nie spotkałam się z książką o takiej tematyce, dlatego czytanie o głuchych było dla mnie czymś nowym. Na pewno autorka nie mogła stworzyć tej książki bez wcześniejszego przygotowania. Musiała bliżej poznać świat ciszy i przyjrzeć się tym, którzy w nim żyją.

Momentami Freak City jest pozycją bardzo uroczą i urzekającą. Niestety jakieś 3/4 książki stanowią fantazje nastolatków o płci przeciwnej. Nie chodzi tutaj tylko o chłopaków(bo miałam wrażenie, że główny bohater myślał tylko o jednym), ale także o dziewczyny, bo według autorki to chyba każda piętnastolatka pakuje się chłopakom do łóżka... Oprócz tego Kathrin Schrocke na siłę posługiwała się młodzieżowym językiem, momentami było to tak nierealne, że chciałam wziąć ołówek i niektóre sceny napisać jeszcze raz. 

Właściwie jedyną postacią, którą polubiłam była Lea. Sympatię do niej poczułam już podczas pierwszego spotkania. Niestety, nie mogę powiedzieć tego o Sandrze czy Mice, który okazał się jedną z najbardziej irytujących książkowych postaci. Oprócz niezwykle drażniących fantazji na temat dziewczyn, denerwowały mnie jego "wielkie miłości" - skakał od jednej do drugiej i w obydwóch był "szaleńczo zakochany". 

Mimo kilku rażących w oczy aspektów, książka nie jest aż tak zła. Freak City nie należy do książek, z których emocje i uczucia się wylewają. Jest napisana lekko, jednak oczekiwałam czegoś więcej.

Dopiero po przeczytaniu zrozumiałam, że to bardzo ładna książka... Przydałaby się tylko takie magiczne nożyczki, którymi mogłabym wyciąć to, co mi się nie spodobało. I myślę, że wtedy pokochałabym Freak City.

Kathrin Schrocke miała naprawdę świetny pomysł, niestety z wykonaniem wyszło troszkę gorzej. Freak city nie jest najgorszą książką na świecie, ale też nie można tej pozycji nazwać wybitną. Momentami była naprawdę urocza, myślę nawet, że osobom trochę młodszym ode mnie może się bardzo spodobać. Dlatego sami zdecydujcie, czy chcecie tę książkę przeczytać. Ja nie polecam, ani nie odradzam. 


A przy okazji chciałabym się z Wami podzielić przepięknym filmikiem: 




Za książkę dziękuję bardzo wydawnictwu Dreams!

wtorek, 3 marca 2015

109. DANTE NA TROPIE





Autorka: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Dante na tropie
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: Literackie














Anna Drozd mieszka w pięknej willi na odludziu Solca, gdzie przed kilkoma laty przeprowadziła się z miasta, żeby uciec od wydarzeń, które ją skrzywdziły i złamały serce. Pracuje w bibliotece, żyje spokojnie i samotnie razem ze swoim psem Dantem. Podczas jednego ze spacerów jej życie wywraca się do góry nogami, cała sielanka i beztroska znika. Dante przynosi jej makabryczne znalezisko - zakrwawiony palec! Podczas przeszukiwania lasu policja odnajduje zwłoki starszego mężczyzny, który umarł w zagadkowych okolicznościach, a odnaleziony palec znika. Anna postanawia rozwiązać zagadkę, pomaga jej w tym jeden policjant - Wiktor Gryka. Jak potoczą się ich losy? 

Czyta się błyskawicznie, bo historia niesamowicie wciąga. Otworzyłam książkę i nie potrafiłam się oderwać, choćby po to, bo zrobić herbatę. Dante na tropie zdecydowanie wygrywa naprawdę dobrym wątkiem kryminalny. Książka zaskakiwała mnie na każdym kroku, nie mogłam jej odłożyć - tak byłam zaciekawiona dalszym rozwojem wypadków. Zakończenie bardzo mnie usatysfakcjonowało - nawet przez chwilę nie podejrzewałam, że właśnie ta postać jest odpowiedzialna za wszystkie tajemnicze wydarzenia, które miały miejsce w Solcu. Nigdy nie czytałam zbyt wielu kryminałów, ale dzięki tej pozycji naprawdę polubiłam ten gatunek literacki. Chyba częściej będę po niego sięgać. 

Obok świetnie prowadzonej zagadki kryminalnej, mamy wątek miłosny, który średnio przypadł mi do gustu. Z jednej strony nie był zbyt przesłodzony, ale z drugiej bardzo(i to bardzo!) mnie irytował. Jakoś nie mogłam się przekonać do tego romansu, a tym bardziej do głównej bohaterki. Tutaj poziom mojej irytacji czasami wskakiwał na najwyższy poziom. No, ale była bibliotekarką i właśnie dlatego czuję do niej jakąś nutę sympatii. 

O pierwszej książce Agnieszki Olejnik - Zabłądziłam - było głośno rok temu. Bardzo entuzjastyczne recenzje zachęciły mnie do poznania tej książki, więc od kilku miesięcy stoi już u mnie na półce, niestety jeszcze nie przeczytana. Muszę to jednak jak najszybciej zmienić, bo Agnieszka Olejnik w swojej powieści kryminalnej sprawdziła się na medal! 

Jest to jedna z najciekawszych pozycji, jakie miałam okazję przeczytać - dlatego serdecznie polecam. Myślę, że jeśli przymknie się oko na kiepski romans, to gwarantuję dobrą zabawę z Dantem! 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję bardzo wydawnictwu Literackiemu!


poniedziałek, 2 lutego 2015

107. CZARNE SKRZYDŁA





Autorka: Sue Monk Kidd
Tytuł: Czarne skrzydła
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 485
Wydawnictwo: Literackie














Sara Grimke, córka zamożnego sędziego, mieszka z rodziną w wielkim i wytwornym domu. Zaliczani do elity Charlestone, jak większość mieszkańców posiadają czarnoskórych niewolników. W dniu jedenastych urodzin Sara dostaje "prezent" - obwiązaną lawendowymi wstążkami niewolnicę, młodą Szelmę. Tego dnia zaczynają się problemy Sary, która nie chce przyjąć takiego "podarunku", bo czuje, że posiadanie drugiego człowieka nie jest w porządku. Od tej pory na przekór wszystkim i wszystkiego robi co w swojej mocy, żeby zmienić tę beznadziejną rzeczywistość. 

Książkę skończyłam czytać dziś popołudniu i czuję się troszkę zagubiona. Już przed przeczytaniem Czarnych skrzydeł miałam już wystarczający bałagan i chaos w głowie, a teraz panuje w niej istna sodoma i gomora. To, co napisała Sue Mont Kidd zburzyło kilka moich wyobrażeń na niektóre tematy i sprawiło, że moje myślenie już nie będzie takie jak wcześniej.

To, co dzieje się na kartach Czarnych skrzydeł jest tak realistyczne, że aż boli. Okrucieństwo, które ma miejsce w tej książce, wymierza czytelnikowi raz po raz policzek. Połamane kości niewolników łamią serca w nowych, wcześniej nieznanych miejscach. Wszystkie niesprawiedliwości sprawiają, że dusza czytającego płacze. 

Bardzo podobało mi się tutaj to, że książka nie zaczęła się od żadnego wielkiego skandalu, rewolucji. Nie rozpętała się śnieżyca, żadna osoba nie dowiedział się, że jest czarodziejem ani nikt nie zgłosił się zamiast swojej siostry do Głodowych Igrzysk. Z początku jest to książka o pozornie zwykłych ludziach, których nazwałabym bohaterami dnia codziennego - nie akceptują tego, co dzieje się wokół nich, chociaż niczym jeszcze się nie wstawili. Ta dezaprobata to iskra, która w pewnym momencie ma wzniecić pożar. A tutaj ognień rozprzestrzenia się małymi kroczkami. Możemy obserwować stopniową metamorfozę bohaterów i ich wpływ na otoczenie. 

Narracja prowadzona jest oczami Szelmy i Sary. Rozdziały pisane z punktu widzenia jednej i drugiej przeplatają się, a czytelnik ani razu nie ma wątpliwości, o której z bohaterek czyta. Zostało to szaleńczo dobrze dopracowane. Aż nie mogę przestać się dziwić i zachwycać tym jednocześnie. Wszystko zostało wykonane z najwyższą precyzją, która budzi we mnie wielkie uznanie. 

Sara i Szelma są niezwykłe. Więź między nimi jest czymś niesamowitym. Podziwiam je nie tylko za odwagę i determinację w dążeniu do celu, ale przede wszystkim za to, że wyrosły im skrzydła, an których wzniosły się nad obojętność i wrogość tego świata. 

W tej recenzji wcale nie chcę Was zachęcać do przeczytania tej książki. Polecenie jej chyba też nie byłoby odpowiednie. Chciałabym tylko wszystkich uświadomić, że są jest taka grupa książek, które po prostu trzeba poznać. I Czarne skrzydła do tej grupy należą. Weźcie to sobie do serca. 

Za możliwość przeczytania tej piękniej książki dziękuję wydawnictwu Literackiemu!


poniedziałek, 3 listopada 2014

099. BARÇA. ZA KULISAMI NAJLEPSZEJ DRUŻYNY ŚWIATA




Autor: Graham Hunter
Tytuł: Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 385
Wydawnictwo: SQN


Ta fantastyczna iskra inspiracji, radość tej jednej chwili, jest powodem, dla którego jestem trenerem. - Pep Guardiola
  







W wielu aspektach życia jestem pełna sprzeczności. Tak właśnie jest w przypadku piłki nożnej. Zazwyczaj jestem okropnym ignorantem i nie tylko nie oglądam meczów, ale nawet nie interesują mnie wyniki. Jednak sytuacja całkiem się zmienia, jeśli mówimy o FC Barcelonie.

Tej drużyny nie muszę chyba nikomu przedstawiać. FC Barcelona jest najlepszych zespołem na świecie, którego ja ukochałam sobie najbardziej.

Graham Hunter, który z hiszpańską piłką nożną związany jest od 1982 roku, stworzył naprawdę świetne źródło informacji o niezastąpionej FC Barcelonie. Dołączył sporo zdjęć i zaserwował wiele interesujących ciekawostek. 

Książka porusza chyba każdy aspekt życia Barcy. Jest dużo historii, czyli tego co naprawdę lubię - Graham Hunter pisze o drodze tej drużyny na sam szczyt. I to tak, że nie sposób się oderwać! Możemy też wniknąć w umysł trenera i poznać tajemnice szatni Barcelony.
 
Na koniec mogę powiedzieć tylko, że jeśli jesteście fanami Barcelony to koniecznie musicie zapoznać się z tą pozycją. Nie pożałujecie! 

Osiągnęliśmy taki stan porozumienia, że na boisku nie musieliśmy ze sobą rozmawiać. Wystarczy, że jeden na drugiego rzucił okiem, a wiemy, co i jak należy zrobić w danej sytuacji. - Gerard Pique


Za książkę dziękuję bardzo wydawnictwo SQN!

niedziela, 12 października 2014

098. ECHA PAMIĘCI





Autor: Katherine Webb
Tytuł: Echa pamięci
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 500
Wydawnictwo: Insignis

To właśnie klucz do szczęścia. Zrozumieć, gdzie jesteś i co masz już teraz, i czuć za to wdzięczność.





Zabieram się do pisania recenzji i myślę, że znów będę pisała wstęp o miłości. Pewnie gdyby byłby to inny temat to straciłabym cierpliwość i sobie odpuściła. Ale to jednak miłość - wątek, na który najbardziej lubię pisać i który chyba nigdy mi się nie znudzi. Naprawdę, o miłości(pod każdą postacią) mogłabym pisać, pisać i pisać.

Anglia, rok 1937. Czternastoletnia Mitzy Hatcher wychowuje się samotnie w Blacknowle, wsi na wybrzeżu Dorset. Dla nieokrzesanej, odrzuconej przez lokalną społeczność dziewczyny przyjazd słynnego artysty Charlesa Aubreya, jego egzotycznej kochanki i ich córek na letnie wakacje jest niczym powiew świeżego powietrza. Jako muza Charlesa, Mitzy wchodzi w głęboką, trwałą relację z rodziną Aubreyów na trzy kolejne lata. Mitzy stopniowo zaczyna widzieć przed sobą przyszłość, o jakiej nawet nie marzyła. Rodzi się w niej potężna miłość, która ewoluuje razem z nią – niewinne uczucie przeradza się w obsesję, dziecinne zauroczenie ustępuje znacznie bardziej skomplikowanym emocjom. Upłynie blisko siedemdziesiąt pięć lat, zanim konsekwencje tej wielkiej namiętności ujawnią się w pełni dzięki młodemu właścicielowi galerii sztuki, zapatrzonemu w pośpiesznie naszkicowany portret i zdumionemu jego intensywnością. Próby rozwikłania tajemnicy obrazu zawiodą go do Blacknowle, gdzie odkryje prawdę o tamtych gorączkowych, letnich miesiącach sprzed kilkudziesięciu lat.*

Echa pamięci sprawiły, że jestem w emocjonalnej rozsypce. Takich emocji nie przeżyłam już dawno. Naprawdę, nie mogę się po tej książce pozbierać...

Jest to jedna z najpiękniejszych książek o miłości, jakie dane mi było przeczytać. To historia o naprawdę pięknej miłości. A właściwie o najpiękniejszej, przede wszystkim dlatego, że miłość została przedstawiona nie tylko jako uczucie, lecz także jako postawa. 

Książka tak mnie dotknęła i tak mnie zachwyciła, że nie jestem w stanie napisać o niej więcej. Chciałabym napisać jeszcze kilka akapitów - o cudownym klimacie, poetyckimi przepięknym języku, o bohaterach, których pokochałam, o wszystkim, co mnie oczarowało. Ale nie potrafię napisać ani słowa.
Po prostu polecam. Tak zwyczajnie i tak z serduszka. 

*opis pochodzi z okładki

Za książkę dziękuję z całego serduszka agencji AIM Media!







czwartek, 9 października 2014

097. PROJEKT "ROSIE"







Autor: Graeme Simsion
Tytuł: Projekt "Rosie"
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Media Rodzina













Próbujemy uciec od wielu rzeczy - od minionych wydarzeń, złych doświadczeń, stresowych sytuacji, finansowych zobowiązań, a także od miłości. Ale na szczęście - od miłości nie da się uciec. On zawsze cię znajdzie!

Don to osoba, która całkowicie poświęciła się nauce. Ten profesor genetyki żyje według żelaznych, niezmiennych zasad, każdy jego dzień jest idealnie zaplanowany. Posiada jedynie dwójkę przyjaciół - Gene'a i Claudię. Z tego powodu czyje się samotnie, więc postanawia opracować projekt "Żona". Stwarza kilkunastostronicowy kwestionariusz, który zawiera pytania o wszystkie dziedziny życia potencjalnych kandydatek na partnerkę Dona. Profesor genetyki spotyka się z wieloma kobieta, jednak żadna nie spełnia wymogów. I nagle pojawia się Rosie, która chcąc znaleźć swojego biologicznego ojca, prosi o pomoc Dona. Szalona, niepunktualna, niezorganizowana i hałaśliwa barmanka nie nadaje się na żonę, ale czy to sprawi, że profesor genetyki odmówi jej pomocy? 

Projekt "Rosie" czyta się po prostu błyskawicznie, z zapałem i niegasnącym uśmiechem na twarzy oraz z częstymi wybuchami histerycznego śmiechu. Naprawdę, książka jest bardzo zabawna; napisana tak cudownie ironicznie i z przymrużeniem oka.

Postacie są naprawdę świetne - jedyne w swoim rodzaju, nieszablonowe i niezwykle ciekawe. Wspaniały duet, jaki tworzą Don i Rose porywa od samego początku. Dzięki ich skrajnie różnym charakterom książka jest niezwykle dobrą komedią romantyczną(tak jak obiecuje nam opis z okładki!). A właściwie nie tylko dobrą - także bardzo inteligentną i zupełnie oryginalną. 

Nie sposób nie płakać ze śmiechu podczas czytania Projektu "Rosie", nie sposób nie pokochać głównego bohatera - niezdarnego i dziwacznego Dona, nie sposób tej książki nie polubić oraz nie sposób jej nie polecić. Więc polecam! 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Media Rodzina! 

wtorek, 7 października 2014

096. ŻYCIE CHARLOTTE BRONTE








Autor: Elizabeth Gaskell
Tytuł: Życie Charlotte Brontë
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 624
Wydawnictwo: MG












Charlotte Brontë nie muszę przedstawiać, prawda? Jest skarbem literatury światowej. Teraz już nikt nie pisze takich romansów jak ona - kojarzących się naprawdę dobrze, ubogacających w mądrość i doświadczenia...

Elizabeth Gaskell była bliską przyjaciółką Charlotte. Napisała też jej pierwszą biografię(powstała ona krótko po śmierci najstarszej siostry Brontë), gdzie chciała nam pomóc odkryć prawdziwą Charlotte. Dzięki temu, że Gaskell znała ją osobiście, była jej bardzo bliska, rozmawiała z nią i przypatrywała się jej życiu mogła ukazać nam również jej duszę. 

Znaczną część biografii stanowi prywatna korespondencja Charlotte, dzięki której jeszcze bardziej możemy poznać jej duszę, która wcale nie jest taka krucha, jaka się z początku wydaje.


Książka wymaga niekiedy czytania między wierszami oraz bardzo dużo cierpliwości. Czyta się wolno i monotonnie. Mnie się momentami tak strasznie wlokła, że miała ochotę już rzucić i już nie wracać. Jednak jest w niej coś takiego, co przywiązuje do siebie czytelnika.

Mimo że książkę czytało mi się trudno i niełatwo było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty, to nie uważam, że czas spędzony z Życiem Charlotte Brontë był czasem straconym. Dowiedziałam się wiele interesujących rzeczy o autorce Jane Eyre, poznałam bliżej jej rodzinę, a przede wszystkim poznałam bliżej niezwykłą Charlotte Brontë.

Książkę polecam serdecznie wszystkim wielbicielom Charlotte Brontë. Mnie tak biografia tylko utwierdziła w przekonaniu, że Charlotte była niezmiernie utalentowaną i niezwykłą kobietą. 

Za możliwość poznania bliżej Charlotte Brontë dziękuję wydawnictwu MG!



wtorek, 23 września 2014

094. 15 DNI BEZ GŁOWY





Autor: Dave Cousin
Tytuł: 15 dni bez głowy
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 278
Wydawnictwo: YA!

To ja zdecyduję, co jest najlepsze dla mnie i dla Jaya – i nikt nigdy więcej nas nie rozdzieli.







Większość książek o miłości to po prostu romanse. Dane było mi w życiu całkiem dużo ich przeczytać. Jedne były gorsze, drugie lepsze i właściwie lubię takie książki. Czasami jednak lubię przeczytać o miłości pod innymi postaciami, a jej oblicz jest nieskończenie wiele. Gdy wzięłam do rąk 15 dni bez głowy czekało mnie magiczne dwieście siedemdziesiąt osiem stron przepełnionych piękną braterską miłością. 


Laurence ma piętnaście lat. Jego mama jest uzależniona od alkoholu, a młodszy braciszek udaje psa. Pewnego dnia chłopcy zostają zmuszeni do walki o następny dzień, ponieważ ich mama zostawia ich bez słowa, jedzenia i pieniędzy. Niepewny jutra Laurence musi sam zaopiekować się bratem, zdobyć dla niego pożywienie, fundusze potrzebne do życia. Czy targany przez skrajne emocje chłopak poradzi sobie z tą sytuacją? Czy mama wróci? Czy przez dwa tygodnie uda mu się przeżyć bez głowy – tak jak karaluchy z jego kuchni?

Ukazanie przez autora miłości braterskiej jest naprawdę piękne. Niezwykłe uczucie i heroiczna walka, żeby być razem, zostawiły ślady na moim serduszku. Dawno żadna książka mnie tak nie zasmuciła, nie wywołała tylu skrajnych emocji, dawno podczas czytania nie czułam się tak bezradna. Najpiękniejszym, a zarazem najsmutniejszym momentem tej książki był moment, gdy mały Jay zaczął myć się zimnej wodzie. Dlaczego? Tylko dlatego, żeby Laurence nie płakał. Niezwykłe.

Niestety, nie wszystko takie było. Przepięknej relacji braci mogłabym poświęcić jeszcze kilka akapitów, jednak wątek romantyczny już nie był taki dobry. Właściwie to w ogóle mi się nie podobał. Według mnie był bardzo naciągany i bardziej podobałoby mi się bez niego, a Mina była dla mnie zbyt idealna.

Historia została napisana naprawdę lekkim, zabawnym i przyjemnym językiem. Powieść bardzo wciąga, da się ją czytać w szkole czy w autobusie, bo skupienie się na treści nie wymaga zbyt dużego wysiłku. Plusem jest humor tej książki, bo nawet gorzkie momenty zostały opisane w taki sposób, że czyta się z uśmiechem na ustach, mimo że po policzkach płyną łzy.

Książkę na pewno będę bardzo miło wspominać, mimo że nie trafiła na listę moich ulubionych powieści. 15 dni bez głowy to bardzo dobra pozycja, która jest warta przeczytania. Ta przepiękna opowieść ukazuje nam głębie braterskiej miłości. Opowiada też o bezradności, o przedwczesnym dorastaniu, o dziecięcych marzeniach i poświęceniu… Mnie ta książka pokazała, że nie wolno się poddawać. Nigdy, przenigdy. I przemyciła do mojego serduszka prawdziwą nadzieję. Dużo prawdziwej nadziei.

Recenzja dla portalu literatura.juventum! 

sobota, 30 sierpnia 2014

093. DZIEWCZYNY Z POWSTANIA



Autor: Anna Herbich
Tytuł: Dziewczyny
z powstania
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Znak 

Cel, o który walczyłam w powstaniu, cel, dla którego zginęło tylu moich kolegów i koleżanek, się przecież ziścił. Tutaj jest, więc moje miejsce. Tutaj się urodziłam, tutaj walczyłam i tutaj umrę.
Teresa Łatyńska z domu Potulicka




Siedemdziesiąt lat temu miało miejsce powstanie warszawskie. Wiele mówi się o męstwie mężczyzn w tym wydarzeniu, a o kobietach nikt nie wspomina. A przecież równie dzielnie walczyły w powstaniu walczyły. Jako sanitariuszki, kucharki i łączniczki, także z bronią w ręku, ale przede wszystkim jako córki, siostry, żony i matki. Na szczęście znalazła się pani Anna Herbich, która o nich pomyślała. I tak powstała rewelacyjna książka Dziewczyny z powstania.

Szczęśliwe, ciekawe świata, zakochane dziewczyny musiały zmierzyć się z brutalną rzeczywistością powstańczą. Było ich około pół miliona. W  niezwykle urzekających „Dziewczynach z powstania” zostało opisanie jedenaście historii jedenastu bardzo odważnych i walecznych kobietach.

Do powstania poszłabym raz jeszcze. Bez najmniejszego wahania. Nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył okupacji. Te pierwsze sierpniowe dni… Na domach zawisły niewidziane od 1939 roku polskie flagi, pojawili się polscy żołnierze, ludzie rzucali się sobie w ramiona. To był kawałek Polski, tej prawdziwej, wolnej. Straty, jakie ponieśliśmy, były oczywiście potworne. Do tego ci wszyscy niewinni mieszkańcy Warszawy… Innego wyjścia jednak nie było.
Krystyna Sierpińska z domu Myszkowska

Dziewczyny z powstania to niesamowita, niezwykle piękna i urzekająca pozycja. Zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Bo tutaj nie podziwiałam fikcyjnych bohaterów literackich, tylko najprawdziwszych bohaterów. A właściwie bohaterki.

Te bohaterki opowiadają o piekle powstania warszawskiego. Niby każda opowieść jest o tym samym wydarzeniu, ale każda opowiedziana jest inaczej.  Opowiadają o pierwszych miłościach, pożegnaniach, trudach, ucieczkach. Opowiadają o wojnie – okrutnym tworze, który niszczy wszystko, co spotyka na swojej drodze i odbiera ludziom wszystko, co miało dla nich jakiekolwiek znaczenie…

Sanitariuszki (źródło zdjęcia)

Urzekło mnie i zachwyciło to, że każda z kobiet opowiada sama nam swoją historię. Czułam się, jakbym siedziała przy herbatce razem ze starszą panią, która mówi o powstaniu tylko mnie.

Jestem tą książką zachwycona.  Została przepięknie i lekko napisana, czyta się ją jednych tchem. Jest to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla pasjonatów powstania warszawskiego. Ją TRZEBA przeczytać.

Moich słów jest w tej recenzji mało, ale ta książka nie potrzebuje żadnego komentarza. Potrzebuje jedynie przeczytania.

Czy Twoje miasto jest bombardowane? Czy twojemu mężowi grozi śmierć od nieprzyjacielskiej kuli? Czy twoje dzieci głodują? Jeżeli nie, to nie masz powodu do narzekania. Wszystko inne jest bowiem błahostką.
Irena Herbich z domu Wilga

Recenzja dla portalu literatura.juventum!