Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MG. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2014

096. ŻYCIE CHARLOTTE BRONTE








Autor: Elizabeth Gaskell
Tytuł: Życie Charlotte Brontë
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 624
Wydawnictwo: MG












Charlotte Brontë nie muszę przedstawiać, prawda? Jest skarbem literatury światowej. Teraz już nikt nie pisze takich romansów jak ona - kojarzących się naprawdę dobrze, ubogacających w mądrość i doświadczenia...

Elizabeth Gaskell była bliską przyjaciółką Charlotte. Napisała też jej pierwszą biografię(powstała ona krótko po śmierci najstarszej siostry Brontë), gdzie chciała nam pomóc odkryć prawdziwą Charlotte. Dzięki temu, że Gaskell znała ją osobiście, była jej bardzo bliska, rozmawiała z nią i przypatrywała się jej życiu mogła ukazać nam również jej duszę. 

Znaczną część biografii stanowi prywatna korespondencja Charlotte, dzięki której jeszcze bardziej możemy poznać jej duszę, która wcale nie jest taka krucha, jaka się z początku wydaje.


Książka wymaga niekiedy czytania między wierszami oraz bardzo dużo cierpliwości. Czyta się wolno i monotonnie. Mnie się momentami tak strasznie wlokła, że miała ochotę już rzucić i już nie wracać. Jednak jest w niej coś takiego, co przywiązuje do siebie czytelnika.

Mimo że książkę czytało mi się trudno i niełatwo było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty, to nie uważam, że czas spędzony z Życiem Charlotte Brontë był czasem straconym. Dowiedziałam się wiele interesujących rzeczy o autorce Jane Eyre, poznałam bliżej jej rodzinę, a przede wszystkim poznałam bliżej niezwykłą Charlotte Brontë.

Książkę polecam serdecznie wszystkim wielbicielom Charlotte Brontë. Mnie tak biografia tylko utwierdziła w przekonaniu, że Charlotte była niezmiernie utalentowaną i niezwykłą kobietą. 

Za możliwość poznania bliżej Charlotte Brontë dziękuję wydawnictwu MG!



czwartek, 26 czerwca 2014

082. SZEPTUCHA






Tytuł: Szeptucha
Autor: Iwona Menzel
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: MG












W zagubionych wśród nadbiebrzańskich bagien Waniuszkach modlitwą i ziołami leczy się stara Oleszczukowa. Kiedy niespodziewanie umiera, wieś oczekuje od jej wnuczki Oleny, że będzie kontynuowała rodzinną tradycję. Olena rezygnuje z marzeń o studiach medycznych i zostaje wioskową szeptuchą.

Życie w Waniuszkach wciąż jeszcze opiera się na niewzruszonym fundamencie zasad, tradycji i Słowa Bożego. Wszystko ma tam swój ład, ludzie czynią to, co do nich należy, każdy wie, gdzie jest jego miejsce. Jednak nawet i do Waniuszek nieuchronnie nadciąga nowe. Legenda o tajemniczym pustelniku, który na uroczysku Łojmy zbierał popsute lalki i przybijał je do drzew, sprowadza znanego filmowca z Warszawy, Alka Litwina. Olena znajduje w Alku przyjaciela i powiernika, z którym może się podzielić sekretami swojej sztuki i najskrytszymi myślami. Po raz pierwszy w życiu nie czuje się samotna...*

Najpierw spodobała mi się okładka... A później już nic. Chyba jedynie to, że książka się skończyła. Wtedy miałam ochotę zatańczyć taniec radości. Poczułam wielką ulgę, że ta męka się skończyła.

Na około piętnastej stronie uznałam, że książka jest słaba. A później z każdą stroną było tylko gorzej. A głupotą bohaterów po prostu nie umiałam się nadziwić. Naprawdę, podobno jestem człowiekiem dobrym i delikatnym, ale podczas czytania moje myśli odbiegały do lekcji historii, na których pani opowiadała nam o średniowiecznych torturach... Miałam ochotę coś zniszczyć, czymś rzucić, a nawet zrobić komuś krzywdę.

Sztuczne dialogi, idiotyzmy na prawie każdej stronie, niezbyt przyjemne pióro autorki, niesmaczne sytuacje, przekleństwa... I ta ironia... Beznadziejna i chora. Nie poczułam żadnego klimatu, żadnej magii Podlasia, tylko zgorszenie, zgorszenie i jeszcze raz zgorszenie.

Nie mogę znaleźć żadnej zalety tej książki. Dopiero niedawno odzyskałam wiarę w polskich pisarzy, ale po książce pani Menzel znowu trudne będzie mi się przekonać do autorów, z którymi wcześniej styczności nie miałam. Czytanie tej książki było prawdziwą męką, więc polecam Wam omijać Szeptuchę szerokim łukiem, żeby nie przeżywać tego co ja.

* - pochodzi z okładki
Za książkę dziękuję serdecznie wydawnictwu MG!


wtorek, 4 marca 2014

061. MAŁE KOBIETKI






Tytuł: Małe kobietki 
Autor: Louisa May Alcott
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: MG


[...], bo miłość odpędza strach, a wdzięczność przezwycięża dumę.








Cztery nastoletnie siostry - Mag, Jo, Beth oraz Amy - razem z mamą mieszkają w Orchard House. Muszą radzić sobie bez ojca, ponieważ wyjechał służyć na wojnie. Mimo ubóstwa w rodzinie panuje wiele radości. Na naszych oczach dziewczynki wchodząc w dorosłość, przeżywają zabawne przygody i nawiązują przyjaźnie, codziennie walcząc ze swoimi słabościami. 


Bohaterki Małych kobietek są naprawdę świetnie wykreowane. Każda z nich ma inne cechy, lęki i marzenia, inaczej się zachowuje i myśli. Cztery siostry - cztery różne osobowości. Najstarsza - Meg - jest
opiekuńcza, cierpliwa i rozsądna, a także próżna i zbyt dumna. Ciągnie ją do bali i pięknych strojów. Jo jest bezpośrednia i troszkę postrzelona oraz ma wybujałą wyobraźnię i zaraża wszystkich radością. Utalentowana muzycznie, nieśmiała, cicha i skromna Beth oddałaby życie za swoją rodzinę. Najmłodsza Amy jest rozkapryszona i samolubna, lecz ma dobre serduszko. Wśród tylu różnych charakterów po prostu nie da się nudzić! Mimo że Mag, Jo, Beth i Amy to cztery indywidualności, to dziewczynki kochają się z całego serca i nie mogą żyć bez siebie. 

Książka jest bardzo wesoła, przygody Mag, Jo, Beth, Amy i ich przyjaciela Laurie'ego wywołują uśmiech na twarzy. Czytając zastanawiałam się, co tym razem wymyślą. Gdy przypatrujemy się zmaganiom dziewczynek z ich wadami możemy wyciągnąć różne morały. A prosty język ma swój urok, dzięki któremu czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

Zaczynając Małe kobietki żałowałam, że robię to dopiero w wieku piętnastu lat i jestem już "za stara" na tę książkę. A kończąc bardzo cieszyłam się z tego faktu. Małe kobietki to książka mojego późnego dzieciństwa i wcale nie uważam, że przeczytałam je za późno. Przeczytałam je w idealnym momencie. 

Serdecznie polecam Wam Małe kobietki! Tak uroczej i słodkiej książeczki nie czytałam już dawno. Niejednokrotnie wywołała u mnie wspomnienia z beztroskich lat dzieciństwa. Nie jest historią, którą zapomnę po paru dniach, wierzę, że ona zostanie w moim sercu na długo. Naprawdę śliczna i urzekająca książka, warto ją przeczytać i to nie tylko dlatego, że jest zaliczana do klasyki literatury. 

MOJA OCENA: 8/10

Za książkę i okazane mi zaufanie dziękuję wydawnictwu MG!





niedziela, 16 lutego 2014

057. WICHROWE WZGÓRZA




Tytuł: Wichrowe wzgórza
Autor: Emily Brontë
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: MG
Kategoria: klasyka

Czy ty chciałabyś żyć z własną duszą w grobie?









Przenieśmy się na chwilę do przełomu XVIII i XIXw. Wuthering Heights. Właściciel tego miejsca przywozi do domu bezdomnego chłopca, które znalazł na ulicach Liverpoolu. Nakazuje swoim dzieciom traktować go jak brata. Między chłopcem a Cathy rodzi się bardzo silna więź, a z upływem czasu to uczucie staje się wręcz niebezpieczne, mściwe, pełne namiętności i nienawiści, obnaża przed nami prawdę o ludzkiej naturze...

Oddałam mu swoje serce, a on rozszarpał je na kawałki i rzucił mi w twarz.

Wichrowe wzgórza to książka, która jest towarzyszką czytelników od wielu pokoleń, o której głośno było od zawsze. Znajduje się na liście 100 Tytułów BBC. Wichrowe wzgórza Planowałam przeczytać od początku gimnazjum. Wypożyczałam je kilka razy z biblioteki, ale nie przeczytałam więcej niż dwie strony. Sama nie wiem, dlaczego... Podobno do czytania klasyki trzeba dorosnąć. Dopiero w tym roku dzięki wydawnictwu MG miałam przyjemność przeczytać tę powieść w nowym tłumaczeniu pana Piotra Grzesika. Książka zachwyca, gdy tylko się na nią spojrzy. Czy ta okładka nie jest cudowna? 

Książka jest dla mnie jedną wielką tajemnicą. Jednak nie mam odwagi, żeby zacząć szukać odpowiedzi na moje pytania. Najpiękniejsze jest to, co nie wypowiedziane, lecz zostało napisane wszystko, co było trzeba.

To jedna z najmroczniejszych historii, jakie w życiu poznałam. Wcale nie są potrzebne demony, wampiry ani duchy, żeby poczuć strach podczas czytania. Żeby opisać nieszczęście wcale nie potrzeba przegranej walki z paranormalnymi istotami. Wystarczy ludzka samotność, niespełniona miłość, kłótnie, zazdrość, chęć zemsty... 

Autorka niesamowicie dobrze wykreowała postacie. W żaden sposób nie próbowała ich idealizować, każdą postać przedstawiła jako osobę pełną wad, ukazuje nam ich w najgorszej postaci. Emily Brontë pokazała nam przede wszystkim dusze bohaterów, a zrobiła to we wstrząsający sposób. 


Powiedziałam mu, że jego niebo byłoby tylko na wpół żywe, a on odparł mi na to, że moje byłoby pijane; ja powiedziałam, że w jego niebie zasnęłabym, a on, że w moim nie mógłby oddychać; i zaczął bardzo się złościć.

Panie i Panowie, na koniec chciałabym Wam jeszcze kogoś przedstawić... Przed Wami główny bohater Wichrowych wzgórz - jego wysokość Smutek. Jest on na każdej stronie książki, odczuwalny niemal namacalnie. A radość zjawia się po to, żeby przypomnieć tam o smutku... 

Wichrowe wzgórza trzeba przeczytać. Nie jest to książka, którą czyta się w autobusie, pociągu czy na szkolnym korytarzu. Do czytania potrzeba ciszy i spokoju, aby pospacerować po wrzosowiskach własnej wyobraźni i przemyśleć wszystko, co zostało napisane. 


Kocham ciebie, choć mnie zabijasz, lecz czy mogę wybaczyć ci to, że zabijasz siebie?

MOJA OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki i powierzone mi zaufanie dziękuję Wydawnictwu MG!

sobota, 18 stycznia 2014

048. PROWINCJA PEŁNA CZARÓW





Tytuł: Prowincja pełna czarów
Autor: Katarzyna Enerlich
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: MG
Kategoria: Literatura piękna

"Żyć prostotą. To chyba najlepszy sposób na ten świat."






Na Mazurach rozgrywają się dalsze losy Ludmiły oraz jej rodziny. We wsi pojawia się kobieta, która staje głównym powodem rozmów i plotek mieszkańców. Ludmiła zauważa, że ów tajemnicza kobieta za każdym razem wygląda inaczej. Postanawia poznać ją bliżej, a przy okazji wplątuję w pewną tajemniczą historię...

Przyznam się, że wzięłam tę książkę w ciemno. Dostałam propozycję od Wydawnictwa MG, otrzymania do recenzji najnowszej książki Katarzyny Enerlich. Nie zastanawiałam się długo, mimo że nie przeczytałam poprzednich tomów cyklu(o których, zresztą, dowiedziałam się dopiero, gdy książka już do mnie dotarła). Bardzo spodobał mi się tytuł, okładka też niczego sobie, więc czemu nie? 

Widać, że Autorka bardzo porządnie przygotowała się do pisania książki - te wszystkie zdjęcia czy przepisy. Stworzyła ciekawą historię o magii codzienności. Tajemnica Kulawej Erny przypadła mi do gustu, a jej zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło i wywołało uśmiech na mojej twarzy.

"Wraz z nauką liter wchodzimy w nowy świat. Otwiera się przed nami coś, czego nie znaliśmy wcześniej, jakbyśmy wyszli z salonu do ogrodu."

Niestety, nie obyło się bez zgrzytów... Muszę przyznać, że nieszczególnie przypadła mi do gustu narracja pierwszoosobowa. Nie zapałałam szczególną sympatią do Ludmiły i irytowały mnie jej niektóre przemyślenia. Według mnie, niektóre treści były niepotrzebne, momentami troszkę się dłużyło, mimo że czytało się bardzo szybko - książeczkę przeczytałam w jeden dzień. Oprócz małej Zosi, nie było postaci, którą bym uwielbiała. Owszem kilka osób polubiłam - Bronię czy Anię, ale czuję, że szybko o nich zapomnę.

Prowincja pełna czarów nie zauroczy każdego - to pewne. Może wydawać się zwyczajna, ale zwyczajność może być magiczna. W książce odnajdziemy tę magię codzienności. Nie jest powieść, która mnie zachwyciła i nie znalazłam w niej emocji, które tak sobie cenię w książkach. Mimo wszystko czytało mi się lekko i przyjemnie, mimo kilku kryzysowych miejsc. Nie zmuszam do czytania tej książki ani też nie zniechęcam. Decyzja czy chcecie zawitać do prowincji magicznej codzienności zależy od Was...

"Nie jesteśmy samotnymi wyspami i to, co w życiu nam się zdarza, dzieje się dzięki innym ludziom."

MOJA OCENA: 6/10

Za możliwość przeczytania Prowincji pełnej czarów dziękuję Wydawnictwu MG!