Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

061. MAŁE KOBIETKI






Tytuł: Małe kobietki 
Autor: Louisa May Alcott
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: MG


[...], bo miłość odpędza strach, a wdzięczność przezwycięża dumę.








Cztery nastoletnie siostry - Mag, Jo, Beth oraz Amy - razem z mamą mieszkają w Orchard House. Muszą radzić sobie bez ojca, ponieważ wyjechał służyć na wojnie. Mimo ubóstwa w rodzinie panuje wiele radości. Na naszych oczach dziewczynki wchodząc w dorosłość, przeżywają zabawne przygody i nawiązują przyjaźnie, codziennie walcząc ze swoimi słabościami. 


Bohaterki Małych kobietek są naprawdę świetnie wykreowane. Każda z nich ma inne cechy, lęki i marzenia, inaczej się zachowuje i myśli. Cztery siostry - cztery różne osobowości. Najstarsza - Meg - jest
opiekuńcza, cierpliwa i rozsądna, a także próżna i zbyt dumna. Ciągnie ją do bali i pięknych strojów. Jo jest bezpośrednia i troszkę postrzelona oraz ma wybujałą wyobraźnię i zaraża wszystkich radością. Utalentowana muzycznie, nieśmiała, cicha i skromna Beth oddałaby życie za swoją rodzinę. Najmłodsza Amy jest rozkapryszona i samolubna, lecz ma dobre serduszko. Wśród tylu różnych charakterów po prostu nie da się nudzić! Mimo że Mag, Jo, Beth i Amy to cztery indywidualności, to dziewczynki kochają się z całego serca i nie mogą żyć bez siebie. 

Książka jest bardzo wesoła, przygody Mag, Jo, Beth, Amy i ich przyjaciela Laurie'ego wywołują uśmiech na twarzy. Czytając zastanawiałam się, co tym razem wymyślą. Gdy przypatrujemy się zmaganiom dziewczynek z ich wadami możemy wyciągnąć różne morały. A prosty język ma swój urok, dzięki któremu czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

Zaczynając Małe kobietki żałowałam, że robię to dopiero w wieku piętnastu lat i jestem już "za stara" na tę książkę. A kończąc bardzo cieszyłam się z tego faktu. Małe kobietki to książka mojego późnego dzieciństwa i wcale nie uważam, że przeczytałam je za późno. Przeczytałam je w idealnym momencie. 

Serdecznie polecam Wam Małe kobietki! Tak uroczej i słodkiej książeczki nie czytałam już dawno. Niejednokrotnie wywołała u mnie wspomnienia z beztroskich lat dzieciństwa. Nie jest historią, którą zapomnę po paru dniach, wierzę, że ona zostanie w moim sercu na długo. Naprawdę śliczna i urzekająca książka, warto ją przeczytać i to nie tylko dlatego, że jest zaliczana do klasyki literatury. 

MOJA OCENA: 8/10

Za książkę i okazane mi zaufanie dziękuję wydawnictwu MG!





niedziela, 16 lutego 2014

057. WICHROWE WZGÓRZA




Tytuł: Wichrowe wzgórza
Autor: Emily Brontë
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: MG
Kategoria: klasyka

Czy ty chciałabyś żyć z własną duszą w grobie?









Przenieśmy się na chwilę do przełomu XVIII i XIXw. Wuthering Heights. Właściciel tego miejsca przywozi do domu bezdomnego chłopca, które znalazł na ulicach Liverpoolu. Nakazuje swoim dzieciom traktować go jak brata. Między chłopcem a Cathy rodzi się bardzo silna więź, a z upływem czasu to uczucie staje się wręcz niebezpieczne, mściwe, pełne namiętności i nienawiści, obnaża przed nami prawdę o ludzkiej naturze...

Oddałam mu swoje serce, a on rozszarpał je na kawałki i rzucił mi w twarz.

Wichrowe wzgórza to książka, która jest towarzyszką czytelników od wielu pokoleń, o której głośno było od zawsze. Znajduje się na liście 100 Tytułów BBC. Wichrowe wzgórza Planowałam przeczytać od początku gimnazjum. Wypożyczałam je kilka razy z biblioteki, ale nie przeczytałam więcej niż dwie strony. Sama nie wiem, dlaczego... Podobno do czytania klasyki trzeba dorosnąć. Dopiero w tym roku dzięki wydawnictwu MG miałam przyjemność przeczytać tę powieść w nowym tłumaczeniu pana Piotra Grzesika. Książka zachwyca, gdy tylko się na nią spojrzy. Czy ta okładka nie jest cudowna? 

Książka jest dla mnie jedną wielką tajemnicą. Jednak nie mam odwagi, żeby zacząć szukać odpowiedzi na moje pytania. Najpiękniejsze jest to, co nie wypowiedziane, lecz zostało napisane wszystko, co było trzeba.

To jedna z najmroczniejszych historii, jakie w życiu poznałam. Wcale nie są potrzebne demony, wampiry ani duchy, żeby poczuć strach podczas czytania. Żeby opisać nieszczęście wcale nie potrzeba przegranej walki z paranormalnymi istotami. Wystarczy ludzka samotność, niespełniona miłość, kłótnie, zazdrość, chęć zemsty... 

Autorka niesamowicie dobrze wykreowała postacie. W żaden sposób nie próbowała ich idealizować, każdą postać przedstawiła jako osobę pełną wad, ukazuje nam ich w najgorszej postaci. Emily Brontë pokazała nam przede wszystkim dusze bohaterów, a zrobiła to we wstrząsający sposób. 


Powiedziałam mu, że jego niebo byłoby tylko na wpół żywe, a on odparł mi na to, że moje byłoby pijane; ja powiedziałam, że w jego niebie zasnęłabym, a on, że w moim nie mógłby oddychać; i zaczął bardzo się złościć.

Panie i Panowie, na koniec chciałabym Wam jeszcze kogoś przedstawić... Przed Wami główny bohater Wichrowych wzgórz - jego wysokość Smutek. Jest on na każdej stronie książki, odczuwalny niemal namacalnie. A radość zjawia się po to, żeby przypomnieć tam o smutku... 

Wichrowe wzgórza trzeba przeczytać. Nie jest to książka, którą czyta się w autobusie, pociągu czy na szkolnym korytarzu. Do czytania potrzeba ciszy i spokoju, aby pospacerować po wrzosowiskach własnej wyobraźni i przemyśleć wszystko, co zostało napisane. 


Kocham ciebie, choć mnie zabijasz, lecz czy mogę wybaczyć ci to, że zabijasz siebie?

MOJA OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki i powierzone mi zaufanie dziękuję Wydawnictwu MG!

czwartek, 30 stycznia 2014

053. CHŁOPIEC W PASIASTEJ PIŻAMIE





Tytuł: Chłopiec w pasiastej piżamie
Autor: John Boyne
Liczba stron: 230
Wydawnictwo: Literackie


"Na czym właściwie polega różnica - zastanawiał się [Bruno]. I kto decyduje, którzy ludzie mają nosić pasiaste piżamy, a którzy mundury?"






Bruno i Szmul. Szmul i Bruno. Dwóch chłopców urodzonych tego samego dnia, miesiąca, roku... Tak bardzo podobni, a zarazem tak różni. Dzieli ich nie tylko ogrodzenie, ale i los...


Wojna. Kojarzy się ona nam z żołnierzami biegający z karabinami, z czołgami, z wybuchami granatów... Tak naprawdę wojna jest okrutnym i bezlitosnym zjawiskiem. Zabiera ona ludziom to, co ma dla nich jakiekolwiek znaczenie. Działa bez skrupułów i niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. Wszystkie opowieści o wojnie wywołują u mnie dreszcze i przerażenie. W Chłopcy w pasiastej piżamie najbardziej przeraziła mnie niesprawiedliwość, która zburzyła mój pokój ducha i trudno będzie go teraz odbudować na nowo.

Uwielbiam książki, które opisane są z perspektywy dziecka. Świat widziany dziecięcymi oczami jest inny, niż wyobrazić mogą go sobie ludzie dorośli. Dzięki temu, że Chłopiec w pasiastej piżamie został napisany z perspektywy Brunona, oprócz łez, wywołał u mnie też uśmiech na twarzy. Bo jak się nie uśmiechać, gdy czyta się przemyślenia tego dziesięciolatka lub jego opowiadania o swojej siostrze - Beznadziejnym Przypadku?

Książka nie jest doskonała. Ma wady i niedoskonałości, momentami można zarzucić jej brak realizmu. Ale nie zawsze chodzi o to, żeby książki były idealne. Czytelnicy szukają emocji, dlatego ważniejsze jest to, aby książka była żywa. A Chłopiec w pasiastej piżamie jest właśnie taki.

Chłopiec w pasiastej piżamie zamknął mi usta, na czas czytania tej książki zamilkłam. Bo milczenie zapada wtedy, gdy krzywdy opisać się nie da... 

MOJA OCENA: 8/10




piątek, 18 października 2013

031. NIEBO JEST WSZĘDZIE



Tytuł: Niebo jest wszędzie
Autor: Jandy Nelson
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Amber
Kategoria: literatura młodzieżowa



„(...)Niebo jest wszędzie, zaczyna się u twoich stóp.”


Lennie ma siedemnaście lat. Nigdy nie poznała swojego ojca, matka zastawiła ją i jej starszą siostrę, Bailey, gdy były jeszcze małe. Wychowuje je babcia, Gram i wujek. Dziewczyna nie odkrywa żadnej mocy ani nie dowiaduje się, że jest nieśmiertelna. To nie ta bajka. To historia o pogrążonej w żałobie siedemnastoletniej dziewczyny. Gdy pewnego dnia Bailey nagle umiera całe, życie Lennie traci sens. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie ze stratą siostry. Wydaje jej się, że jedyną osobą, która ją rozumie jest chłopak zmarłej siostry – Toby. Oboje cierpią, przez co zbliżają się do siebie. Nie panują nad tym i nie potrafią sobie z tym pogodzić. Dodatkowo odczuwają ból, czując jakby obydwoje zdradzali Bailey. Gdy w szkole pojawia się nowy chłopak, Joe, wszystko się komplikuje. Załamana Lennie nie wie co robić. Uważa, że nie ma prawa odczuwać jakiegokolwiek szczęścia podczas gdy jej siostra leży martwa w ziemi...

Lennie trudno pogodzić się ze stratą najbliższej osoby. Zawsze były sobie bardzo bliskie, dzieliły nie tylko
pokój, ale i każdą myśl, smutek i radość.Tęsknota aż dusi dziewczynę od środka. Ból po stracie bliskiej osoby jest naprawdę okropnym uczuciem. Nie ma słów, żeby to opisać. Ta ciągła, głupia nadzieja, że ten ktoś, stanie pewnego dnia w drzwiach jak gdyby nigdy nic.
A do tego wychodzi na jaw kilka spraw, o których Bails nie powiedziała Lennie. Dlaczego tego nie zrobiła? Dziewczyna z każdym dniem jest coraz bardziej samotna i zagubiona.


„Tęsknię za tą dziewczyną, którą byłam przy niej, tęsknię za tymi wszystkimi ludźmi, którymi byliśmy. Już nigdy nimi nie będziemy. Ona zabrała ich wszystkich ze sobą.”

Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Lennie nie zachowywała się jak rozhisteryzowana nastolatka, która zwariowała po śmierci siostry. Wręcz przeciwnie – jest bardzo dojrzała. Lenn to, zupełnie jak ja, niepoprawna romantyczka(w końcu przeczytała 23 razy Wichrowe wzgórza!).Podczas czytania poczułam więź emocjonalną z dziewczyną. Autorka stworzyła różnorodne i pozostawiające w sercu ślad postacie. Szczególną sympatią obdarzyłam Gram, Joe'go i jego rodzinę. Jedyną postacią, która nie pasuje do książki jest przyjaciółka Lennie – Sarah. Jest zwariowana i pozytywnie zakręcona – niby powinnam ją polubić, ale jednak uważam, że zabłądziła i znalazłam się w złej bajce.

„Chciałabym, żeby mój cień wstał i szedł obok mnie.”

Książka chwyta za serce i wyciska miliony łez. Jest piękna i taka prawdziwa. Po prostu zmusza do myślenia. Autorka połączyła tutaj wiele ważnych problemów. Śmierć połączona z pierwszą miłością, która nie pozwala jeść ani spać. Książka jest pełna różnic i kontrastów. Tutaj smutek zderza się z radością. Największym plusem książki jest jej autentyczność. 

„Miłość jest silniejsza od wszystkiego, nawet od śmierci.”

Początkowo miałam do tej książki mieszane uczucia. Trochę mnie irytowała, sama nie wiem dlaczego. I nie wiem też, w którym momencie się przełamałam. W pewnej chwili po prostu wybuchnęłam płaczem i zaczęłam pożerać tą książkę. Ten wybuch mnie zaskoczył. Bardzo często płaczę przy czytaniu, ale tym razem łzy były jakieś inne. Nie pamiętam kiedy wcześniej aż tak płakałam... 

Jeśli chcecie odbyć podróż, która przesycona jest śmiercią i miłością, bólem i radością to koniecznie przeczytajcie Niebo jest wszędzie. Dzięki swojej autentyczności jest naprawdę magiczna. Ta pozycja to coś więcej niż zwykły wiciskacz łez dla nastolatek. Ta książka pozwala popatrzeć na świat z innej perspektywy. Pokazuje, jak wygląda rozszarpana dusza po tak wielkiej tragedii. Jest to jedna z tych książek, które nie potrzebują kontynuacji. To książka dla tych, którzy czuli (bądź czują) się jednocześnie najnieszczęśliwszym i najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

„Żałoba to dom, który znika ilekroć ktoś zapuka do drzwi, dom, który wzlatuje w powietrze przy najlżejszym powiewie, który wkopuje się w ziemię, kiedy wszyscy śpią...” 

MOJA OCENA: 8/10




sobota, 28 września 2013

028. CÓRKA DYMU I KOŚCI.

Tytuł: Córka dymu i kości
Autor: Laini Taylor
Tytuł oryginalny: Daughter of Smoke and Bone
Ilość stron: 398
Wydawnictwo: Amber
Kategoria: Fantasy, Paranormal romance



"Dawno, dawno temu, anioł i diablica zakochali się w sobie. Nie skończyło się to dobrze."

Karou(jak nie trudno się domyślić) nie jest zwyczajną nastolatką. Widać to już na pierwszy rzut oka. Jej ciało pokryte jest wieloma tatuażami i bliznami, ma niebieskie włosy(których jej zazdroszczę!). Mówi wieloma językami(zazdroszczę jeszcze bardziej). Uczy się w szkole plastycznej, gdzie słynie ze swoich szkicowników, w których rysuje chimery. Między zajęciami w szkole i spotkania z przyjaciółką Zuzaną, przez portal przechodzi do sekretnego sklepu Dealera Marzeń – Brimstone'a. Wysyła on Karou na wyprawy po całym świecie, podczas których zdobywa... zęby. Dziewczyna nie wie jednak w jakim celu to robi. Bo po co mu te głupie żeby? Nie wie także kim jest...

Pewnego dnia dzieje się coś złego. Coś zaczyna zagrażać chimerom, ponieważ na drzwiach, za którymi ukryte są portale pojawiają się czarne odciskami dłońmi, którą wyglądają jakby wypalone w drewnie. Nie sposób się ich pozbyć.
Karou zostaje wplątana w wojnę istot nie z tego świata. Odkrywa podczas niej prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości...


„- Nadzieja jest wewnątrz ciebie, a życzenia to tylko magia? - Życzenia są nieprawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwą magią.”


Córka dymu i kości ma wspaniałą szatę graficzną. Czarne skrzydła w rogach każdego rozdziału są świetne, a zamiast standardowych gwiazdek przy zmianie punktu narracji mamy maskę podobną do tej z okładki. Bardzo mi się to spodobało. Jedyne do czego muszę się tutaj uczepić to te wszystkie pochwały. Zajmują większość przodu i tyłu okładki, skrzydełka, a także dwie pierwsze strony książki. Moim zdaniem jest to zdecydowanie za dużo. Irytuje mnie coś takiego, ale z niektórymi opiniami muszę się zgodzić :).

Bardzo podobały mi się postacie stworzone przez panią Laini Taylor. Barwnymi postaciami są przede
wszystkich chimery - Issy, Yasri, Twigi i Brimstone. Demony wcale nie muszę być złe, a anioły nie zawsze są święte. Tylko ten ostatni – Brimstone, Dealer marzeń – zajmuje się magią.
Sama Karou też jest  ciekawą i oryginalną postacią. Autorka bardzo dobrze ją wykreowała. Jest odważna i niełatwo napędzić jej stracha. Nie należy do tych grzecznych dziewczynek. 
Muszę też wspomnieć o przystojnym Akivie. Jest bardzo tajemniczą i fascynującą postacią. I tutaj znowu potwierdza się zasada, że idealni mężczyźni istnieją tylko w książkach.

„Nadzieja ma wielką moc. Może nie ma w niej prawdziwej magii, ale jeśli wiesz, na co masz nadzieję, i pielęgnujesz ją wewnątrz siebie jak światło, możesz sprawić, że to się wydarzy, prawie jak za pomocą magii." 

Książka opowiada o przeklętych kochankach, ale także o poszukiwaniu tożsamości. Karou, ma też tą drugą stronę, której tak jak księżyc nikomu nie pokazuje. Ma wrażenie, że nigdzie nie pasuje. Brakuje jej bliskości, jest samotna i czuje się niezrozumiana. Potrzebuje miłości, ale brak osoby, która mogłaby ją jej ofiarować.

Zaczarował mnie język autorki. Stworzyła ona wspaniały, magiczny świat. Spodobało mi się to, że akcja toczy się w Pradze, a nie w Anglii czy w USA. Opisy zasypanego śniegiem miasta idealnie pasują do historii. Mieszkają tutaj różnorakie stworzenia – magiczne istoty, anioły, demony – wszystkie wykreowane przez autorkę z niebywałą precyzją. 

A minusy zostawiłam na koniec. Właściwie jeden minus. Nie spodobała mi się końcówka. Dlaczego? Może z powodu tego co zrobił Akiva. Albo przez to co powiedziała Karou?
Książkę oczywiście polecam! Nie muszę pisać pochwał, bo jest ich aż zbyt dużo na okładce. Jest to magiczna historia, bardzo oryginalna, a także wzruszająca.

MOJA OCENA 8/10



CÓRKA DYMU I KOŚCI ♥ CÓRKA KRWI I ŚWIATŁA GWIAZD ♥



piątek, 23 sierpnia 2013

021. MARINA


Tytuł: Marina
Autor: Carlos Ruíz Zafón
Tytuł oryginału: Marina
Język oryginału: hiszpański
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Rok wydania: 2009
Moja ocena: 8/10



"[...] ocean czasu - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy."




Carlos Ruiz Zafón jest hiszpańskim pisarzem znanym na całym świecie. Największą sławę przyniosła mu powieść Cień wiatru oraz Gra anioła i Więzień nieba, które są nawiązaniem do historii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Napisał także cztery książki dla młodzieży, z czego trzy miałam szczęście przeczytać. Ostatnio wpadła mi w ręce Marina, do której sam autor ma szczególny sentyment.  

Óskar wychowuje się w barcelońskim internacie. Podczas swoich pieszych wycieczek po Barcelonie spotyka Marinę. W poszukiwaniu przygody trafiają na cmentarz, gdzie spotykają damę w czerni. Postanawiają śledzić kobietę, która zawsze ostatnią niedzielę miesiąca odwiedza bezimienny grób, na którym zostawia czerwoną różę. Intryguje to Óskara i Marinę. Pragną odkryć sekret damy w czerni. Wciąga ich to w wir niebezpiecznych zdarzeń, tajemnic i mrocznych historii.

„Czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni. Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło.”

Książka zdobywa pierwszy plus, gdy się na nią spojrzy. Wydawnictwo MUZA wie, jak zachęcić czytelnika. Pałacyk z okładki wygląda, jakby rodem z moich snów, w tym miejscu mogłabym się urodzić, żyć i umrzeć.

Boję się napisać cokolwiek, żeby nie zdradzić któregoś wątku. A wątków było wiele. Jednak nie były one pisane „na siłę” tylko dlatego, żeby coś się działo. Podczas czytania znalazłam pewną małą niespójność.
Nie powiem o co chodzi, nie chcę spoilerować. 

Powtórzę to, co napisałam w recenzji Świateł września - Zafón jest mistrzem obrazów! W opisach dwudziestowiecznej Barcelony wspaniale oddał jej klimat. Zafón ma talent do opisywania rzeczy za pomocą słów w sposób tak rzeczywisty, że momentami gdy spoglądałam przez okno widziałam piękny poranek w Barcelonie, a mój pokój nagle zmieniał się w barcelońską kamienicę.

Czas robi za ciałem to samo co głupota z duszą.”

Postacie są pokazane z wielką pomysłowością. Zafón stworzył tak wiele różnorodnych postaci, że jego talent aż zapiera dech w piersiach. Każdy bohater książki zasługuje na osobną powieść. Nawet kot wzbudził moją sympatię, a to już musi być coś :) Wiele było postaci, które chwytały mnie za serce. A było też wiele takich miejsce. Pałacyk, w którym mieszkała Marina z ojcem, o którym już wspomniałam wcześniej, teatr, cmentarz...

Cmentarz, właśnie, cmentarz! Temu miejscu muszę poświęcić osobny akapit. Był opisany tak realnie, że momentami przechodził mnie dreszcz. Niemal czułam ten chłód pomników. Gdy będę w Barcelonie poszukam tego cmentarza, na pewno znajdę go w mojej wyobraźni...

Zdecydowanie spodobało mi się bardzo wzruszające zakończenie. Nie powiem, czy skończyło się dobrze czy źle, po prostu przeczytajcie tą książkę :) Musicie poczuć ten dreszcz na plecach, zobaczyć te pełne tajemnic uliczki, poznać fenomenalną postać Mariny, usłyszeć historię, która poruszy Wasze serca na długi czas...  





ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA FILMIKU:


ORAZ TRAILERA:




PRZYPOMINAM O KONKURSIE - SZCZEGÓŁY W PODSTRONIE "KONKURS" :) 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

019. MIASTO KOŚCI

Tytuł: Dary anioła #1. Miasto kości
Autor:  Cassandra Clare
Ilość stron: 506
Wydawnictwo:  Wydawnictwo MAG
Ocena: 8/10


„Sarkazm to ostatnia deska ratunku, dla osób o upośledzonej wyobraźni.”

„Miasto kości” jest bardzo dobrym przykładem tego, że nie ocenia się książki po okładce! Pierwsza część cyklu „Dary anioła” już jakiś czas leżała na półce mojej dilerki, jednak ciągle ociągałam się z jej przeczytaniem. Wreszcie się przełamałam i pożyczyłam na wakacje. 
Wnętrze zachwyca i niesamowicie wciąga. 

Clary jest zwyczajną nastolatką z artystyczną duszą mieszkającą z matką. Jej
Cassandra Clare
życie zmienia się w ciągu jednego wieczoru. Razem ze swoim wieloletnim przyjacielem, Simonem, idzie na imprezę do popularnego klubu. Jak nietrudno się domyślić zjawia się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Jest świadkiem dziwnych wydarzeń i poznaje trójkę nastolatków, których zdecydowanie nie można nazwać przeciętnymi. Cała historia w klubie jest bardzo podejrzana, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy znika matka Clary...



"- Wiesz, jakie jest najgorsze uczucie, które potrafię sobie wyobrazić? - zapytał.
- Nie.
- Nie ufać osobie, którą się kocha najbardziej na świecie."

Co najbardziej spodobało mi się w tej książce? Zdecydowanie bohaterowie! Główna bohaterka jest bardzo ciekawą postacią. Nie była dziecinna, irytującą, wkurzająca i potrafiła walczyć o swoje. Gdy było trzeba to wrzasnęła, uderzyła, kopnęła a nawet wrzasnęła. Małe to a waleczne. I z uroczym charakterkiem. 
Moje serce skradł przede wszystkim Jace. Tego pysznego i złośliwego Nocnego Łowcę, o wysokiej samoocenie, z pewnością pokochała większa część czytelniczek. Cięty język i jego oszałamiający wygląd są wisieńką na torcie. Fragmenty z jego udziałem kończyły się napadami śmiechu i dziwnymi spojrzeniami ludzi na plaży. Jak go nie kochać? 

Chciałabym też wspomnieć o Simonie – takiego kumpla chciałabym mieć! Clary, zazdroszczę Ci obydwu chłopaków. Polubiłam też Izzy i Magnusa. 


"Kocham cię i będę kochał aż do śmierci, a jeśli potem jest jakieś życie, wtedy też będę cię kochał."


Plakat filmu, premiera 21 sierpnia.
Akcja jest opisana bardzo szczegóły, a zarazem toczy się bardzo szybko. Cała historia trwa zaledwie kilkanaście dni, jest dokładnie opisana i przede wszystkim nie nudzi. „Miasto kości” wciągnęło mnie niesamowicie, wręcz uzależniło, gdy miała przerwy w czytaniu byłam totalnie rozkojarzona, podczas wycieczki do Budwy chodziłam kilka metrów nad ziemią myśląc o Nocnych Łowcach. Język jest nieskomplikowany, czyta się bardzo przyjemnie. Jest wiele zabawnych dialogów przy którym śmiałam się w głos(„Ona jest jakaś psychiczna” - usłyszałam kilka razy od rodzeństwa/kuzynów).
Najbardziej podobały mi się te:


"- Tamte dziewczyny po drugiej stronie wagonu gapią się na ciebie.
Jace przybrał dość zadowoloną minę.
- Oczywiście, że tak. Jestem oszałamiająco atrakcyjny.
- Nie słyszałeś, że skromność, to atrakcyjna cecha?
- Tylko u brzydkich ludzi." 

"- Nie traktuj mnie z góry. 
- Trudno byłoby mi traktować ciebie z dołu. Jesteś za niska.”

"W tym momencie drzwi się otworzyły, a Jocelyn wydała cichy okrzyk. 
– Jezu! 

– To tylko ja – odezwał się Simon. – Choć już mi mówiono, że podobieństwo jest uderzające." 

Podsumowując: mimo niezachęcającej okładki i początkowego schematu książka jest naprawdę warta przeczytania! Historia naprawdę wyśmienita, przecudowne postacie i dobry styl pisania. Wyróżnia się spośród innych książek tego typu. Warto się skusić, jednak jest jeden haczyk. Czytanie gwarantuje rozkojarzenie i oderwanie się od rzeczywistości. Ale czego nie można poświęcić dla Jace'a i Simona? 







Dzisiejsza recenzja nie jest przypadkowa - za dwa dni premiera filmu. Wybiera się ktoś?
Jaka jest Wasza opinia o książce? Warto przeczytać dalsze części?

W tym tygodniu pojawi się konkurs dla obserwatorów bloga, szczegóły w czwartek. Jesteście ciekawi co to może być? Zapraszam do obserwowania :)


niedziela, 26 maja 2013

012. ZŁODZIEJ PIORUNA

Tytuł: Percy Jackson i bogowie olimpijscy. Złodziej pioruna.
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ocena: 8/10(rewelacyjna)



Wiecie co, wcale nie chciałem być herosem półkrwi. Nie prosiłem się o to, żeby być synem greckiego boga. Byłem zwyczajnym dzieckiem: chodzącym do szkoły, grającym w koszykówkę i jeżdżącym na rowerze. Nic szczególnego. Dopóki przez przypadek nie wyparowałem nauczycielki matmy. Wtedy się zaczęło. Teraz zajmuję się walką na miecze, pokonywaniem potworów, w czym pomagają mi przyjaciele, a poza tym staram się po prostu przeżyć. Przedstawiam wam opowieść o tym, jak Zeus, bóg niebios, uznał, że ukradłem mu piorun - a rozgniewany Zeus to naprawdę spory problem.

Interesuje Cię mitologia grecka? Lubisz mity? W takim razie warto sięgnąć po „Złodzieja pioruna”. Można pomyśleć, że od wieków nie wyznajemy greckim bóstw. A jednak, oni istnieją.
Percy Jackson – nasz główny bohater. Nie jest idealny, ma dysleksje i problemy z koncentracją, co rok zmienia szkoły. Najbardziej w nim polubiłam jego normalność. Wcale nie zależało mu, żeby być półkrwi, nie czuje się bohaterem i nie za bardzo wie, jak uratować świat.
Percy, na misję ratowania świata przed wojną między bogami zabiera swojego najlepszego kumpla, satyra Grover i genialną córkę Ateny – Annabeth. To trio przypomina mi Złotą Trójkę z Harry'ego Pottera, ale mimo wszystko to dwa różne świata, napisane całkiem innymi stylami.

Jak zawsze, jest ktoś kogo jest mi żal. Tutaj są nimi dzieciaki z Obozu Herosów. Ich boscy rodzice ich opuścili, teraz są zdani sami na siebie. 
„Złodziej pioruna” jest napisany genialnym, prostym językiem. Akcja toczy się szybko i dynamicznie. Riordan napisał ją tak zwyczajnie, barwnie, zaskakująco, że wciąga niesamowicie.

Na każdym kroku spotykamy zagadnienia z mitologii. Cudo! 
Serdecznie polecam wszystkim tą książkę, a w szczególności fanom mitologii. Sama z przyjemnością przeczytam resztę części, jak i inne książki Riordana.

Loony.

czwartek, 16 maja 2013

011. MOC PRZEZNACZENIA



Tytuł: Moc przeznaczenia
Autor: Aprilynne Pike
Ilość stron: 260
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 8/10(rewelacyjna)




„Moc przeznaczania” to ostatnia (i najlepsza!) część bardzo dobrej serii o wróżkach! Szkoda, że już się skończyła, z chęcią przeczytałabym więcej o moich ulubionych istotach. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy.
„Czwarta i ostatnia część cyklu o Laurel przynosi mnóstwo niespodzianek.


Akcja powieści toczy się w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin, lecz obfituje w dramatyczne wydarzenia i zaskakujące zwroty. Magiczny Avalon staje przed niebezpieczeństwem, o jakim jeszcze nikomu się nie śniło. Czy Laurel pomoże wróżkom ocalić ich baśniowy świat? Czy w jej dalszym życiu znajdzie się miejsce dla Tamaniego i Dawida? W tym tomie czytelnicy znajdą odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania.”



Nie będę nic zdradzać, każda informacja, którą mogłabym przekazać byłaby dosyć mocnym spoilerem. Muszę przyznać, że fabuła bardzo mnie zainteresowała. Akcja trzymała w napięciu przez większość książki, ani na moment nie zwalniała. Wyróżnia się w erze schematycznych książek o świecących Edwardach i tym podobnych. W tym tomie autorka nie oszczędziła bohaterów, przykre wydarzenia toczyły się jedne po drugich. A końcówka... List Dawida wywołał u mnie bardzo skrajne emocje. Bardzo mnie wzruszył, ale też zaskoczył.


Seria jest bardzo dziewczęca, ale nie jest przesłodzona. Nie ma tu miłości rodem z bajki o różowych księżniczkach na jednorożcach. To jeden z moich ulubionych cyklów. Kocham wróżki, cieszę się, że ktoś o nich napisał. I to tak dobrze! „Moc przeznaczanie” jest najlepsza, zaraz po „Magii Avalonu”. Myślę, ża warto przeczytać cykl, który pozwoli Ci się oderwać od rzeczywistości, a w gratisie zysksz piękne chwile dzieciństwa.


Loony.

sobota, 23 marca 2013

002. SKRZYDŁA LAUREL


Tytuł: Skrzydła Laurel
Autor: Aprilynne Pike
Ilość stron: 257
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ocena: 8/10



             Nigdy nie czytałam książek o wróżkach, znałam je jedynie z bajek, które oglądałam w dzieciństwie. Wróżki ze „Skrzydeł Laurel” całkowicie różnią się od matki chrzestnej Kopciuszka, czy Dzwoneczka. Świat dobrych istotek z skrzydełkami zawsze mnie fascynował. Długo szukałam tak dobrej książki o takiej tematyce.

   „Skrzydła Laurel” to pierwsza część świetnego czterotomowego cyklu. Główną bohaterką jest Laurel, która różni się od swoich rówieśników. Je tylko warzywa i owoce, nie umie wytrzymać długo bez świeżego powietrza, włosy myje tylko wodą. Pewnego dnia dostrzega dziwny mały punkcik na swoich plecach, z każdym dniem robi się to coraz większy. Aż w końcu przeobraża się w kwiat. Okazuje się ,że Laurel jest wróżką. Jedyną osobą, której może zaufać jest jej przyjaciel Dawid, któremu wyznaje swoją tajemnicę. Ale to nie wszystko.. życie Laurel diametralnie się zmienia. Czy dziewczyna sobie ze wszystkim poradzi?
   Historia Laurel jest niepowtarzalna i niesamowita. Autorka wymyśliła bardzo oryginalną historię, która mnie zauroczyła, podobnie jak kolejne jej części („Magia Avalonu” i „Złudzenie”, czwartej części jeszcze, niestety, nie przeczytałam). Są wątki i romantyczne, i kryminalne, i zwyczajnie obyczajowe, jednak autorka ułożyła je we wspaniałą kompozycję. Autorka przedstawiła nam baśniową i piękno krainę wróżek, które nie są tu słodkie, bezbronne i niewinne - tylko pokojowo nastawione silne i twarde. Niestety, jak każda książka ma również minusy – jest za różowa, dziecinna okładka, a treść w niektórych momentach przewidywalna. Mimo to, książka jest świetna. POLECAM !!  



Loony.