Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warte uwagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warte uwagi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2014

092. DRZEWO MIGDAŁOWE






Autor: Michelle Cohen Corasanti
Tytuł: Drzewo migdałowe
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: SQN

Dobre rzeczy utrudniają wybór,
złe
 rzeczy nie pozostawiają wyboru.






Uwielbiam ten moment, kiedy podczas czytania zaczynam rozumieć, co tak naprawdę oznacza tytuł książki. Ta chwila, gdy orientujesz się, że powieść nie została nazwana przypadkowo, że ma głębszy sens. Tak samo było w przypadku Drzewa migdałowego autorstwa Michelle Cohen Corasanti. Te dwa słowa niezwykle idealnie ilustrują to, co znajduje się w powieści, dokładnie współgrają z historią Ahmada. Lepiej nazwać tej książki nie było można. 

Drzewo migdałowe jest historią Palestyńczyka Ahmada. Chłopiec wychowuje się w trudnych warunkach, w czasie konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Jego życie jest pełne strachu, przemocy i rozlanej krwi. Gdy z powodu jednej tajemnicy Ahmada życie jego rodziny się rozpada. Chłopak musi szybko dorosnąć, żeby utrzymać i otoczyć opieką rodzinę. A przede wszystkich nie może ich zawieźć. Ahmad, zafascynowany matematyką i fizyką, aby zarobić pieniądze zajmuje się budowaniem domów dla Żydów. Naukowe umiejętności otwierają mu drzwi do lepszego życia. Życia pełnego sukcesów, ale i tragedii oraz przeciwności, którym musi stawić czoła. A temu wszystkiemu przygląda się drzewo migdałowe, które śledzi całe życie Ahmada i jego rodziny.

Trudno mi jest tutaj coś napisać o tym, jak mi się czytało, o bohaterach, o języku, jakim posługiwała się autorka. To kolejna książka, która zamknęła mi usta, której nie da się przeczytać jednym tchem, gdyż co jakiś czas trzeba zrobić sobie przerwę i chwilę podumać, zastanowić się nad treścią, ale i nad swoim życiem.

Nienawiść bierze się ze strachu i braku wiedzy. Gdyby ludzie mogli poznać tych,
których nienawidzą, i skupić się na tym, co ich łączy, mogliby przełamać tę wrogość.

Książka stała się dla mnie inspiracją. I niewątpliwie będzie nią dla każdego, kto ją przeczyta. Mimo bardzo trudnych warunków Ahmadowi udało się dokonać wielkich rzeczy. Dlaczego w takim razie my nie możemy robić niezwykłe rzeczy. Możemy tak jak on spełniać nasze marzenia i dać się zaskoczyć, bo bo ich spełnienia często przewyższa nasze najśmielsze pragnienia. Warto czasem zaryzykować. I nie bać się porażki, bo ona sprawi, że staniemy się mądrzejsi.

Wróćmy jeszcze do drzewa migdałowego. Symbolizuje ono miejsce, które jest jedyną przystanią głównego bohatera, całe życie z nim jest i całe życie go chroni. Ogromna ilość wydarzeń w książce jest związana z drzewem migdałowym. Dla Ahmada jest ono było podporą, czymś stałym, jedyną niezmienną rzeczą w jego życiu.

Oczywiście, Drzewo migdałowe polecam. To piękna, mądra, poruszająca i motywująca do czytania książka. Jednak momentami Drzewo migdałowe po prostu mnie przytłaczało. Trudno będzie mi o niej zapomnieć. Przytłaczała mnie ta wojna, przemoc, brak wody i pożywienia, ból, życie w okropnych warunkach. To cierpienie bardzo mnie dotknęło, momentami nie miałam już siły o tym czytać. Do tym doświadczeniu mogę powiedzieć, że warto się dwa razy zastanowić, czy naprawdę chce się ją czytać.

Nie możesz cofnąć czasu i zacząć wszystkiego od nowa,
ale możesz od tej chwili tworzyć nowe zakończenie.

A Ty? Znalazłeś już miejsce, które ma Cię chronić przez całe życie?

Recenzja dla portalu literatura.juventum!

niedziela, 24 sierpnia 2014

091. MOJE PORY ROKU






Autor: Laura Izabela Jurga
Tytuł: Moje pory roku
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 245
Wydawnictwo: Esprit

Życie składa się z wielu przeszkód. Nie chodzi o to, jak je omijać, ale jak skutecznie je pokonywać. Wtedy zawsze jesteśmy mocniejsi.





Zanim wzięłam do rąk książkę Moje pory roku pomyślałam sobie, że dawno nie czytałam żadnej książki, która spowodowałaby, że chcę żyć inaczej, która poskładałaby moje serduszko i duszę na nowo, która wyzwoliłaby ze mnie tęsknotę do bycia lepszym człowiekiem, która dotknęłaby mojej duszy. Postanowiłam dać się zaskoczyć i zaczęłam czytać  Moje pory roku. Ta książka przewyższyła moje największe oczekiwania...

Ale od początku. Autorka Moich pór roku, Pani Laura, urodziła się z czterokończynowym niedowładem, który nastąpił w wyniku dziecięcego porażenia mózgowego. Każdemu etapowi jej życia towarzyszyła, towarzyszy i towarzyszyć będzie rehabilitacja. Mimo tego Pani Laura dzięki spełniania swoich marzeń i walce o siebie, osiągnęła bardzo dużo.

Po skończeniu czytania Moich pór roku nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. Gdy wreszcie chciałam zacząć czytać następną książkę, nie wiedziałam, którą wybrać. Mam na półkach kilkadziesiąt książek, które czekają na przeczytanie, ale po Moich porach roku żadna nie wydawała się odpowiednia. Zaczęłam czytać cztery książki, ale żadna nie była dość dobra...

To była jedna z najpiękniejszych książek, jakie przeczytałam. I najmądrzejszych, i dających najwięcej nadziei, i najbardziej wzruszających. I najbardziej dotykających duszy, i zmieniających serduszko.

Pani Laura to wielki cud. Jej serce jest proste, kochane i otwarte  - najpiękniejsze, jakie można mieć. Ma w sobie tyle miłości, nadziei, wiary i dobroci, że aż trudno to opisać. Dzięki jej książce Bóg dokonał wielkiego cudu w moim serduszku - rozmnożenia tej miłości, nadziei, wiary i dobroci. Dzięki Pani Laurze poczułam, jak Bóg się do mnie uśmiecha. Bardzo szeroko się uśmiecha.

Słowo polecam jest zbyt małe, wręcz puste. Dlatego nie będę tym razem polecać. Po prostu podziękuję. Podziękuję Bogu, za tę książkę, bo bez Niego by jej nie było, bo On przychodzi ze swoimi pomysłami, bez Niego nie da się czegokolwiek zrobić. Na jednych z rekolekcji usłyszałam, że Bóg robi wszystko za pośrednictwem człowieka. I za to dziękuję. Dziękuję za potęgę nadziei i piękne serce Pani Laury. Dziękuję za to, że mogłam przeczytać tę książkę. Dziękuję Temu, Który Mnie Stworzył za Jego najszerszy, najbardziej urzekający i najpiękniejszy uśmiech.

A jednak ją polecę. Ale nie tak zwyczajnie, tylko tak z serca.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Esprit!

niedziela, 29 czerwca 2014

083. NIEZWYKŁA WĘDRÓWKA HAROLDA FRY






Tytuł: Niezwykła wędrówka Harolda Fry
Autor: Rachel Joyce
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Znak











Nigdy nie jest za późno, żeby próbować zmienić swoje życie, a przy okazji los innych. Nie ma żadnych ograniczeń, aby być szczęśliwym, trzeba tylko zacząć walczyć, pokonać przeciwności, nawet gdy myślimy, że nie mamy już nic… Każde miejsce, każdy czas jest dobry, żeby zacząć walczyć o szczęście.

Harold i Maureen Fry są małżeństwem od czterdziestu pięciu lat. Mieszkają w niewielkim domku i wiodą spokojne życie, jednak ich małżeństwo nie jest zbyt szczęśliwe. Pewnego dnia do Harolda przychodzi list od Queenie, która niegdyś z nim pracowała i zrobiła dla niego coś bardzo dobrego. Kobieta przekazuje mu wiadomość, że ma raka i niedługo umrze. Poruszony mężczyzna najpierw wysyła telegram, a później wyrusza do niej pieszo. Queenie zrobiła dla niego coś pięknego, więc postanawia dla niej przebyć ponad 600 mil na nogach. A przy okazji ma szansę uporządkować swoje życie…

Tak długo, jak będę szedł, ona musi żyć…

Do książki na początku podchodziłam z rezerwą, nie byłam do niej przekonana. Kilka miesięcy leżała na półce, a ja ciągle odkładałam ją na później. W końcu postanowiłam zaufać przyjaciółce, której książka bardzo się podoba. Spodobała się i mnie! „Niezwykła wędrówka Harolda Fry” może nie wyróżnia się szczególnie wśród innych, ale  to naprawdę piękna i wzruszająca historia.
Piękna, wzruszająca i dająca nadzieję. Nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje życie. Nadzieję na to, że początek może zdarzyć się więcej niż raz i to na różne sposoby. W piękny sposób uświadamia, że nawet jeśli myślimy, że na miłość jest już za późno i przestaniemy jej szukać, to ona i tak nas znajdzie. Historia Harolda pokazuje, że jeśli mamy wiarę, to mamy wszystko, czego potrzebujemy.

Tu nie chodzi o lekarstwa i wszystkie te rzeczy. Musi pan wierzyć, że tej osobie może się poprawić. Jest tak wiele rzeczy w ludzkim umyśle, których nie rozumiemy. Ale wie pan, jeżeli ma pan wiarę, może pan zrobić wszystko.

Mimo uroku, cudownego zakończenia i wspaniałego przesłania, w książce jest kilka zgrzytów. Niektóre momenty mnie nużyły, ale zawsze po nich nadchodziły takie, które wynagradzały chwile nudy, szczególnie zakończenie, które było przepiękne. Drugim mankamentem powieści okazał się nieco irytujący bohater, jednak można się od niego wiele nauczyć. Moje serduszko poruszyła jego odwaga, a także to, że potrafił przyznać się do własnych błędów.
„Niezwykła wędrówka Harolda Fry” to naprawdę dobra pozycja. Bardzo się cieszę, że mogłam ją przeczytać, a także czego się nauczyć. Bo Harold nauczył mnie, że nigdy nie jest za późno, żeby cieszyć się życiem i być szczęśliwym. Szczęście to taki wspaniały cud, który nie ma ani terminu przydatności, ani ograniczeń wiekowych.
Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum!

niedziela, 9 marca 2014

062. KRONIKI SALTAMONTES. UCIECZKA Z MROKU





Tytuł: Kroniki Saltamontes. Ucieczka z mroku
Autor: Monika Marin
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Pinus Media

Chciałem w swoim życiu iść do przodu, a nie się cofać, chciałem podejmować odważne decyzje, bo miałem prawie dziewięć lat, a gdy się ma dziewięć lat – wszystko jest możliwe.






Adam i Aleks - dwóch chłopców z sierocińca, jeden obdarzony nieprzeciętną intuicją, a drugi inżynieryjnym umysłem - wyruszają w podróż. Wcześniej jednak skonstruują Maszynę do Produkowania Szczęścia, której powierzą swoje sekrety. Chłopcy marzą o odnalezieniu domu i zaskakujących przygodach. Ich życie nabierze tempa, gdy w średniowiecznych podziemiach odnajdą tajemnicze księgi. Od tej pory spotkają ich sytuacje niebezpieczne i pełne emocji. Ale najważniejsze jest, aby przeprawili się przez cała Europę i dotarli do miejsca, które wspólnie wylosowali na mapie. No i oczywiście aby ich wynalazek uszczęśliwił nie tylko ich, ale i ludzi o dobrym sercu.*


Widzisz, chłopcze, serce czy stare, czy młode, wcale się nie zmienia.
Dlatego trzeba słuchać serca, a
 nie rozumu, który zmienia się pod wpływem wielu rzeczy.

Kroniki Saltamontes w piękny sposób ukazują, że ludzie mimo wszystko mają dobre serca. Adam i Aleks przeprawiając się przez Europę, spotkali na swojej drodze wiele takich osób. Książka pokazuje, że każdy człowiek jest dobry. Trzeba tylko dokonać wyboru... 

Wisienką na torcie w Kronikach Saltamontes są ilustracje. Ogólnie nie przepadam z obrazkami w książkach, ale te tutaj są naprawdę bardzo ładne i tylko umilają czytanie. Są estetyczne, zachowane w jednakowych barwach, nie ma ich ani za dużo, ani za mało - tak w sam raz. Efekt naprawdę się udał - książka jest śliczna!

(…) życie to zmiany. Gdy nie ma zmian, nie ma życia. Życie jest jak rzeka. Nie możesz zatrzymać jej biegu, bo wtedy z rzeki zrobi się staw, w którym nie ma już krystalicznej wody, a brudna, ciężka ciecz.

Kroniki Saltamontes nie są przeznaczone tylko dla dzieci w wieku 9-12 lat. Ja jestem piętnastolatką i książka nie nudziła mnie ani chwili. Starsi też nie będą mogli się oderwać. Historia Adama i Aleksa została nam przekazana pięknym językiem, przeplatanym z przemyśleniami i mądrymi myślami.

W każdym z nas mieszka dziecko, a Monika Marin wydobywa owo dziecko z nas w całości. I nie tylko dziecko. Czytając kolejne strony opowieści, budzi się do życia także nasza wyobraźnia...

A Ty? Masz swoją Maszynę do Produkowania Szczęścia?

Jestem pewna, że masz. Żadne szczęście nie jestem przypadkowe. Bo przypadków nie ma.

To nie rzeczy tworzą nasze życie, ale nasza wiara w możliwość bycia szczęśliwymi (…)

MOJA OCENA: 9/10

Za możliwość przeczytania książki i powierzone mi zaufanie dziękuję Autorce

*opis książki pochodzi z okładki

niedziela, 16 lutego 2014

057. WICHROWE WZGÓRZA




Tytuł: Wichrowe wzgórza
Autor: Emily Brontë
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: MG
Kategoria: klasyka

Czy ty chciałabyś żyć z własną duszą w grobie?









Przenieśmy się na chwilę do przełomu XVIII i XIXw. Wuthering Heights. Właściciel tego miejsca przywozi do domu bezdomnego chłopca, które znalazł na ulicach Liverpoolu. Nakazuje swoim dzieciom traktować go jak brata. Między chłopcem a Cathy rodzi się bardzo silna więź, a z upływem czasu to uczucie staje się wręcz niebezpieczne, mściwe, pełne namiętności i nienawiści, obnaża przed nami prawdę o ludzkiej naturze...

Oddałam mu swoje serce, a on rozszarpał je na kawałki i rzucił mi w twarz.

Wichrowe wzgórza to książka, która jest towarzyszką czytelników od wielu pokoleń, o której głośno było od zawsze. Znajduje się na liście 100 Tytułów BBC. Wichrowe wzgórza Planowałam przeczytać od początku gimnazjum. Wypożyczałam je kilka razy z biblioteki, ale nie przeczytałam więcej niż dwie strony. Sama nie wiem, dlaczego... Podobno do czytania klasyki trzeba dorosnąć. Dopiero w tym roku dzięki wydawnictwu MG miałam przyjemność przeczytać tę powieść w nowym tłumaczeniu pana Piotra Grzesika. Książka zachwyca, gdy tylko się na nią spojrzy. Czy ta okładka nie jest cudowna? 

Książka jest dla mnie jedną wielką tajemnicą. Jednak nie mam odwagi, żeby zacząć szukać odpowiedzi na moje pytania. Najpiękniejsze jest to, co nie wypowiedziane, lecz zostało napisane wszystko, co było trzeba.

To jedna z najmroczniejszych historii, jakie w życiu poznałam. Wcale nie są potrzebne demony, wampiry ani duchy, żeby poczuć strach podczas czytania. Żeby opisać nieszczęście wcale nie potrzeba przegranej walki z paranormalnymi istotami. Wystarczy ludzka samotność, niespełniona miłość, kłótnie, zazdrość, chęć zemsty... 

Autorka niesamowicie dobrze wykreowała postacie. W żaden sposób nie próbowała ich idealizować, każdą postać przedstawiła jako osobę pełną wad, ukazuje nam ich w najgorszej postaci. Emily Brontë pokazała nam przede wszystkim dusze bohaterów, a zrobiła to we wstrząsający sposób. 


Powiedziałam mu, że jego niebo byłoby tylko na wpół żywe, a on odparł mi na to, że moje byłoby pijane; ja powiedziałam, że w jego niebie zasnęłabym, a on, że w moim nie mógłby oddychać; i zaczął bardzo się złościć.

Panie i Panowie, na koniec chciałabym Wam jeszcze kogoś przedstawić... Przed Wami główny bohater Wichrowych wzgórz - jego wysokość Smutek. Jest on na każdej stronie książki, odczuwalny niemal namacalnie. A radość zjawia się po to, żeby przypomnieć tam o smutku... 

Wichrowe wzgórza trzeba przeczytać. Nie jest to książka, którą czyta się w autobusie, pociągu czy na szkolnym korytarzu. Do czytania potrzeba ciszy i spokoju, aby pospacerować po wrzosowiskach własnej wyobraźni i przemyśleć wszystko, co zostało napisane. 


Kocham ciebie, choć mnie zabijasz, lecz czy mogę wybaczyć ci to, że zabijasz siebie?

MOJA OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki i powierzone mi zaufanie dziękuję Wydawnictwu MG!

poniedziałek, 10 lutego 2014

055. SPOJRZENIE ELFA




Tytuł: Spojrzenie elfa
Autor: Katrin Lankers
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Dreams
Kategoria: fantasy

„Miłość i logika są jak słońce i księżyc. Kiedy jedno wschodzi drugie zachodzi...”








Mageli jest śliczną i utalentowaną muzycznie szesnastoletnią dziewczyną. Mimo tego jej rówieśnicy ją odrzucają i jest przez nich, po prostu, nielubiana. Nie potrafi porozumieć się z najbliższymi i zaczyna podejrzewać, że nie mieszka z jej biologicznymi rodzicami. Po kłótni z matką, wybiega w nocy z domu i pobliskim lesie zostaje napadnięta przez dwóch podejrzanych typów. Ratuje ją młody chłopak, który okazuje się elfim księciem, jednak nie może wytłumaczyć, w jaki sposób znalazł się wśród ludzi. Erin i Mageli spotykają się jeszcze kilka razy, na pograniczy snu i jawy. Kiedy chłopak w tajemniczych okolicznościach znika, dziewczyna wyrusza do krainy elfów...

Początek książki był po prostu ma-sa-kry-czny. Nie dość, że nudny, to jeszcze zaczynało się naiwnie i schematycznie. Główna bohaterka bardzo mnie irytowała, co zresztą nie zmieniło się do końca. Oczekiwałam, że powieść będzie dobra i mniej więcej do setnej strony książki miałam wrażenie, że się przeliczyłam. Chciałam już w pierwszych rozdziałach spisać ją na straty. A okazało się, że wcale nie jest taka zła. Spojrzenie elfa okazało się bardzo ciekawą pozycją, mimo swojej naiwności. Już któryś raz sprawdza się zasada, żeby nie oceniać książki po pierwszych stu stronach.

Czyż okładka Spojrzenia elfa nie jest piękna? Od razu, gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, m u s z ę ją mieć. To zdecydowanie jedna z najśliczniejszych książkowych okładek. Czcionka, jaką został napisany tytuł i rozdziały, również jest cudna!

Katrin Lenkers stworzyła coś naprawdę uroczego! Pisałam już kiedyś, że uwielbiam elfy? Jeśli nie, to piszę teraz. Elfy i wróżki fascynowały mnie od zawsze, więc książkę zaczęłam czytać z wielką radością. Jak już pisałam wcześniej, książka początkowo mi się nie podobała. Wszystko zmieniło się, gdy Mageli zjawiła się w przecudownej krainie elfów! Od tego momentu nie mogłam się oderwać. Elfi świat po prostu mnie zauroczył.

Styl autorki jest dobry, lekki i taki bardzo miły. Za krainę elfów mogę dać jej ocenę 11/10. Ten świat niesamowicie mnie zauroczył. Podczas czytania czułam, że naprawdę jestem w Engimali. Obok Narnii jest teraz moją ulubioną magiczną krainą. I plus dla autorki za świetne połączenie dwóch światów - tego elfiego i ludzkiego. Bardzo mi się to spodobało.

Elfy zostały wykreowane na szóstkę. Chciałabym wśród nich żyć. Ich społeczność została pokazana w książce naprawdę bardzo dobrze i nie da się ich nie polubić. Gorzej wyszło z głównymi bohaterami... Gdyby nie to, że Mageli została pokazana jako chodzący ideał, to bym ją naprawdę polubiła. Nie wylądowała, wprawdzie, na mojej czarnej liście, ale nie pozostanie w mojej pamięci specjalnie długo. Erin też jakoś specjalnie mnie nie zachwycił. Ciekawszą postacią zdecydowanie był Ondulas, tak, tego elfa poznać bym bardzo chciała... Może on pozostanie w mojej pamięci na dłużej. I Alawin - ta kobieta jest świetna!

Jeśliby się uprzeć, to w książce można się doszukać morałów. W Spojrzeniu elfa został poruszony temat poszukiwania własnej tożsamości, a także brak akceptacji czy odrzucenie. A to wszystko pokazane tak uroczo, że aż uśmiech się pojawia podczas czytania.

Książka może i jest naiwna, ale mimo to skradła moje serduszko. Uwielbiam w niej tę delikatność. Jest bardzo urocza i sympatyczna, a nawet można doszukać się czegoś mądrego. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić Spojrzenie elfa, jeśli szukacie czegoś lekkiego i niewymagającego.

„Przecież to od ciebie zależy, co robisz z czasem.”


MOJA OCENA: 7/10

Za książkę i powierzone mi zaufanie dziękuję Wydawnictwu Dreams