Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonia Michaelis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonia Michaelis. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2014

074. DOPÓKI ŚPIEWA SŁOWIK





Tytuł: Dopóki śpiewa słowik
Autor: Antonia Michaelis
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Dreams











Jari ma osiemnaście lat i w porównaniu z najlepszym przyjacielem, Mattim, jest nieporadny w kontaktach z dziewczętami. Nic dziwnego. Żył dotąd w uporządkowanym świecie stałych norm i krochmalonych koszul – brakuje mu doświadczenia. To wszystko zmienia się, gdy spotyka Jaschę. Ta wywierająca niezwykłe wrażenie dziewczyna prowadzi go ze sobą do domu w samym środku leśnej pustelni. Tam Jari odkrywa świat piękna, finezyjnych ornamentów i zmysłowego upojenia. Ale wkrótce okazuje się, że Jascha skrywa pewną tajemnicę. I że za pięknymi złudzeniami kryje się porażająca prawda. Dom na odludziu. Błądzący wędrownik. Las, skrywający zbyt wiele grobów I niebezpieczeństwo, które wychodzi poza granice wyobrażeń.*

Antonia Michaelis oczarowała mnie Baśniarzem. Ta książka niesamowicie mi się spodobała. Czytałam ją już kilka miesięcy temu i mimo że książkowa podróż na statku Małej Królowej się już zakończyła, to ja dalej go nie opuściłam. Zachwycił mnie język Antonii Michaelis i oczarowała mnie ta niesamowita historia o niezwykłej miłości brata do młodszej siostry. Czy Autorce udało się powtórzyć sukces?

Pierwsza myśl po skończeniu czytania? Nigdy nie czytałam czegoś tak dziwnego. Ale dziwne w tym przypadku nie oznacza złe. Książka okazała się niesamowicie pogmatwana. Chociaż przemyślana dobrze, owszem. Oprócz końcówki, której nie zrozumiem nigdy. Ostatnie strony okazały się jeszcze bardziej nieprawdopodobne, niż reszta książki. I zakończenie nie spodobało mi się w ogóle, musiałam przeczytać je kilka razy, żeby uwierzyć w to, co czytam. Aż mam ochotę dopisać swoje...

W książce spodobało mi się to, że jest tak okropnie niemożliwa. Oprócz zakończenia, którego nie zrozumiem nigdy, przenigdy. Antonia Michaelis zaskakiwała mnie bardziej, niż ktokolwiek wcześniej. Tymi wszystkimi tajemnicami bardzo namieszała mi w głowie.

Książka ma naprawdę niepowtarzalny klimat. Jest dziwny, owszem, jak cała historia, ale i tak bardzo mnie zauroczył. Język pani Michaelis jest również bardzo specyficzny. I nie zawsze mi się to podobało. Najdziwniejsze były dialogi. Z całym szacunkiem dla Autorki, ale nikt normalny tak nie mówi. Znam kilku ludzi, którzy mają specyficzny sposób mówienia, ale w tej książce te dialogi są nie tylko dziwne, ale i nieprawdopodobne, momentami nawet naciągane.

Trudno mi stwierdzić czy podobała mi się ta książka, czy nie. Jestem do niej nastawiona raczej neutralnie. Zdecydowanie była to najdziwniejsza książka, jaką kiedykolwiek miałam okazję przeczytać, ale może to właśnie ta dziwność jest jej głównym atutem? Może niekoniecznie jest to słaba strona tej książki, bo przecież geniusz można odnaleźć wszędzie, nawet w słabości...

*opis książki pochodzi z okładki


Za książkę dziękuję wydawnictwu Dreams! 

niedziela, 20 października 2013

032. BAŚNIARZ





Tytuł: Baśniarz
Autor:  Antonia Michaelis
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Dreams
Kategoria: literatura młodzieżowa





"Baśniarzu, dokąd żegluje ten statek, na którego pokładzie się znajdujemy? Dokąd prowadzi twoja baśń? Kto płynie czarnym statkiem? Czy poleje się jeszcze więcej krwi?"


Anna to zwykła dziewczyna, która przygotowuje się do matury. Otula ją bańka mydlana, w której jest zamknięta ze swoim fletem i planami. Przez tą bańkę wydaje się zamknięta na wszystko, co dzieje się na zewnątrz. Ale znalazł się ktoś, kto rozbił ją na tysiąc kawałków. Tym kimś był Baśniarz, którego żadna bańka mydlana nie otaczała... 


Zaczyna się od lalki. Szmacianej, niepozornej, znalezionej w szkole przez Annę. Okazuje się, że zguba
należy do siostry Abla Tannateka - „polskiego handlarza pasmanterii”. Chłopak intryguje i ciekawi Annę, która nie sądzi, że pod maską ponurego handlarza narkotyków może kryć się twarz wrażliwego, łagodnego baśniarza. Ten mroczny, pozostający na uboczu chłopak snuje niezwykłą opowieść, którą trudno zapomnieć... tym bardziej, że fantazja w pewnych momentami zaczyna zbiegać się z rzeczywistością... 

"Ale za słowami czyhała ciemność, ciemność jaka panuje we wszystkich baśniach. Dopiero później, dużo później, zbyt późno zrozumie, że ta baśń była śmiertelnie niebezpieczna".


Siedzę i gapię się na pustą białą kartkę, próbując wyrazić, co czuję do tej książki. Chciałabym tyle napisać, lecz mam pustkę w głowie. Myślę, że wszystkie słowa świata to za mało, żeby to opisać. Nie wiem, jak namówić Was do przeczytania tej książki. Chociaż, nie. Cofnij. To zdania powinno brzmieć tak: „nie wiem, jak namówić Was do przeżycia tej książki.” Tak, teraz jest dobrze. 

Baśniarz to nie żaden zwykły wyciskacz łez. Nie jest to też love story z happy endem. To nie cukierkowa, przesłodzona historia dla grzecznych dziewczynek. Baśniarz jest książką o życiu. O brutalnym, ciężkim życiu, gdzie zima nigdy się nie kończy. Pokazuje, że wybaczyć można absolutnie wszystko. A przede wszystkim jest opowieścią o miłości brata do młodszej siostry i ochronie malutkiej Michi przed całym złem na świecie. Książka jest przepełniona realizmem i trudami codzienności. Czasami my, ludzie żyjący w bańkach mydlanych, nie dostrzegamy.

Gdy skończyłam czytać, czułam się jakbym nie wróciła do rzeczywistości w całości. Jakbym zostawiła część siebie w tej historii. Baśniarz mnie roztrzaskał na tysiąc kawałków, tak jak Abel roztrzaskał tą bańkę mydlaną, w której żyła Anna. Książka nie do końca złapała mnie za serce. Ona złapała mnie za duszę. A właściwie zrobił to Abel Tannatek. 



" - Co ci leży na sercu?
- Nic - odpowiedziała i po chwili dodała: - Świat. (...)
- Tak - odparł Magnus. - Tak wyglądasz, jakby świat leżał ci na sercu".

Te dziesięć gwiazdek to zdecydowanie za mało, żeby ocenić tę książkę. Myślę, że całe niebo gwiazd nie wystarczy. Ta historia nie daje o sobie zapomnieć, powoduje całkowite oderwanie od rzeczywistości i pochłania nasze myśli. Te wszystkie słowa to dalej za mało, żeby opisać ę książkę. Wsiadłam na statek Małej Królowej i teraz trudno mi go opuścić, mimo że podróż już się skończyła... 

Przed przeczytaniem radę się zastanowić, czy macie siłę na tę historię. Polecam też zaopatrzyć się w paczkę(albo i kilka) chusteczek. CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! 

" - Młoda damo, czy mogę służyć chusteczką. Pani płacze.
- Och, rzeczywiście. Widzi pan, a ja myślałam, że się śmieję. Jak bardzo można się pomylić".