Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najlepsze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najlepsze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

044. GWIAZD NASZYCH WINA







Tytuł: Gwiazd naszych wina
Autor: John Green
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las
Kategoria: literatura młodzieżowa

Hazel ma szesnaście lat i jest śmiertelnie chora na raka. Dzięki cudownej terapii na tym świecie będzie kilka lat dłużej. Jest uzależniona od aparatu tlenowego, a także od oglądania America’s Next Top Model. Nie wie, ile czasu jej zostało, więc cieszy się życiem, nałogowo czytając książki. Uczęszcza na spotkania grupy wsparcia, gdzie poznaje Augustusa Watersa. To spotkanie całkowicie odmienia życie ich obojga.


Siedzę i zastanawiam się, co napisać o tej wspaniałej, zachwycającej, poruszającej, cudownej, genialnej, niesamowitej, pięknej, wzruszającej, fantastycznej, odlotowej, świetnej, anielskiej, urzekającej, kapitalnej, wybitnej, wyśmienitej, rewelacyjnej, niezwykłej, boskiej, fenomenalnej, mistrzowskiej, znakomitej, perfekcyjnej i zapierającej dech w piersiach książce. Właśnie w tym momencie poczułam, że te trzydzieści dwie litery alfabetu to za mało. Od jakiegoś czasu zabieram się za pisanie tej recenzji, ale czuję, nie będę mogła ułożyć żadnego sensownego zdania, boję się, że braknie mi słów. Książka wywołała we mnie wielkie obrażenia w duszy i w sercu. Nie są one jednak złe. Naprawdę, te obrażenia są piękne i cudowne, koją moją duszę i serce.


Książkę czytałam na przerwach i lekcjach w szkole. Każdy kto mnie zna, może powiedzieć, że chodzę z głową w chmurach. Ale tym razem nie jest to do końca prawda. Podczas czytania nie chodziłam z głową w chmurach, ale po prostu z nogami w chmurach. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak oderwałam się od rzeczywistości. Przez tę książkę nie mogłam się skupić, nie chciałam spać, płakałam, myślałam nad nią, próbowałam przewidywać. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło, zachwyciło, okazało się niezrównane.

„-Nie zabijają, dopóki ich nie zapalisz - powiedział, kiedy samochód zatrzymał się przy nas. - A ja nigdy żadnego nie zapaliłem. Widzisz, to metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał.”



Teraz wypadałoby wspomnieć coś o postaciach, które są niesamowicie realne i cudownie wykreowane. Piękne jest to, że każda postać jest inna, ma inny system wartości, charakter, spojrzenie na świat, w inny sposób zachowuje się w różnych sytuacjach. Szczególnie w dwójce głównych bohaterów zakochałam się po uszy. Od pierwszych stron marzyłam tylko o tym, żeby ich wyściskać i złapać za rękę. Przez 312 stron przypatrywałam się Hazel. Patrzałam jak los wykuwa jej duszę, która wyszła naprawdę piękna. Hazel oraz Gusa i Isaaca nie da się nie polubić.

„Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.”

John Green jest moim mistrzem. Kocham każde zdanie, każde słowo, każdą literkę, każdą kropkę, każdy przecinek, po prostu w s z y s t k o, co stworzył. Styl pisania Zielonego jest jedyny i niepowtarzalny, a do tego niesamowicie prawdziwy i zabawny. Dzięki jego powieści wzięłam udział w niesamowitej podróży, który z jednej strony się zakończyła, a z drugiej już na zawsze pozostanie w moim sercu. John Green zmusił mnie do spojrzenia z innej perspektywy na temat śmierci i zastanowienia się nad sensem życia. I dziękuję za ostatnie słowo w tej książce.

Podczas czytania wiele razy śmiałam się i płakałam jednocześnie, wywołała u mnie całkowitą uczuciową bombę, która nieraz wybuchnęła. Miałam wrażenia, że literki spływają mi kącikami ust. Piękny kawałek dobrej literatury. I nie jest to książka o raku, ponieważ książka o raku to lipa... Jest to wspaniała opowieść o miłości. Moim skromnym zdaniem Green nie powiedział nam wszystkiego. Autor tylko łagodnie naciął skórkę, a do wnętrza ukrywającego pestkę czytelnik musi dotrzeć sam, przedzierając się przez miąższ własnych myśli...

„Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą.”

MOJA OCENA: poza skalą




niedziela, 29 września 2013

029. W PIERŚCIENIU OGNIA





Tytuł: Igrzyska śmierci #2. W pierścieniu ognia.
Autor: Suzanne Collins
Tytuł oryginalny: Catching Fire
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Media Rodzina


„Szkoda, że nie możemy zatrzymać tej chwili, tu i teraz, żeby żyć w niej na zawsze.” 






Panie i Panowie, Ladies and Gentlemen już niedługo, bo za 53 dni wielka premiera W pierścieniu ognia! Postanowiłam zebrać się i napisać recenzję tej książki. Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać raz jeszcze przed obejrzeniem filmu. 

Kończąc czytać pierwszy tom zastanawiałam się, co takiego może być w następnym... Bo przecież Katniss już nie weźmie udziału w Głodowych Igrzyskach, w końcu już je wygrała. Susanne Collins pozytywnie mnie zaskoczyła. Katniss, która ośmieliła się(tylko na chwilkę) przeciwstawić władzy będzie musiała zmierzyć się ponownie ze swoim największym koszmarem. Nie ma ucieczki przez rządem. Dziewczyno, która Igra z Ogniem - czas na Ćwierćwiecze Poskromienia. Katniss, Petta – niech los wam zawsze sprzyja!

„Katniss Everdeen, dziewczyna, która igra z ogniem, wznieciła iskrę, a ta, nie ugaszona w porę, podpali całe Panem.”

Zacznę od bohaterów... Mam tutaj sporo swoich ulubieńców. Zdecydowanie najbardziej uwielbiam Katniss,
chociaż czasami za bardzo się użalała lub troszkę mnie irytowała. Ale ja oczywiście jej to wybaczam, bo życie jej przecież nie oszczędzało. Mimo wszystko bardzo ją podziwiam – jest odważna i gotowa walczyć z przeciwnościami losu. Podoba mi się, że jako narratorka, nie kryje swoich wad. Nie uważa, że jest super idealna i najlepsza ze wszystkich - wielki plus!
Dla Katniss, która naraziła się władzy i jest na celowniku, przeszkodą są jej własne uczucia. Trudno jej nawiązać szczerą przyjaźń, a jeszcze trudniej kochać. Najpierw śmierć ojca, głód, bieda, a później Głodowe Igrzyska zmieniły dziewczynę. Tylko czy na lepsze czy na gorsze?

O Katniss już napisałam, ale są przecież jeszcze inni! Cinna, oczywiście. Niby postać drugoplanowa, a tyle wnosi do powieści. Dziękuję Pani Collins za stworzenie tej postaci! Najbardziej w tej części pokazałam Finnicka(mojego kolejnego męża!). I są też Petta i Gale. Tworzy się trójkącik, zaczyna się „kocha nie kocha”. Autorka roztopiła moje(i pewnie innych czytelniczek też) serce jak masło. Ten miłosny tragizm porusza i wyciska łzy. Żaden z nich nie zasługuje na odtrącenie - ani Gale, którego wprost uwielbiam po prostu za to, że jest mężczyzną z charakterem, ani też Petta, który też skradł moje serce, lecz w tej części troszkę mniej niż jego rywal. Jest pełen ciepła, zrozumie, a nawet tort upiecze. Złamane serce wcale nie będzie tutaj najgorsze. Stawka jest dużo wyższa – chodzi przede wszystkim o życie.

Autorka stworzyła ukrytą parodię na wszelakie media. Nie dotyczy tylko tych wszystkich reality show, ale całości. Tutaj możemy się przez chwilę zastanowić na co tępo się gapimy patrząc w ekran telewizora. Parodia nie jest ani trochę wyolbrzymiona.

,,[...] jesteśmy uosobieniem nadziei w świecie, w którym jej brak.”

Jeśli nie przeczytaliście jeszcze pierwszej książki – zróbcie to koniecznie! Jestem gotowa wcisnąć go Wam siłą. Jeśli chodzi o moje ulubione książki, to mogę nawet zrobić napad na księgarnię i wręczyć każdemu po sztuce. Obok niektórych książek po prostu nie da się przejść obojętnie. Książka jest naprawdę cudowna, z jednej strony najlepsza z całej trylogii. Każda cześć ma w sobie coś wyjątkowego i jest najlepsza na swój sposób. Polecam cieplutko!

MOJA OCENA: 10/10


Pozostało nam czekać jeszcze te 53 dni do premiery filmu... 


Igrzyska śmierciW pierścieniu ognia ♥ Kosogłos 







niedziela, 15 września 2013

026. CIEŃ WIATRU

Tytuł: Cień wiatru
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Język oryginału: hiszpański
Tytuł oryginalny: La Sombra del Viento
Ilość stron: 516
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania polskiego: 2005r., 2011r.
Cena z okładki: 34.99 zł
Moja ocena: 9+/10


„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”

Barcelona, rok 1945. Pan Sempere zabiera swojego dziesięcioletniego syna Daniela do niezwykłego miejsca  – na Cmentarz Zapomnianiych Książek. W tym labiryncie różnorodnych książek, zapomnianych, zagubionych i oddanych przez swoich właścicieli Daniel ma wybrać jedną książkę, którą będzie opiekować się przez całe życie. W ten sposób w ręce wpada mu Cień Wiatru, którego autorem jest tajemniczy Julian Carax. 


Po latach oczarowany powieścią Daniel postanawia odnaleźć inne książki autora. Jednak jest ktoś, kto nieustannie usiłuje zniszczyć wszystkie ocalone książki, nie zapominając o ostatnim tomie ocalonym przez chłopca. Mimo wszystko Daniel nie ustaje w poszukiwaniach, dąży do wyznaczonego celu. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jakie wielkie niebezpieczeństwo mi grozi.


„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”

Bardzo podobają mi się tytuły książek Zafóna – są takie nierzeczywiste. Bo czy wiatr może mieć cień? Czy można rządzić mgłą? Tak samo anioły nie mogą prowadzić gier i nie można być więźniem miejsca, które kojarzy się ze zbawieniem... 


„Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.” 

Cień wiatru ma wspaniały gotycki klimat. Jak już wspominałam w recenzjach Mariny i Świateł września – Zafón czaruje. Stworzył niesamowity, subtelny i pastelowy świat. Wszystkie słowa są dobrane z wielką starannością, miałam wrażenie, że żadne zdanie nie jest przypadkowe. Jest to jedna z tych historii, które się pochłania, a nie czyta. Gdy otwierasz książkę zapominasz o bożym świecie. Znajdziemy tutaj wiele mrocznych tajemnic i różnorakich intryg. Nie brakuje też wątków miłosnych, ludzkich dramatów i przyjaźni. 


„...ten, kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami.”

Carlos Ruiz Zafón stworzył przewspaniałe postacie - są jedyni w swoim rodzaju. Jedną z najsympatyczniejszych, a zarazem bardzo tajemniczą jest Fermin - bajerant i kobieciarz o gorącym, ale i szczerym sercu. Nuria i Bea też są świetnymi postaciami. Ale nie tylko oni. Polubiłam prawie każdą postać. Każdy ma swoją historię, każdy wnosi coś do powieści, nie ma postaci przypadkowych. 


„Mówienie jest rzeczą głupców, milczenie- tchórzy a słuchanie rzeczą mędrców.”

Cień wiatru  jest jedną z tych książek, które mają duszę. Podczas czytania czułam, że każda kartka oddycha. Tutaj smutek splata się z radością. Cień wiatru jest kopalnią złotych myśli. W tej książce odnalazłam siebie. Opowiada o ludziach samotnych, pragnących szczęścia, kochających,  i ukrywających się przed sobą. Jest to zdecydowanie jedna z moich ulubionych książek, do których nie raz będę wracać. 


„[...] niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca."

„Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką albo sprzedawcą losów na loterie; to jego najczęstsze wcielenia. Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.”







piątek, 16 sierpnia 2013

018. DOTYK JULII


Tytuł: Dotyk Julii
Autor:  Taheren Mafi 
Ilość stron: 330
Wydawnictwo:  Otwarte
Ocena: 10/10(arcydzieło)


"Spędziłam w zamknięciu już 264 dni. Towarzystwa dotrzymują mi tylko niewielki notatnik, uszkodzone pióro i liczby w mojej głowie. 1 okno. 4 ściany. 1,5 metra kwadratowego powierzchni. 26 liter alfabetu w języku, którym nie mówiłam przez 264 dni odosobnienia. Minęło 6336 godzin, odkąd dotykałam innej ludzkiej istoty."


 Julia jest potworem obdarzona. Nikt nie wie, dlaczego jej dotyk zabija. Dziewczyna nie widziała świata od trzech lat. Rodzice zaczęli się jej bać. Własne dziecko oddali do zakładu dla obłąkanych. Wszyscy odetchnęli z ulgą. . Przez 264 dni przebywa w zamknięciu. Całkiem sama. Tylko ona, cztery ściany i notes. Bez kontaktu z inną żywą duszą. Wszystko zmienia się dwieście sześćdziesiątego czwartego dnia. Julii zostaje przydzielony współwięzień współlokator. Tak bardzo znajomy znajomy znajomy.


Tahereh Mafi - dwudziestoczteroletnia
muzułmanka,
autorka "Dotyku Julii"
"Krople deszczu nie przestają mnie zadziwiać.  Myślę o tym, jak spadają, jak plączą im się stopy, łamią nogi. Zapominają spadochronów, wypadając z nieba ku niepewnemu końcowi. To tak, jakby ktoś opróżniał kieszenie, nie dbając o to, gdzie spadnie ich zawartość, nie przejmując się, że krople pękają, uderzając od ziemię, że rozpryskują się na chodniku. Że ludzie przeklinają dni, w które krople ośmielą się stukać o ich drzwi. Ja jestem kroplą deszczu. Rodzice wyrzucili mnie z kieszeni i zostawili, żebym wyparowała na chodniku."

Na Ziemi po zniszczeniu warstwy ozonowej rządzi Komitet Odnowy. Świat zmienił się nie do poznania. Zwierzęta wymierają, ziemia nie wydaje plonów. Jedzenie drożeje z każdą chwilą, niewielu stać na pożywienie. Głód staje się bliskim przyjacielem każdego, wszystkim zagląda w oczy. Każdy dzień może być końcem.
A końce bywają różne – raz zwycięskie, a raz przegrane. Z głodem wygrywać można setki razy, a przegrać tylko raz. Komitet obiecuje, że wszyscy będą bezpieczni, że nikt już nie zazna głodu. Ludzie ślepo wierzą. Nieliczni się buntują, jednak rebelianci są natychmiast likwidowani przez Komitet. Wcale nie jest lepiej, świat staje się gorszy. Ludzie żyją w nędzy, osierocone dzieci mieszkają na ulicach.

W tym samym czasie „Odnowiciele” opływają w luksusy. Czy kiedykolwiek ktokolwiek na świecie – nie tylko tym książkowym, ale także tym rzeczywistym – zazna sprawiedliwości?  


"Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć." 


 Dlaczego ta książka tak mnie zachwyciła? Dlaczego warto ją przeczytać?



Aby znaleźć pierwszy powód nie trzeba czekać długo, wystarczy na nią zerknąć. Okładka oszałamia, która przedstawia spadającą dziewczynę, której sukienka roztrzaskuje się na niezliczone małe kawałki szkła. Napis dobrze komponuje się zresztą, efekt jest wprost niesamowity. Dobrze pomyślane i wykonane. Zachwyciła mnie delikatnością. Dodatkowy plus za to, że na okładce nie ma haseł porównujących od Zmierzchu, Igrzysk śmierci czy Harry'ego Pottera. 

Po drugie, książka ma genialną formę. Metafory, przenośnie, epitety i inne środki stylistyczne zachwycają. Wszystkie jej rozterki, radości stają się także częścią czytelników. Uczucia bohaterki są napisane tak realistyczne, że momentami czułam się Julią Ferrars. Czułam jej ból. W końcu każdy z nas chce czuć się kochany i bezpieczny. Chce by go przytulono, dotknięto…
A dla Julii było to niemożliwe, wręcz zakazane. Podczas czytania wylałam wiele łez współczucia. Czyta się szybko i przyjemnie. Zastosowanie skreśleń było pomysłem na szóstkę! Warto być oryginalnym ;) 




"Nie wiem, kiedy to się zaczęło.
Nie wiem, dlaczego to się zaczęło.
Nie wiem nic o niczym poza krzykiem."

Kontynuacja "Dotyku Julii"
Po trzecie: POSTACIE!!! Julia jest fantastycznie zarysowaną postacią. Mimo, że mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, narratorka nie uważa się za super, ekstra i nie obwinia całego świata za to, że została przeklęta ma moc. Jej zachowanie jest zaskoczeniem, ponieważ Julia odczuwała lęk przed samą sobą. Boi się siebie, swojego daru, tego co może zrobić. To naprawdę nie lada wezwanie, niewiele razy miałam styczność spotkać się z kimś taki w książce. Julia jest zagubiona, samotna, trudno jest jej się odnaleźć w nowym miejscu. Ma tak niewiele lat, a przeszła w życiu tak wiele. Mimo wszystko odnajduje w sobie dobro i chęć do stania się lepszą. 
Ale nie tylko ona jest wspaniale wykreowaną postacią, autorka doskonale zarysowała też Adama(w którym jest zakochana na zabój), Warnera, Kenjego oraz małego, rozgadanego Jamesa. 

Czwartym argumentem jest wątek miłosny. Jedna z najlepszych par, jak Romeo i Julia, Rose i Jack, Tonks i Lupin. Budowanie uczucia między nimi wyszło autorce doskonale. 


Brakuje mi słów, żeby opisać moje uczucia do tej książki. To po prostu arcydzieło! Ocieka wręcz uczuciami bohaterki. Musicie, po prostu musicie przeczytać tą książkę. Jestem gotowa napaść na wydawnictwo i ukraść cały nakład, a potem wcisnąć jedną każdemu do rąk. Już nie mogę się doczekać przeczytania drugiej części - „Sekretu Julii”. Mam nadzieję znaleźć tam odpowiedzi na moje pytania(chciałabym dowiedzieć się więcej o owym ptaku, a także poznać dzieciństwo mojej imienniczki). 



„Spędzałam życie wsunięta między kartki książek. Z braku bliskości z ludźmi budowałam więzi z papierowymi postaciami. Przeżyłam miłość i stratę z powieści historycznych, doświadczyłam dojrzewania przez analogię. Mój świat jest utkaną ze słów pajęczyną, splatającą kończyny, kości i ścięgna, myśli i obrazy. Jestem istotą złożoną z liter, postacią stworzoną przez zdania, wytworem wyobraźni, fikcją.

Genialny trailer "Dotyku Julii" -
zobaczcie koniecznie.

 Fantastyczny, oszałamiający filmik o książce. 

Loony.

niedziela, 11 sierpnia 2013

016. HARRY POTTER





H A R R Y   P O T T E R   -   J . K . R O W L I N G








W tej recenzji nie będzie niepotrzebnych wstępów. 
Bo i po co? Chyba nie muszę pisać, kim był Harry Potter. Każdy z nas go zna, jeśli nie z książek to z ich(nie najlepszych zresztą) ekranizacji.
Nie będzie to do końca recenzja, więcej powiem o tym, co ta saga zmieniła w moim życiu, dlaczego warto Harry'ego przeczytać etc.
Może się skusicie? 






„Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, 
że jesteś MUGOLEM!”

Fabuła jest po prostu magiczna. Którą cześć jest moją ulubioną? Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Każda ma w sobie coś wyjątkowego i każda na swój sposób jest najlepsza. Naprawdę trzeba mieć w sobie wiele złej woli, żeby dostrzec w nich same zło i brak dobrego przesłania. Tak to jest, gdy ocenia się książkę po okładce. A najbardziej śmieszne jest to, że najwięcej do powiedzenia na ten temat mają osoby, które nie przeczytały książki. Boki zrywać, naprawdę!




„Co ma być to będzie, 
a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.”


„Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią...”



Postacie pani Rowling są naprawdę wspaniałe!
Zacznijmy od głównych postaci. Harry – odważny, wielbię go, mimo jego wad. W dzieciństwie mieszkał u
Dursleyów, którzy wychowali go jak wychowali, wierzę, że gdyby jego rodzice żyli i codziennie przez całe dzieciństwo dzielili się z nim miłością byłby całkiem inny. Czasami jego zachowanie mnie irytowało, ale czy my jesteśmy lepsi? Nie trzeba być idealnym, żeby ocalić świat :) W życiu trzeba być silnym i wytrwałym, pokonać przeciwności losy i myśleć o najbliższych. 
Hermiona – przecudowna postać, wspaniały wzór do naśladowania, która nauczyła nas, że nauka jest w życiu ważna. Ta mugolska także. Uwielbiałam ją od początku do końca. Myślę, że jestem do niej bardzo podobna. Mam podobny styl życia i spojrzenie na świat.
Skoro już jesteśmy na złotej trójce to wspomnę o moim ukochanym Ronie. Zazdroszczę Harry'emu takiego przyjaciela, a Hermionie takiego męża. Nauczył mnie, że bez pieniędzy też można żyć, a najważniejsze jest to, co mamy w środku.
Uwielbiam postacie drugoplanowe. Jest ich wiele, ale wspomnę tutaj tylko o paru.
Luna, ach Luna! Jej po prostu nie można nie wielbić. Uwielbiam ją po prostu za wszystko! Za jej inność, bycie sobą, styl życia. Szkoda, że było jej tak mało w książce. Mimo, że Pomyluna jest przeciwieństwem Małej-Miss-Pytań-O-Wszystko, to myślę, że do niej też jestem podobna. Właściwie jestem wykapaną Pomyluną. Podobnie jak ona jestem bardzo... nienormalna? Czytam i piszę do góry nogami, wierzę w rzeczy, w które inni nie wierzą, jestem rąbnięta, ale pozytywnie. Coś co nas różni, to zapewne to, że Luna zawsze potrafi być sobą, nie musi nikogo udawać i nie przejmuje się tym, co mówią o niej inni.
Skoro już jesteśmy na podobieństwach to wypadało by wspomnieć o Neville'u, Tonks i Dumbledorze. Dlaczego? Może zacznę od odważnego Gryfona i Puchonki, której też nie można zarzucić tchórzostwa, obaj z skłonnością do wpadania w tarapaty. Te dwie postacie nauczyło mnie, że nie trzeba być kimś mądrym i lubianym, żeby być kimś wielkim.
Na koniec wspomnę o Dumbledorze, który skradł mi serce. W tym człowieku było tyle dobroci i miłości, że to aż łapie za serce. Wielbię tego poczciwego staruszka, który widzi w innych tylko dobre strony i uważa, że każdy zasługuje na drugą szansę. I to właśnie podobieństwo między nami. Ludzie robią złe rzeczy i rozpacz prowadzi w mroczniejsze miejsca, niż mozna to sobie wyobrazić. A przecież te złe rzeczy należy im wybaczać, bo każdy z nas jest tylko człowiekiem.
Gdybym miała napisać coś o każdym, kto zmienił coś w moim życiu to pewnie dzisiaj bym nie skończyła. Z pewnością na uwagę zasłużyli jeszcze Hagrid, Zgredek, Molly i Artur, Bliźniacy, Lupin, Syriusz, Lily, James, Cedrik, McGonagall, Fleur i Bill.


„Wszyscy mamy w sobie tyle samo dobra co zła. Tylko od nas zależy, jaką drogą pójdziemy. Taka jest nasza natura.”

Moja historia z Harrym Potterem zaczęła się w wieku 7 lat. Wtedy z tatą i bratem obejrzałam "Komnatę". Później w wakacje z bratem i przyjaciółm
i z podwórka codziennie oglądaliśmy jakąś część(wtedy były tylko cztery), a po seansie przebieraliśmy się w czarodziei i bawiliśmy się w "Harry'ego Pottera" ratując całą wieś przed Voldemortem. Niestety, dopiero po obejrzeniu 874632 razy filmów przeczytałam książki. To jeden z największych błędów mojego życia. 

Jestem specyficznym Potterheadsem, bo nie mam żadnych gadżetów potterowskich, a nawet żadnej książki. Na półce stoją tylko Baśnie Barda Beedle'a, Quidditch przez wieki, a na drzwiach wisi wielki plakat Złotej Trójki. Jednak zawsze mam w domu jakąś część wypożyczoną z biblioteki. 

Do jakiego dormitorium przeniosła Was Rowling? Do Gryffindoru, Slytherinu, Hufflepuffu czy Ravenclawu?
Ja na początku, gdy byłam młodsza, czułam się Gryfonką, choć pewnie tylko dlatego, że był tam Złota Trójka. Potem dojrzałam i uznałam, że wcale nie pasuję do domu odważnego Godryka Gryffindora. Pasuję do Ravenclawu lub Hufflepuffu, sama nie wiem do którego bardziej. 


Dzięki "Harry'emu Potterowi nauczyłam się bardzo dużo, uwierzyłam w siebie i w to, że marzenia się spełniają. Mimo, że nie lubię Snape to uważam, że to, co czuł do Lily było urocze. „Marzę, żeby ktoś pokochał mnie tak, jak Snape pokochał Lily” - bardzo często widzę te słowa. Wiecie co? Ja się z tego wyłamałam. Marzę, żeby znaleźć osobę, którą mogłabym pokochać tak(lub jeszcze bardziej) Snape Lily. Prawdziwa miłość istnieje i trwa całe życie! Zrozumiałam, że każda śmierć jest potrzebna. Tak, to smutne, ale tak jest. Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć, dlaczego te cudowne postacie umarły, to według mnie po prostu nie dorósł, by czytać książki. 




Poza tym poznałam cudownych Potterheadsów, którzy są moimi najlepszymi przyjaciółmi. To, że dzielą nas setki kilometrów nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Przecież liczy się uczucie, a nie kilometry :)





 A jaka była Wasza historią z Harrym Potterem? Jak długo jesteście Potterheads? Czego Was nauczyła saga? Do jakiego dormitorium przeniosła Was Rowling?

Loony.

„Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić.”


zapraszam do polubienia FANPAGE.



niedziela, 14 kwietnia 2013

008. GONE. ZNIKNĘLI. FAZA PIERWSZA - NIEPOKÓJ.



Tytuł: Gone. Zniknęli. Faza pierwsza - niepokój.
Autor:  Michael Grant
Ilość stron: 530
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 9/10




Wyobrażaliście sobie kiedyś, co by się stało, gdyby w jednej chwili zniknęli wszyscy dorośli – rodzice, nauczyciele, lekarze, policjanci? Jak wyglądałby świat, na którym żyją tylko osoby, które nie skończyły jeszcze piętnastu lat? Myśląc o tym, uważamy, że to śmieszne i nierealne. Dzieciakom z Perdido Beach nawet nie przeszło to przez głowę. Jednak w jeden dzień ich życie wywróciło się o 180 stopni. Właście w takich okolicznościach poznajemy bohaterów książki „Gone” Michaela Granta.

10 listopada, godzina 10:18. W jednej chwili znikają wszyscy, którzy nie ukończyli jeszcze piętnastu lat. Nie działa telewizja, nie ma Internetu, milkną telefony. Wszyscy są przerażani. Nikt nie wie, co się stało. Zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy... Okazuję się, że miasteczko zostało otoczone murem, którego nie da się w żaden sposób zniszczyć. Na dodatek niektóre dzieci zostają obdarzone paranormalnymi mocami i pojawiają się zmutowane zwierzęta.

Wielkie owacje dla autora! Stworzenie tylu różnorodnych postaci to nie lada wyzwanie. Michael Grant poradził sobie z tym znakomicie. Każdy z bohaterów jest inny. Każdy ma inną osobowość, tok myślenia czy styl mówienia. Niektóre pokochałam od pierwszych stron, inne mnie irytowały, kilka osób budziło we mnie odrazę, niektórych nie umiałam zrozumieć. W pierwszej części zdecydowanie moim ulubionym bohaterem był Sam. Moją sympatię wzbudziła też Astrid, Brianna i Edilio. Większość postaci polubiłam, lecz jest też grupka osób, które znienawidziłam – Drake'a, Caina, Dianę... Bardzo ucieszyło mnie, że każdy bohater ma dwie strony – czarną i jasną. W każdym przeważa jedna część, ale żadnej nie brakuje plamek w przeciwnym kolorze.

Podczas czytania nie nudziłam się ani przez sekundę, akcja trwa od początku do końca. Stworzony przez pana Michaela świat jest bardzo nieprzewidywalny i przerażający. Książka ma wartką akcję, gdzie jedno wydarzenie goni kolejne. Trzyma w napięciu aż do ostatniego zdania. Budowanie napięcia wychodzi mu znakomicie. Autor na piątkę wplótł w całość problemy dzisiejszych nastolatków – nieodwzajemnioną miłość, bulimię, dramatyczną przeszłość, przyjaźń, która zostaje wystawiona na próbę, ale także odpowiedzialność i gotowość do poświęcenia. 

Jest to zdecydowanie jedna z moich ulubionych książek. Bardzo długo na nią polowałam, aż w końcu zdobyłam i muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Nie spodziewałam się czegoś tak fantastycznego. „Gone”to jak najbardziej książka z przesłaniem, z której możemy się dużo nauczyć. Jest warta uwagi, nie jest to kolejny kiczowaty „bestseller”.




Loony.

sobota, 30 marca 2013

003. IGRZYSKA ŚMIERCI



Tytuł: Igrzyska śmierci
Autor: Suzanne Collins
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 10/10



Mimo, że zniechęciły mnie opinie typu „fajniejsze nawet od Zmierzchu” „Igrzyska śmierci” to książka do której wrócę nieraz. Przeczytałam ją jednym tchem. Ostatnim razem wciągnęły mnie tak przygody Harry'ego Pottera.

Panem – stolica Kapitol okrążona dwunastoma dystryktami, które w przeszłości się zbuntowały. Od tego momentu co roku odbywają się Głodowe Igrzyska. Z każdego dystryktu, podczas Dożynek, losuje się dwie osoby – chłopaka  i dziewczynę. Dwudziestu czterech trybutów bierze udział w Igrzyskach, gdzie walczą na śmierć i życie. Może wygrać tylko jedna osoba. Wszystko jest transmitowane na żywo przez telewizję.

Książka napisana świetnym stylem. Czyta się szybko i przyjemnie. „Igrzyska śmierci” wciągają od pierwszych stron i trzymają w napięciu do ostatniego zdania. Genialna narracja pierwszoosobowa. Wszystkie jest takie... realne. Momentami miałam obawy, że może się to stać naprawdę.

Bohaterów książki nie da się nie pokochać. Kattnis dostało ode mnie już na wstępie sto punktów, za to, że po śmierci ojca stała się głową rodziny, którą musi wyżywić. Myśli najpierw o mamie i siostrze, potem dopiero o sobie. Po za tym pokochałam też uroczą i dzielną Rue, któa później wycisnęła z mnie miliony litrów łez.

Ksiażka jest całkiem inna od innych – główna boharka nie odkryła nagle swojej mocy, nie ma też tutaj(dzięki Bogu!) żadnego cukierkowego romansu. Te dwie rzeczy pogłębiły moją miłość do książki!

Końcówka zachęca do kolejnego tomu, który jest tak samo wspaniały. Nie ma zakończenia „żyli długo i szczęśliwie”. Walka dopiero się zacznie...

Książka jest bardzo mądra. Oprócz wartości, które niosą postacie, poruszony jest bardzo ważny problem, z którym od zawsze zmaga się ludzkość – GŁÓD.  Można powiedzieć, że głód, to stary przyjaciel Kattnis.  Dla niej Głodowe Igrzyska trwają właściwie od zawsze.

Jest to jedna z moich ulubionych książek. Przerażająca, mądra, wciągająca, fantastyczna – wiele jest przymiotników opisujących „Igrzyska śmierci”. Nauczyła mnie wiele, za pewne jest to jedna z tych książek, których nie można przeczytać jeden raz. Będę sobie ją „odświeżać” w nieskończoność. Warto poświęcić czas na tą książkę, polecam każdemu! :)



Loony.