Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lutego 2014

054. BÓG NIGDY NIE MRUGA



Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu
Autor: Regina Brett
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Insignis
Kategoria: poradnik

„Nieważne, co ci się przytrafia, ważne,jak to wykorzystasz.Życie przypomina grę w pokera.Nie masz wpływu na to, jakie dostaniesz karty- ale tylko od Ciebie zależy, jak rozegrasz partię.”




Mieliście(lub może macie) takie wrażenie, że podczas Waszych narodzin Bóg mrugnął? Myśleliście, że je przegapił i nigdy nie dowiedział się, że przyszedłeś na świat? Nic z tych rzeczy! Bóg nigdy nie mruga! To, że spotkało Cię wiele przykrości, wcale nie oznacza, że Bóg o Tobie zapomniał. Bo życie jest nie sprawiedliwe, ale i tak jest dobre. Naprawdę! Nie wierzysz? Weź czystą kartkę papieru i z jednej strony wypisz przykrości, które Cię spotkały w ostatnim miesiącu, roku albo życiu. Następnie odwróć kartkę i zapisz piękne chwile oraz wszystkie dobrze rzeczy, z tego samego okresu czasu. Która lista jest dłuższa? Jeśli ta druga, to ta książka jest dla Ciebie. A jeżeli uważasz, że w życiu nic dobrego Cię nie spotkało i nie spotka, to sięgnij po nią jak najprędzej! 

Książka Bóg nigdy nie mruga jest zbiorem pięćdziesięciu felietonów, w których znajdziemy pięćdziesiąt rad
na trudniejsze chwile życiu. I nie tylko. Na każde chwile. Ta książka jest owocem wszystkich cierpień autorki, której życie nie szczędziło. I to jest wspaniałym przykładem, że wszystkie cierpienia są po coś. Autorka przeżyła wiele trudnych chwil, ale dzięki temu mamy tę niesamowitą książkę! 

„To wybór,a nie przypadek, decyduje o twoim przeznaczeniu. Sam musisz zdecydować, ile jesteś wart, jaką odgrywasz rolę w świecie i w jaki sposób nadajesz mu sens. Nikt inny nie dysponuje tym,
co ty - twoim zestawem talentów, pomysłów, zainteresowań. Jesteś oryginalnym egzemplarzem. Arcydziełem.”
Książka jest dla każdego. Nie bójcie się słowa "Bóg" w tytule. Owszem, znajdziemy w książce kilka odniesień do religii, wiary czy modlitwy, jednak są one uniwersalne. Felietony zwracają uwagę na to, co w życiu najważniejsze. Zawierają wiele genialnych myśli i świetnych rad. Niektóre już przepisałam i powiesiłam na szafie. Przeczytajcie, bez względu na wyznanie! Z tej książki każdy może wynieść coś dla siebie. Nie trzeba się też bać tych "50 lekcji". Spokojnie, nie ma kartkówek ani ocen. 

Niektóre rzeczy, o których wspomina Autorka, są oczywiste, ale to właśnie jest piękne. Banały są zdecydowanie najlepsze, a tak często o nich zapominamy. Książkę przeczytałam w idealnym momencie. Gdyby nie ona, nie przetrwałabym tego tygodnia. Dzięki niej powoli godzę się z przeszłością i coraz rzadziej psuje mi teraźniejszość. Teraz już nie boję się rozgniewać na Boga - wiem, że on to wytrzyma. Bałam się, że nie dam rady przetrwać tego tygodnia, że nie udźwignę tego wszystkiego. Ale się udało. Bo Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć. 320 stron wspaniałości! Bóg nigdy nie mruga działa jak ten spadochron z okładki. W życiu nietrudno o upadek - mniejszy lub większy. A książka pozwala powoli, z góry spojrzeć na własne życie i sprawić, by także inni patrzyli na nas jak na kogoś wyjątkowego. A wszystkiemu przypatruje się wielki Bóg, który nigdy, przenigdy nie mruga. 

„Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć. Niektórzy z nas potrafią znieść więcej, inni mniej. Nawet jeśli dostaniemy do dźwigania część nieba, nie będzie to ciężar. Będzie to dar."

Jaka była moja pierwsza myśl po zakończeniu książki? ŻYCIE JEST DOBRE. PIĘKNE. WSPANIAŁE. CUDOWNE. NIESAMOWITE. Tak, również niesprawiedliwe i nieidealne. Dzięki tej książki uśmiech nie chce mi zejść z twarzy. Uśmiecham się do książki, monitora, podręcznika, kubka, poduszki... 


Książka jest na swój sposób magiczna. Wyzwoliła ona we mnie tęsknotę do bycia lepszym człowiekiem. Ona mnie zmieniła. Dotknęła mojej duszy, ale jej nie rozbiła, jak Baśniarz, Moja siostra mieszka na kominku czy Gwiazd naszych wina. Te trzy wspaniałości złapały mnie za duszę i rozbiły na miliony kawałków. A książka Reginy Brett poskładała ją na nowo, naprawiła powoli to, co chwiało się i dygotało.

Autorka nie próbuje nam pokazać jaka to jest mądra i wspaniała, choć, notabene, owszem taka jest. Pokazuje, że ona także w przeszłości popełniała błędy. Podczas czytania otworzyło mi się w duszy nowe oko i spojrzało na świat pod zupełnie innym kątem...

„Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie.”

MOJA OCENA: 10/10





sobota, 21 grudnia 2013

044. GWIAZD NASZYCH WINA







Tytuł: Gwiazd naszych wina
Autor: John Green
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las
Kategoria: literatura młodzieżowa

Hazel ma szesnaście lat i jest śmiertelnie chora na raka. Dzięki cudownej terapii na tym świecie będzie kilka lat dłużej. Jest uzależniona od aparatu tlenowego, a także od oglądania America’s Next Top Model. Nie wie, ile czasu jej zostało, więc cieszy się życiem, nałogowo czytając książki. Uczęszcza na spotkania grupy wsparcia, gdzie poznaje Augustusa Watersa. To spotkanie całkowicie odmienia życie ich obojga.


Siedzę i zastanawiam się, co napisać o tej wspaniałej, zachwycającej, poruszającej, cudownej, genialnej, niesamowitej, pięknej, wzruszającej, fantastycznej, odlotowej, świetnej, anielskiej, urzekającej, kapitalnej, wybitnej, wyśmienitej, rewelacyjnej, niezwykłej, boskiej, fenomenalnej, mistrzowskiej, znakomitej, perfekcyjnej i zapierającej dech w piersiach książce. Właśnie w tym momencie poczułam, że te trzydzieści dwie litery alfabetu to za mało. Od jakiegoś czasu zabieram się za pisanie tej recenzji, ale czuję, nie będę mogła ułożyć żadnego sensownego zdania, boję się, że braknie mi słów. Książka wywołała we mnie wielkie obrażenia w duszy i w sercu. Nie są one jednak złe. Naprawdę, te obrażenia są piękne i cudowne, koją moją duszę i serce.


Książkę czytałam na przerwach i lekcjach w szkole. Każdy kto mnie zna, może powiedzieć, że chodzę z głową w chmurach. Ale tym razem nie jest to do końca prawda. Podczas czytania nie chodziłam z głową w chmurach, ale po prostu z nogami w chmurach. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak oderwałam się od rzeczywistości. Przez tę książkę nie mogłam się skupić, nie chciałam spać, płakałam, myślałam nad nią, próbowałam przewidywać. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło, zachwyciło, okazało się niezrównane.

„-Nie zabijają, dopóki ich nie zapalisz - powiedział, kiedy samochód zatrzymał się przy nas. - A ja nigdy żadnego nie zapaliłem. Widzisz, to metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał.”



Teraz wypadałoby wspomnieć coś o postaciach, które są niesamowicie realne i cudownie wykreowane. Piękne jest to, że każda postać jest inna, ma inny system wartości, charakter, spojrzenie na świat, w inny sposób zachowuje się w różnych sytuacjach. Szczególnie w dwójce głównych bohaterów zakochałam się po uszy. Od pierwszych stron marzyłam tylko o tym, żeby ich wyściskać i złapać za rękę. Przez 312 stron przypatrywałam się Hazel. Patrzałam jak los wykuwa jej duszę, która wyszła naprawdę piękna. Hazel oraz Gusa i Isaaca nie da się nie polubić.

„Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.”

John Green jest moim mistrzem. Kocham każde zdanie, każde słowo, każdą literkę, każdą kropkę, każdy przecinek, po prostu w s z y s t k o, co stworzył. Styl pisania Zielonego jest jedyny i niepowtarzalny, a do tego niesamowicie prawdziwy i zabawny. Dzięki jego powieści wzięłam udział w niesamowitej podróży, który z jednej strony się zakończyła, a z drugiej już na zawsze pozostanie w moim sercu. John Green zmusił mnie do spojrzenia z innej perspektywy na temat śmierci i zastanowienia się nad sensem życia. I dziękuję za ostatnie słowo w tej książce.

Podczas czytania wiele razy śmiałam się i płakałam jednocześnie, wywołała u mnie całkowitą uczuciową bombę, która nieraz wybuchnęła. Miałam wrażenia, że literki spływają mi kącikami ust. Piękny kawałek dobrej literatury. I nie jest to książka o raku, ponieważ książka o raku to lipa... Jest to wspaniała opowieść o miłości. Moim skromnym zdaniem Green nie powiedział nam wszystkiego. Autor tylko łagodnie naciął skórkę, a do wnętrza ukrywającego pestkę czytelnik musi dotrzeć sam, przedzierając się przez miąższ własnych myśli...

„Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemalże zdradą.”

MOJA OCENA: poza skalą




niedziela, 10 listopada 2013

037. DROGA DO ZIELONEGO WZGÓRZA.








Tytuł: Droga do Zielonego Wzgórza
Autor: Budge Wilson
Ilość stron: 450
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kategoria: literatura młodzieżowa








Miałam sześć lat, gdy poznałam Anię Shirley - drobną, rudą i piegowatą dziewczynkę, której po prostu nie da się nie pokochać. Piękność nie jest, ale to nieważne. Jej wnętrze zachwyca i to właśnie się liczy. Anina buzia nigdy się nie zamyka. Ta dziewczynka jest lekarstwem na prawie wszystkie smutki, razem z swoją wyobraźnią, która potrafi płatać figle i czynić cuda.

Budge Wilson spełniła mojej marzenie. Zanim jeszcze poszłam do szkoły Anię z Zielonego Wzgórza znałam na pamięć. Uważałam Anię za  b r a t n i ą  d u s z ę. Historia dziewczynki zaczynała się na stacji benzynowej, a ja zawsze chciałam dowiedzieć się, co było wcześniej. Często, tak ja Ania, bujałam w obłokach. Nieraz zdarzyło mi się wymyślać historie o tym, co robiła zanim trafiła na Zielone Wzgórze. Bardzo chciałam przeczytać o tym książkę i cztery lata temu Droga do Zielonego Wzgórza trafiła w moje ręce. Przeczytałam ją wtedy jednym tchem, a potem o niej zapomniałam. Dzięki Karolce po raz drugi trafiłam do tego magicznego świata. Kiedy wzięłam ją z półki mojej mamy drżałam z emocji i oczekiwania, by na nowo pogrążyć się w cudownym świecie Ani Shirley.

Droga Ani do Zielonego Wzgórza wcale nie była przyjemna, prosta ani beztroska. Gdy miała trzy miesiące jej mama zmarła na suchoty, a tata dołączył do niej kilka dni później. Z wszystkim nieszczęść Ani to było najgorsze. Później wcale nie było łatwo. Wprawdzie nie trafiła do przytułku, bo przygarnęła ją pani Thomas wraz ze swoim mężem pijakiem. Wszędzie, gdzie się znalazła pracowała ponad siły to zachowała swój optymizm i pogodę ducha. Życie dało Ani w kość lecz mimo to jej serce było pełne miłości do świata.

Budge Wilson spisała się na medal. Pisze naprawdę wspaniale, nie można się oderwać od lektury, mimo że zna się zakończenie. Ania jest taka prawdziwa, nie odbiega od "oryginału". Ujął mnie ten niesamowity klimat powieści. Opowieść jest przede wszystkim wzruszająca, gdyż  życie często raniło Anię. Nieraz na mojej twarzy gościł wielki banan, a często śmiałam się przez łzy. Niektóre fragmenty a b s o l u t n i e mnie rozbrajały. Wielki plus za to, że pani Wilson nie próbuję kopiować stylu Montgomery. Wyłapałam kilka nieznacznych błędów, ale myślę, że to nie ma wielkiego znaczenia.

Ania Shirley jest prawdziwym skarbem. Ten inteligenty i przesympatyczny rudzielec jest receptą na prawie każde smutki. Ania mogłaby być autorytetem dla wielu ludzi, którzy nie potrafią docenić tego, co posiadają. Jestem pewna, że ta perełka z wybujałą wyobraźnią wywołałaby uśmiech nawet u największego nieszczęśnika.

Historie o Ani pani Burge i pani Montgomery są wyjątkowe i niepowtarzalne. Dzięki temu pełnego radości rudzielcowi każdy z nas dostaje ogromny zastrzyk optymizmu oraz gwarancję wzruszeń i chwil wesołości z książką w ręku. Jestem oczarowana i zachwycona tą książką. Opanowała mnie jej magia. Po prostu ją  p o k o c h a ł a m.

MOJA OCENA: 10/10




wtorek, 22 października 2013

033. OSTATNIA PIOSENKA


Tytuł: Ostatnia piosenka
Autor:  Nicholas Sparks
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Albatros
Kategoria: literatura piękna


„Życie, uświadomił sobie, bardzo przypomina piosenkę. Na początku jest tajemnica, na końcu - potwierdzenie, ale to w środku kryją się wszystkie emocje, dla których cała sprawa staje się warta zachodu.”


Ronnie to zbuntowana nastolatka, która mieszka razem z bratem i mamą w Nowym Jorku. Kilka lat wcześniej jej ojciec porzucił karierę pianisty i wyjechał do niewielkiej nadmorskiej miejscowości. Od tego momentu Ronnie nie chce mieć z nim nic wspólnego. W dzieciństwie wiele czasu spędzała z ojcem przy pianinie - grając i komponując razem utwory. Po jego odejściu obiecuje sobie, że mimo swojego ogromnego talentu już nigdy nie zagra na pianinie. Pewnego dnia matka nieoczekiwanie wysyła rodzeństwo na wakacje do Karoliny Północnej. Ronnie się załamuje, gdyż wszystko wskazuje na to, że będzie to najgorsze lato w jej życiu...

Początkowo jej obawy się sprawdzają. Już pierwszego dnia Ronnie narobiła niezłego bigosu. Po chłodnym przywitaniu z ojcem wychodzi na plażę, gdzie oblewa się lemoniadą, a na koniec zostaje przyprowadzona do domu przez policję. Dziewczyna szybko rozumie, że los lubi płatać figle. Czy te najgorsze miesiące jej życia zamienią się na najpiękniejsze?

„Ludzie tak łatwo nie zmieniają upodobań. Lubią, co lubili, nawet jeśli nie rozumieją dlaczego.” 


Mimo, że Ostatnia piosenka jest przede wszystkim romansem to zawiera wiele wątków. Miłość znajdziemy
tu pod wieloma postaciami - pierwsza miłość, miłość siostry i brata, do Boga, do świata przyrody czy do muzyki, ale chyba najważniejsza jest tu ta miłość do dzieci i ojca. Wątek nienawiści - jest. Pasja, talent, coś romantycznego, a nawet sport. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Postacie są świetnie wykreowane i bardzo rzeczywiste. Każda z nich wywoływała u mnie emocje - pozytywne lub negatywne. Przede wszystkim polubiłam Ronnie. Buntowała się przeciw światu, lecz mimo to zachowała w sobie wrażliwość i dobroć. Została przedstawiona jako dziewczyna z wadami, czyli czymś bez czego nie istniałby nikt z nas. Ronnie popełniła masę błędów i stara się je naprawić. Uważam, że właśnie to jest w niej najlepsze. Bardzo polubiłam też przeuroczego Willa. Przede wszystkim za to, że miał odwagę być tym, kim chciał, bez względu na to, czego oczekiwali od niego rodzice. Stave - ojciec kochający aż do bólu. Jonah - kochany i wspaniały dzieciak.

„Zawsze powinno się postępować właściwie, nawet jeśli to trudne” 

Tą książkę czytałam w zeszłym roku. Sama nie wiem, dlaczego dzisiaj wybrałam właśnie ją do zrecenzowania. Jakoś ręce same napisały tytuł tego posta...
Podczas przygody z tą lekturą nie miałam czasu. Czytałam, więc ją w szkole, głównie na lekcjach
wf-u(musiałam wtedy wymyślać wymówki do niećwiczenia :P). Pamiętam, jakby to było wczoraj, sytuację, kiedy siedziałam na ławce na sali gimnastycznej zagłębiona w lekturze, powstrzymywałam się od płaczu. Do końca zostało mi jakieś sto stron i wtedy przeczytałam zdanie "Cześć, tato. Wiedziałam, że przyjdziesz"(mam nadzieję, że nic nie przekręciłam). Wtedy coś we mnie pękło i po prostu nie wiedziałam co zrobić. Poczułam łzy w oczach, odłożyłam książkę i wyszłam do toalety, gdzie siedziałam podejrzanie długo. Potem, już po skończeniu czytania, płakałam w nocy, aż mama przyszła zapytać, co się dzieje. Oczywiście, nie wierzyła, że to ta książka mnie wzruszyła...

Sparks ma prawdziwy talent. Na razie miałam okazję przeczytać tylko cztery powieści tego autora i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze wiele więcej. Język jest łatwy i artystyczny. Dialogi, podobnie jak uczucie pojawiające się stopniowo uczucie między Ronnie i Willem, są bardzo prawdziwe. Całość czyta się lekko i przyjemnie, z wypiekami na policzkach, ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy. Sparks ma niesamowity dar do pisania tak niezwykle realistycznych, pełnych uczuć powieści.

„Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić.”

To opowieść o miłości, stracie bliskiej osoby i drugich szansach. To piękna historia o miłości, którą chyba każdy chciałby przeżyć. Pokazuje bardzo ważną wartość, coraz rzadziej spotyka w XXI, czyli miłość do rodzica.

Ostatnia piosenka mnie oczarowała, poruszyła, wzruszyła, zachwyciła, urzekła, zachęciła do rozwijania pasji, wiele nauczyła i zmieniła mój światopogląd. A to wszystko schowane na czterystu czterdziestu ośmiu stronach. Ostatnie sto stron to wielkie mistrzostwo. Zakończenie tej powieści jest zdecydowanie jednym z najlepszych zakończeń ever.

Serdecznie polecam książkę każdemu, niezależnie od wieku, płci i doświadczeń. Nie patrzcie na okładkę - środek jest o wiele piękniejszy. Ostatnia piosenka to wspaniała książka i jestem pewna, że jeszcze nie raz po nią sięgnę.

„Jesteś taka jak myślałem. Od pierwszej chwili gdy się poznaliśmy. I nie możesz już bardziej do mnie pasować.”

MOJA OCENA: 10/10

Kto będzie na Targach Książki w Krakowie?
Jednak będę, tyle wygrać!





niedziela, 29 września 2013

029. W PIERŚCIENIU OGNIA





Tytuł: Igrzyska śmierci #2. W pierścieniu ognia.
Autor: Suzanne Collins
Tytuł oryginalny: Catching Fire
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Media Rodzina


„Szkoda, że nie możemy zatrzymać tej chwili, tu i teraz, żeby żyć w niej na zawsze.” 






Panie i Panowie, Ladies and Gentlemen już niedługo, bo za 53 dni wielka premiera W pierścieniu ognia! Postanowiłam zebrać się i napisać recenzję tej książki. Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać raz jeszcze przed obejrzeniem filmu. 

Kończąc czytać pierwszy tom zastanawiałam się, co takiego może być w następnym... Bo przecież Katniss już nie weźmie udziału w Głodowych Igrzyskach, w końcu już je wygrała. Susanne Collins pozytywnie mnie zaskoczyła. Katniss, która ośmieliła się(tylko na chwilkę) przeciwstawić władzy będzie musiała zmierzyć się ponownie ze swoim największym koszmarem. Nie ma ucieczki przez rządem. Dziewczyno, która Igra z Ogniem - czas na Ćwierćwiecze Poskromienia. Katniss, Petta – niech los wam zawsze sprzyja!

„Katniss Everdeen, dziewczyna, która igra z ogniem, wznieciła iskrę, a ta, nie ugaszona w porę, podpali całe Panem.”

Zacznę od bohaterów... Mam tutaj sporo swoich ulubieńców. Zdecydowanie najbardziej uwielbiam Katniss,
chociaż czasami za bardzo się użalała lub troszkę mnie irytowała. Ale ja oczywiście jej to wybaczam, bo życie jej przecież nie oszczędzało. Mimo wszystko bardzo ją podziwiam – jest odważna i gotowa walczyć z przeciwnościami losu. Podoba mi się, że jako narratorka, nie kryje swoich wad. Nie uważa, że jest super idealna i najlepsza ze wszystkich - wielki plus!
Dla Katniss, która naraziła się władzy i jest na celowniku, przeszkodą są jej własne uczucia. Trudno jej nawiązać szczerą przyjaźń, a jeszcze trudniej kochać. Najpierw śmierć ojca, głód, bieda, a później Głodowe Igrzyska zmieniły dziewczynę. Tylko czy na lepsze czy na gorsze?

O Katniss już napisałam, ale są przecież jeszcze inni! Cinna, oczywiście. Niby postać drugoplanowa, a tyle wnosi do powieści. Dziękuję Pani Collins za stworzenie tej postaci! Najbardziej w tej części pokazałam Finnicka(mojego kolejnego męża!). I są też Petta i Gale. Tworzy się trójkącik, zaczyna się „kocha nie kocha”. Autorka roztopiła moje(i pewnie innych czytelniczek też) serce jak masło. Ten miłosny tragizm porusza i wyciska łzy. Żaden z nich nie zasługuje na odtrącenie - ani Gale, którego wprost uwielbiam po prostu za to, że jest mężczyzną z charakterem, ani też Petta, który też skradł moje serce, lecz w tej części troszkę mniej niż jego rywal. Jest pełen ciepła, zrozumie, a nawet tort upiecze. Złamane serce wcale nie będzie tutaj najgorsze. Stawka jest dużo wyższa – chodzi przede wszystkim o życie.

Autorka stworzyła ukrytą parodię na wszelakie media. Nie dotyczy tylko tych wszystkich reality show, ale całości. Tutaj możemy się przez chwilę zastanowić na co tępo się gapimy patrząc w ekran telewizora. Parodia nie jest ani trochę wyolbrzymiona.

,,[...] jesteśmy uosobieniem nadziei w świecie, w którym jej brak.”

Jeśli nie przeczytaliście jeszcze pierwszej książki – zróbcie to koniecznie! Jestem gotowa wcisnąć go Wam siłą. Jeśli chodzi o moje ulubione książki, to mogę nawet zrobić napad na księgarnię i wręczyć każdemu po sztuce. Obok niektórych książek po prostu nie da się przejść obojętnie. Książka jest naprawdę cudowna, z jednej strony najlepsza z całej trylogii. Każda cześć ma w sobie coś wyjątkowego i jest najlepsza na swój sposób. Polecam cieplutko!

MOJA OCENA: 10/10


Pozostało nam czekać jeszcze te 53 dni do premiery filmu... 


Igrzyska śmierciW pierścieniu ognia ♥ Kosogłos 







piątek, 13 września 2013

025. MIASTO POPIOŁÓW

Tytuł: Dary Anioła #2. Miasto popiołów.
Autorka: Cassandra Clare
Tytuł oryginalny: City of Ashes
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: MAG
Kategoria: fantastyka
Data wydania: 21 października 2009r.
Cena z okładki: 35 zł
Moja ocena: 8/10


„Ale właśnie o to chodzi. Kiedy kochasz nie masz wyboru.”

Po wydarzaniach mających miejsce w pierwszym tomie Clary stara się wrócić do normalności. Nie jest to proste, gdy jej mama leży w szpitalu w śpiączce, a Simon zachowuje się jakby byli parą.
Ze wszystkich sił stara się zapomnieć o ukochanym, niestety, bez skutków. Ich miłość jest zakazana, śmiertelnie grzeszna.

W tym samym czasie Jace wpada w tarapaty. Gdy Lighwoodowie dowiadują się, jest synem Valentine, wyrzucają go z Instytutu. Jest podejrzany o bycie szpiegiem Valentine'a. Przetrzymuje go pełna nienawiści Inkwizytorka. Na domiar złego w okolicy przestaje być bezpiecznie... Najpierw znaleziono martwą faerię. A potem jeszcze pod barem zabito młodego wilkołaka. Co trzeba zrobić? Wszystko by powstrzymać Valentine'a.

„Skoro nie możesz powiedzieć prawdy ludziom, na których najbardziej ci zależy, w rezultacie samego siebie też oszukujesz.”

Miasto popiołów przeczytałam w błyskawicznym tempie. Musiałam czytać z latarką pod kołdrą, bo około drugiej w nocy, mój tata przyszedł(już któryś raz z rzędu) zgasić mi światło. A w końcu zagroził, że wyłączy prąd w całym domu.
Jedynymi książkami, którą wciągnęły mnie bardziej od Darów Anioła była seria o Harrym Potterze. Nawet Igrzyska Śmierci nie spowodowały u mnie większego rozkojarzenia i oderwania od rzeczywistości. A to już musi być coś!

Zdecydowanie najbardziej podobała mi się wizyta u królowej Jasnego Dworu. Po tych wydarzeniach wszystko się podwójnie skomplikowało. Podoba mi się, że Cassandra Clare nie boi się poruszać trudnych tematów. Myślę tutaj także o Alecu i Magnusie. Spodobało mi się, że autorka nie tworzy postaci niezniszczalnych. Nawet tutaj, w magicznym świecie nie ma żadnej wszechmogącej istoty.

Wisieńką na torcie są bohaterowie. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Cassandra Clare nie przestaje zaskakiwać i tworzy coraz to nowe postacie. Każda z postaci wnosi coś nowego do fabuły.
Clary nie idzie wojować świata na wieść, że jest Nocnym Łowcą. Simona uwielbiam jaką normalość, który w zwykły sposób, nie udając ksiącia na białym rumaku, próbuje zdobyć serce Clary. Jace dalej jest wspaniały i pokazuje, że on także potrzebuje pomocy, za co jest jeszcze cudowniejszy.

„Z drugiej strony to był Jace. Wszcząłby bójkę z ciężarówką, gdyby naszła go taka ochota” 


Jeśli chcecie przeczytać książkę  przy której będziecie się zanosić szczerym śmiechem, by za moment wylewać łzy, to Miasto Popiołów jest idealne. Cassandra Clare serwuje nam wspaniałą dawkę emocji. Podczas czytania świat Nocnych Łowców wydaje się taki realny, że czuję się, jak uczestnik opisywanych wydarzeń. Ta historia pochłonęła moje myśli i serce już na zawsze.

Książkę naprawdę warto przeczytać. Jest niebanalna, zapada w pamięć. Już chcę przeczytać trzecią część, a nawet jeszcze raz tą samą. Dary anioła(przynajmniej te dwie części, które przeczytałam) są napisane prostym, bardzo dobrym językiem. Kocham, uwielbiam, wielbię i ubóstwiam! ♥


„– Co robisz? – zapytał Alec, klękając przy migotliwej ścianie więzienia. (...)
 – A tak, przyszło mi do głowy, że poleżę sobie na podłodze i trochę powije się z bólu – odburknął. – To mnie relaksuje.
 – Naprawdę? A... jesteś sarkastyczny”



Miasto kościMiasto popiołów ♥ Miasto szkła ♥ Miasto upadłych aniołów ♥ Miasto zagubionych dusz ♥ Miasto rajskiego ognia ♥




niedziela, 8 września 2013

024. PLANETA DOBRYCH MYŚLI


Tytuł: Planeta dobrych myśli
Autorka: Beata Pawlikowska
Ilość stron: 226
Wydawnictwo: G+J
Kategoria: poradnik
Data wydania: 23 stycznia 2013
Cena z okładki: 39,90 zł
Moja ocena: 10/10










Beata Pawlikowska to podróżniczka, pisarka, dziennikarka, tłumaczka i fotograf, ale również autorka wielu książek oraz audycji "Świat według blondynki" w Radiu ZET. Samotnie podróżuje i odkrywa świat, a także organizuje egzotyczne wyprawy dla innych.

Już sama okładka wzbudza same pozytywne uczucia – jest kolorowa, kąciki ust same się podnoszą. Książka to zbiór sentencji, przemyśleń, porad i refleksji autorki, która tryska pozytywnym podejściem do życia.

Książka ma genialną szatę graficzną. O świetnej okładce wspomniałam już wcześniej, środek jest także wspaniały. Żółte karteczki wyglądały jak wyrwane prosto z pamiętnika autorki. Piękne i kolorowe obrazki wywołują banan na twarzy, a dodatkowo przypominają dzieciństwo. W środku jest też kilka stron do wypełnienia własnymi dobrymi myślami. Jest to dobrym pomysłem, chociaż ja nie lubię mazać po książce. Swoje Planety Dobrych Myśli rysuję i wypełniam w notesie. 

Każdemu z nas zdarza się gorszy dzień, gdy wstaniemy za późno z łóżka lewą nogą, za oknem od rana deszczowo i ponuro, wszystko nas denerwuje, nic nam nie wychodzi...  W takie dni po prostu nie mamy ochoty żyć, najlepiej, żeby wszyscy dali nam święty spokój. Beata Pawlikowska zachęca nas do pokonania złego humoru. Jeśli za oknem nie ma słońca, my możemy dawać światło! 

Ciekawsze porady(a było ich całkiem sporo) zaznaczałam kolorowymi karteczkami, a moje ulubione zapisałam w moim fioletowym uśmiechniętym notesiku. Ta książka na pewno zmieniła moje postrzeganie codzienności i rzeczywistości. Pawlikowska przekazuje nam ogrom pozytywnych myśli na każdą sytuację. Treść skłania do pozytywnego myślenia, pozwala zdystansować się do ludzi i do świata. Czasami autorka jest aż wyraz optymistyczna, ale nie uważam tego za minus, to tak dla równowagi, bo znam wielu więcej pesymistów niż optymistów. Książka ma jakieś dwieście stron, które czyta się w expresowym tempie. Dzięki tym dwustu stronom stajemy się szczęśliwszymi ludźmi! 

Uwierz w siebie! Naucz się siebie kochać. Nie przejmuj się tym, co inni o tobie mówią, bo to nie jest ważne.
Ciesz się z małych rzeczy. Odnajduj radość w najdrobniejszych czynnościach. Stwórz własną planetę dobrych myśli(świetna rzecz!). 

Jestem zachwycona tą książką, trafiła na moją listę ulubionych. Pewnie będą często do niej wracać. Wystarczy przeczytać kilka stron i od razu życie staje się piękniejsze. W trudnym chwilach dziesięć minut lektury Planety dobrych myśli jest na wagę złota. Dzięki niewielkiemu formatowi książki można mieć ją zawsze przy sobie. 
Polecam każdemu – nie zależnie od tego czy jest pesymistą czy optymistą, dziewczyną czy chłopakiem i ile ma lat. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego.
Kupcie, wypożyczcie, ukradnijcie, ale przeczytajcie! 



piątek, 16 sierpnia 2013

018. DOTYK JULII


Tytuł: Dotyk Julii
Autor:  Taheren Mafi 
Ilość stron: 330
Wydawnictwo:  Otwarte
Ocena: 10/10(arcydzieło)


"Spędziłam w zamknięciu już 264 dni. Towarzystwa dotrzymują mi tylko niewielki notatnik, uszkodzone pióro i liczby w mojej głowie. 1 okno. 4 ściany. 1,5 metra kwadratowego powierzchni. 26 liter alfabetu w języku, którym nie mówiłam przez 264 dni odosobnienia. Minęło 6336 godzin, odkąd dotykałam innej ludzkiej istoty."


 Julia jest potworem obdarzona. Nikt nie wie, dlaczego jej dotyk zabija. Dziewczyna nie widziała świata od trzech lat. Rodzice zaczęli się jej bać. Własne dziecko oddali do zakładu dla obłąkanych. Wszyscy odetchnęli z ulgą. . Przez 264 dni przebywa w zamknięciu. Całkiem sama. Tylko ona, cztery ściany i notes. Bez kontaktu z inną żywą duszą. Wszystko zmienia się dwieście sześćdziesiątego czwartego dnia. Julii zostaje przydzielony współwięzień współlokator. Tak bardzo znajomy znajomy znajomy.


Tahereh Mafi - dwudziestoczteroletnia
muzułmanka,
autorka "Dotyku Julii"
"Krople deszczu nie przestają mnie zadziwiać.  Myślę o tym, jak spadają, jak plączą im się stopy, łamią nogi. Zapominają spadochronów, wypadając z nieba ku niepewnemu końcowi. To tak, jakby ktoś opróżniał kieszenie, nie dbając o to, gdzie spadnie ich zawartość, nie przejmując się, że krople pękają, uderzając od ziemię, że rozpryskują się na chodniku. Że ludzie przeklinają dni, w które krople ośmielą się stukać o ich drzwi. Ja jestem kroplą deszczu. Rodzice wyrzucili mnie z kieszeni i zostawili, żebym wyparowała na chodniku."

Na Ziemi po zniszczeniu warstwy ozonowej rządzi Komitet Odnowy. Świat zmienił się nie do poznania. Zwierzęta wymierają, ziemia nie wydaje plonów. Jedzenie drożeje z każdą chwilą, niewielu stać na pożywienie. Głód staje się bliskim przyjacielem każdego, wszystkim zagląda w oczy. Każdy dzień może być końcem.
A końce bywają różne – raz zwycięskie, a raz przegrane. Z głodem wygrywać można setki razy, a przegrać tylko raz. Komitet obiecuje, że wszyscy będą bezpieczni, że nikt już nie zazna głodu. Ludzie ślepo wierzą. Nieliczni się buntują, jednak rebelianci są natychmiast likwidowani przez Komitet. Wcale nie jest lepiej, świat staje się gorszy. Ludzie żyją w nędzy, osierocone dzieci mieszkają na ulicach.

W tym samym czasie „Odnowiciele” opływają w luksusy. Czy kiedykolwiek ktokolwiek na świecie – nie tylko tym książkowym, ale także tym rzeczywistym – zazna sprawiedliwości?  


"Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć." 


 Dlaczego ta książka tak mnie zachwyciła? Dlaczego warto ją przeczytać?



Aby znaleźć pierwszy powód nie trzeba czekać długo, wystarczy na nią zerknąć. Okładka oszałamia, która przedstawia spadającą dziewczynę, której sukienka roztrzaskuje się na niezliczone małe kawałki szkła. Napis dobrze komponuje się zresztą, efekt jest wprost niesamowity. Dobrze pomyślane i wykonane. Zachwyciła mnie delikatnością. Dodatkowy plus za to, że na okładce nie ma haseł porównujących od Zmierzchu, Igrzysk śmierci czy Harry'ego Pottera. 

Po drugie, książka ma genialną formę. Metafory, przenośnie, epitety i inne środki stylistyczne zachwycają. Wszystkie jej rozterki, radości stają się także częścią czytelników. Uczucia bohaterki są napisane tak realistyczne, że momentami czułam się Julią Ferrars. Czułam jej ból. W końcu każdy z nas chce czuć się kochany i bezpieczny. Chce by go przytulono, dotknięto…
A dla Julii było to niemożliwe, wręcz zakazane. Podczas czytania wylałam wiele łez współczucia. Czyta się szybko i przyjemnie. Zastosowanie skreśleń było pomysłem na szóstkę! Warto być oryginalnym ;) 




"Nie wiem, kiedy to się zaczęło.
Nie wiem, dlaczego to się zaczęło.
Nie wiem nic o niczym poza krzykiem."

Kontynuacja "Dotyku Julii"
Po trzecie: POSTACIE!!! Julia jest fantastycznie zarysowaną postacią. Mimo, że mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, narratorka nie uważa się za super, ekstra i nie obwinia całego świata za to, że została przeklęta ma moc. Jej zachowanie jest zaskoczeniem, ponieważ Julia odczuwała lęk przed samą sobą. Boi się siebie, swojego daru, tego co może zrobić. To naprawdę nie lada wezwanie, niewiele razy miałam styczność spotkać się z kimś taki w książce. Julia jest zagubiona, samotna, trudno jest jej się odnaleźć w nowym miejscu. Ma tak niewiele lat, a przeszła w życiu tak wiele. Mimo wszystko odnajduje w sobie dobro i chęć do stania się lepszą. 
Ale nie tylko ona jest wspaniale wykreowaną postacią, autorka doskonale zarysowała też Adama(w którym jest zakochana na zabój), Warnera, Kenjego oraz małego, rozgadanego Jamesa. 

Czwartym argumentem jest wątek miłosny. Jedna z najlepszych par, jak Romeo i Julia, Rose i Jack, Tonks i Lupin. Budowanie uczucia między nimi wyszło autorce doskonale. 


Brakuje mi słów, żeby opisać moje uczucia do tej książki. To po prostu arcydzieło! Ocieka wręcz uczuciami bohaterki. Musicie, po prostu musicie przeczytać tą książkę. Jestem gotowa napaść na wydawnictwo i ukraść cały nakład, a potem wcisnąć jedną każdemu do rąk. Już nie mogę się doczekać przeczytania drugiej części - „Sekretu Julii”. Mam nadzieję znaleźć tam odpowiedzi na moje pytania(chciałabym dowiedzieć się więcej o owym ptaku, a także poznać dzieciństwo mojej imienniczki). 



„Spędzałam życie wsunięta między kartki książek. Z braku bliskości z ludźmi budowałam więzi z papierowymi postaciami. Przeżyłam miłość i stratę z powieści historycznych, doświadczyłam dojrzewania przez analogię. Mój świat jest utkaną ze słów pajęczyną, splatającą kończyny, kości i ścięgna, myśli i obrazy. Jestem istotą złożoną z liter, postacią stworzoną przez zdania, wytworem wyobraźni, fikcją.

Genialny trailer "Dotyku Julii" -
zobaczcie koniecznie.

 Fantastyczny, oszałamiający filmik o książce. 

Loony.

niedziela, 11 sierpnia 2013

016. HARRY POTTER





H A R R Y   P O T T E R   -   J . K . R O W L I N G








W tej recenzji nie będzie niepotrzebnych wstępów. 
Bo i po co? Chyba nie muszę pisać, kim był Harry Potter. Każdy z nas go zna, jeśli nie z książek to z ich(nie najlepszych zresztą) ekranizacji.
Nie będzie to do końca recenzja, więcej powiem o tym, co ta saga zmieniła w moim życiu, dlaczego warto Harry'ego przeczytać etc.
Może się skusicie? 






„Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, 
że jesteś MUGOLEM!”

Fabuła jest po prostu magiczna. Którą cześć jest moją ulubioną? Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Każda ma w sobie coś wyjątkowego i każda na swój sposób jest najlepsza. Naprawdę trzeba mieć w sobie wiele złej woli, żeby dostrzec w nich same zło i brak dobrego przesłania. Tak to jest, gdy ocenia się książkę po okładce. A najbardziej śmieszne jest to, że najwięcej do powiedzenia na ten temat mają osoby, które nie przeczytały książki. Boki zrywać, naprawdę!




„Co ma być to będzie, 
a jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć.”


„Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią...”



Postacie pani Rowling są naprawdę wspaniałe!
Zacznijmy od głównych postaci. Harry – odważny, wielbię go, mimo jego wad. W dzieciństwie mieszkał u
Dursleyów, którzy wychowali go jak wychowali, wierzę, że gdyby jego rodzice żyli i codziennie przez całe dzieciństwo dzielili się z nim miłością byłby całkiem inny. Czasami jego zachowanie mnie irytowało, ale czy my jesteśmy lepsi? Nie trzeba być idealnym, żeby ocalić świat :) W życiu trzeba być silnym i wytrwałym, pokonać przeciwności losy i myśleć o najbliższych. 
Hermiona – przecudowna postać, wspaniały wzór do naśladowania, która nauczyła nas, że nauka jest w życiu ważna. Ta mugolska także. Uwielbiałam ją od początku do końca. Myślę, że jestem do niej bardzo podobna. Mam podobny styl życia i spojrzenie na świat.
Skoro już jesteśmy na złotej trójce to wspomnę o moim ukochanym Ronie. Zazdroszczę Harry'emu takiego przyjaciela, a Hermionie takiego męża. Nauczył mnie, że bez pieniędzy też można żyć, a najważniejsze jest to, co mamy w środku.
Uwielbiam postacie drugoplanowe. Jest ich wiele, ale wspomnę tutaj tylko o paru.
Luna, ach Luna! Jej po prostu nie można nie wielbić. Uwielbiam ją po prostu za wszystko! Za jej inność, bycie sobą, styl życia. Szkoda, że było jej tak mało w książce. Mimo, że Pomyluna jest przeciwieństwem Małej-Miss-Pytań-O-Wszystko, to myślę, że do niej też jestem podobna. Właściwie jestem wykapaną Pomyluną. Podobnie jak ona jestem bardzo... nienormalna? Czytam i piszę do góry nogami, wierzę w rzeczy, w które inni nie wierzą, jestem rąbnięta, ale pozytywnie. Coś co nas różni, to zapewne to, że Luna zawsze potrafi być sobą, nie musi nikogo udawać i nie przejmuje się tym, co mówią o niej inni.
Skoro już jesteśmy na podobieństwach to wypadało by wspomnieć o Neville'u, Tonks i Dumbledorze. Dlaczego? Może zacznę od odważnego Gryfona i Puchonki, której też nie można zarzucić tchórzostwa, obaj z skłonnością do wpadania w tarapaty. Te dwie postacie nauczyło mnie, że nie trzeba być kimś mądrym i lubianym, żeby być kimś wielkim.
Na koniec wspomnę o Dumbledorze, który skradł mi serce. W tym człowieku było tyle dobroci i miłości, że to aż łapie za serce. Wielbię tego poczciwego staruszka, który widzi w innych tylko dobre strony i uważa, że każdy zasługuje na drugą szansę. I to właśnie podobieństwo między nami. Ludzie robią złe rzeczy i rozpacz prowadzi w mroczniejsze miejsca, niż mozna to sobie wyobrazić. A przecież te złe rzeczy należy im wybaczać, bo każdy z nas jest tylko człowiekiem.
Gdybym miała napisać coś o każdym, kto zmienił coś w moim życiu to pewnie dzisiaj bym nie skończyła. Z pewnością na uwagę zasłużyli jeszcze Hagrid, Zgredek, Molly i Artur, Bliźniacy, Lupin, Syriusz, Lily, James, Cedrik, McGonagall, Fleur i Bill.


„Wszyscy mamy w sobie tyle samo dobra co zła. Tylko od nas zależy, jaką drogą pójdziemy. Taka jest nasza natura.”

Moja historia z Harrym Potterem zaczęła się w wieku 7 lat. Wtedy z tatą i bratem obejrzałam "Komnatę". Później w wakacje z bratem i przyjaciółm
i z podwórka codziennie oglądaliśmy jakąś część(wtedy były tylko cztery), a po seansie przebieraliśmy się w czarodziei i bawiliśmy się w "Harry'ego Pottera" ratując całą wieś przed Voldemortem. Niestety, dopiero po obejrzeniu 874632 razy filmów przeczytałam książki. To jeden z największych błędów mojego życia. 

Jestem specyficznym Potterheadsem, bo nie mam żadnych gadżetów potterowskich, a nawet żadnej książki. Na półce stoją tylko Baśnie Barda Beedle'a, Quidditch przez wieki, a na drzwiach wisi wielki plakat Złotej Trójki. Jednak zawsze mam w domu jakąś część wypożyczoną z biblioteki. 

Do jakiego dormitorium przeniosła Was Rowling? Do Gryffindoru, Slytherinu, Hufflepuffu czy Ravenclawu?
Ja na początku, gdy byłam młodsza, czułam się Gryfonką, choć pewnie tylko dlatego, że był tam Złota Trójka. Potem dojrzałam i uznałam, że wcale nie pasuję do domu odważnego Godryka Gryffindora. Pasuję do Ravenclawu lub Hufflepuffu, sama nie wiem do którego bardziej. 


Dzięki "Harry'emu Potterowi nauczyłam się bardzo dużo, uwierzyłam w siebie i w to, że marzenia się spełniają. Mimo, że nie lubię Snape to uważam, że to, co czuł do Lily było urocze. „Marzę, żeby ktoś pokochał mnie tak, jak Snape pokochał Lily” - bardzo często widzę te słowa. Wiecie co? Ja się z tego wyłamałam. Marzę, żeby znaleźć osobę, którą mogłabym pokochać tak(lub jeszcze bardziej) Snape Lily. Prawdziwa miłość istnieje i trwa całe życie! Zrozumiałam, że każda śmierć jest potrzebna. Tak, to smutne, ale tak jest. Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć, dlaczego te cudowne postacie umarły, to według mnie po prostu nie dorósł, by czytać książki. 




Poza tym poznałam cudownych Potterheadsów, którzy są moimi najlepszymi przyjaciółmi. To, że dzielą nas setki kilometrów nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Przecież liczy się uczucie, a nie kilometry :)





 A jaka była Wasza historią z Harrym Potterem? Jak długo jesteście Potterheads? Czego Was nauczyła saga? Do jakiego dormitorium przeniosła Was Rowling?

Loony.

„Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić.”


zapraszam do polubienia FANPAGE.



sobota, 30 marca 2013

003. IGRZYSKA ŚMIERCI



Tytuł: Igrzyska śmierci
Autor: Suzanne Collins
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 10/10



Mimo, że zniechęciły mnie opinie typu „fajniejsze nawet od Zmierzchu” „Igrzyska śmierci” to książka do której wrócę nieraz. Przeczytałam ją jednym tchem. Ostatnim razem wciągnęły mnie tak przygody Harry'ego Pottera.

Panem – stolica Kapitol okrążona dwunastoma dystryktami, które w przeszłości się zbuntowały. Od tego momentu co roku odbywają się Głodowe Igrzyska. Z każdego dystryktu, podczas Dożynek, losuje się dwie osoby – chłopaka  i dziewczynę. Dwudziestu czterech trybutów bierze udział w Igrzyskach, gdzie walczą na śmierć i życie. Może wygrać tylko jedna osoba. Wszystko jest transmitowane na żywo przez telewizję.

Książka napisana świetnym stylem. Czyta się szybko i przyjemnie. „Igrzyska śmierci” wciągają od pierwszych stron i trzymają w napięciu do ostatniego zdania. Genialna narracja pierwszoosobowa. Wszystkie jest takie... realne. Momentami miałam obawy, że może się to stać naprawdę.

Bohaterów książki nie da się nie pokochać. Kattnis dostało ode mnie już na wstępie sto punktów, za to, że po śmierci ojca stała się głową rodziny, którą musi wyżywić. Myśli najpierw o mamie i siostrze, potem dopiero o sobie. Po za tym pokochałam też uroczą i dzielną Rue, któa później wycisnęła z mnie miliony litrów łez.

Ksiażka jest całkiem inna od innych – główna boharka nie odkryła nagle swojej mocy, nie ma też tutaj(dzięki Bogu!) żadnego cukierkowego romansu. Te dwie rzeczy pogłębiły moją miłość do książki!

Końcówka zachęca do kolejnego tomu, który jest tak samo wspaniały. Nie ma zakończenia „żyli długo i szczęśliwie”. Walka dopiero się zacznie...

Książka jest bardzo mądra. Oprócz wartości, które niosą postacie, poruszony jest bardzo ważny problem, z którym od zawsze zmaga się ludzkość – GŁÓD.  Można powiedzieć, że głód, to stary przyjaciel Kattnis.  Dla niej Głodowe Igrzyska trwają właściwie od zawsze.

Jest to jedna z moich ulubionych książek. Przerażająca, mądra, wciągająca, fantastyczna – wiele jest przymiotników opisujących „Igrzyska śmierci”. Nauczyła mnie wiele, za pewne jest to jedna z tych książek, których nie można przeczytać jeden raz. Będę sobie ją „odświeżać” w nieskończoność. Warto poświęcić czas na tą książkę, polecam każdemu! :)



Loony.

piątek, 22 marca 2013

001. BAŚNIE BARDA BEEDLE'A.

Tytuł: Baśnie barda Beedle'a
Autor: J.K. Rowling
Ilość stron: 109
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 10/10




          Podczas moich kilku miesięcznych poszukiwań tej książki odwiedziłam dziesiątki księgarni, bibliotek czy sklepów internetowych. Niestety, wszędzie była niedostępna. Zawsze zapominałam o kończącej się aukcji na allegro. W końcu po wielu trudach udało mi się ją zdobyć. Jednak, niestety,  nie mogłam przeczytać jej od razu. Przez nawał nauki i innych obowiązków nie miałam czasu. Wreszcie wczoraj znalazłam czas na "jedną baśń". W ostateczności pochłonęła całą książkę w nieco ponad godzinę(z przerwą na siku).

    Książka zachwyciła mnie od pierwszej chwili. Gdy tylko wzięłam ją do ręki od razu się zakochałam. Baśnie mają bardzo ładną okładkę, wspaniałe ilustracje(narysowane przez samą Jo), a także fantastycznie pachną. 

   Każda baśń ma swój jedyny i niepowtarzalny charakter i niesie głębokie przesłanie. Sama nie wiem, która podobała mi się najbardziej. W każdej ukryty jest morał. 
  
   Dodatkowym plusem książki jest komentarz Albusa Dumledore'a do każdej baśni. Uważam, że to wspaniały pomysł! Komentarze często mnie rozbawiały(np. o próbie wystawienia w Hogwarcie "Fontanny Szczęśliwego Losu" czy wzmianka o pieszczeniu chorobotków). 

   Kolejną rzeczą, która mnie zachwyciła jest to, że Rowling przekazała cały dochód ze sprzedaży książki na szczytny cel. Ubóstwiam wszystkie osoby, które robią coś na cele charytatywne. Wsparcie, które okazała Jo fundacji Childen's High Level Group jeszcze bardziej umocniło moją miłość do tej autorki. 

   Szkoda tylko, że bajek jest tylko pięć. Z chęcią przeczytałabym więcej magicznych bajek, tak bardzo odmiennych od naszych mugolskich. Żyję w nadziei, że Rowling napisze kolejną czarodziejką lekturę. 

   Jak już wspomniałam wcześniej, jestem totalnie zakochana w tej książce! Dzięki tej godzinie spędzonej na jej czytaniu wróciłam do czasów dzieciństwa za którymi tak bardzo tęsknię. Zapewne będę wracać do tej lektury. Serdecznie polecam!







Loony.